Uśmiechnęła się do Basiliusa, bo nie wątpiła, że rzeczywiście kojarzył jej nazwisko. Chyba nie dało się nie, w końcu należała do bardzo starego rodu czystej krwi, słynącego z wielkiego umiłowania do alchemii i uzdrowicielstwa, a ona sama kilka miesięcy temu była na ustach bardzo wielu ludzi, po tym, jak okazała się być jedną z Zimnych. Dokładnie tak jak Atreus.
Prawda była taka, że nawet gdyby Florence współpracowała z biurem aurorów, to Victoria nie była w pozycji, by takie informacje przekazywać osobą postronnym, byli wszak zobowiązani chronić swoich informatorów, w tym jednak przypadku nie skłamała, bo Florence rzeczywiście nie współpracowała z Ministerstwem Magii. Jasne, była siostrą dwójki aurorów, przyjaciółką jeszcze jednego (tak przynajmniej Victoria zrozumiała w maju, gdy wraz z reszta Zimnych leżeli w lazarecie i odzyskiwali siły), ale na tym kończyły się jej kontakty w biurze aurorów.
– Nie wiedziałam, że interesujesz się klątwołamaniem – przyznała, zwracając się do Anthonego, który zaskoczył ją tym co powiedział: że chciał porozmawiać z Dorindą na temat zorganizowania konferencji związanej z tym tematem. Victoria co jakiś czas o tym myślała: żeby pójść w końcu na jakiś kurs, cholernie przydałoby jej się to w pracy, ale za każdym razem okazywało się, że jest coś ważniejszego, że trzeba zrobić coś innego, albo że musi robić kolejne nadgodziny, które wyciągały z niej ostatnie siły, jak ostatnio. A poprzednie dwa miesiące tak skupiła się na eksperymentowaniu z eliksirami, że tym bardziej nie miała nawet czasu, by o tym myśleć. – Ministerstwo jest nimi przepełnione, bo nie mają kiedy pójść do uzdrowicieli. Ja też nie miałam – co ironiczne, bo to jej ojciec rozmawiał z kimś tam z gazety, dzięki czemu ludzie wiedzieli jak sobie radzić z tym uporczywym kaszlem domowymi sposobami. Ale nie, nikt jej nie oglądał, a nawdychała się tego gówna przez całą noc, potem przez kolejny dzień… i tak co jakiś czas kaszlała, nie mogąc złapać oddechu. – Z tamtą więzią? – tu zwróciła się do Basiliusa, nie będąc pewna co miał na myśli mówiąc „wszystko w porządku”. Nic nie było w porządku – może prócz tego, że żyli. – Nie było nawrotu – przyznała i uśmiechnęła się bardzo blado, bo ta cholerna więź to był najmniejszy z jej licznych zmartwień, ale tak wadziła ona Saurielowi, że zdecydowali się poszukać rozwiązania. – Nie ma za co, mogłam zrobić chociaż tyle – a prawdę powiedziawszy, to niewiele było rzeczy, których by dla Laurenta nie zrobiła.