Ciekawa była, czy Atreus byłby taki skory do zastawiania swoich względów i całowania panów w razie ewentualnej przegranej. Jakoś wątpiła. Ona nie zamierzała kalać swoich usteczek czymś, co nie widziało mydła przynajmniej od… – sądząc po zapachu – dobrego miesiąca. Ewidentnie dla niektórych samców higiena to był jakiś obcy koncept, który przelatywał im nad głowami, uciekając przed smrodem. A należało pamiętać, że Victoria to nie była ta damulka, która nie wejdzie do chlewu bo cuchnie!
Nie uszły jej uwadze słowa jednego z nich. Och, czyli jednak coś wiedzieli – starała się jednak po sobie nie dać poznać, że wyłapała ten jawny błąd z ich strony i po prostu uśmiechnęła się ironicznie.
Sama nie planowała grać.
– Nooo, to powodzenia. Nie przejeb mojej kasy – rzuciła do Bulstrode’a, a sama wyciągnęła z kieszeni sakiewkę, i niczym ta złotówa (choć tak po prawdzie to nie była przywiązana do tych pieniędzy) odliczyła dziesięć funtów, które rzuciła im na stół, pilnując, żeby przypadkiem nie dotknąć czegoś brudnego i obrzydliwego, bo w tych warunkach nie miała nawet jak odkazić sobie ręki, skoro mieli do czynienia z (obleśnymi) mugolami.
Stanęła sobie tak, żeby mieć widok na stół i marynarzy, z założonymi na piersi rękoma i wypatrywała, czy przypadkiem ktoś tu nie próbował ich oszukać.
// Percepcja ◉◉◉○○
Akcja nieudana