– No tak, ktoś musi wziąć kasę do kieszeni – tak był skonstruowany ten świat: ludzie byli chciwi i bardzo dużo z nich, gdy miało taką okazję, to próbowało z niej skorzystać w ten właśnie brzydki sposób. Jak zrobić, żeby zarobić ale się nie narobić. Mało było idealistów, którzy byli w stanie poświęcić potencjalny, nieczysty zysk na to, by to innym żyło się lepiej.
Widziała jednak, jak w Calu budzi się ten cynizm i pewnego rodzaju zgorzkniałość. I było to na pewien sposób zabawne, a na inny rozczulające – bo pomimo tego co mówił, widziała w nim pewnego rodzaju zmartwienie o to, co działo się z tym krajem. Aż poczuła taką dziwną ochotę, by unieść dłoń i pogładzić go po policzku. Nie zrobiła tego jednak, po prostu otworzyła szerzej oczy zaskoczona własną myślą, bo nie potrafiła powiedzieć, skąd się to w niej brało. Zacisnęła mocniej dłoń na koszyczku, który ciągle trzymała. A cydr był pewnym wybawieniem, bo oboje zamilkli, pogrążeni we własnych myślach. Zabawna sprawa, mówić, że alkohol jest wybawieniem, i do tej pory nie podejrzewała siebie o tego typu przemyślenie. Co się tyczyło samego cydru, ten był dla niej zaskakująco… słodki. Myślała, że to będzie cierpkie, bliżej wina, a nie takie… owocowo wręcz orzeźwiające? Popatrzyła z pewnym zastanowieniem na ten kufel, po czym, gdy Cathal się po chwili odezwał, spojrzała na niego.
– To jest… zaskakująco dobre – powiedziała w końcu. – Mam wrażenie, że czuję tutaj trochę cynamonu? – zmarszczyła brwi w zastanowieniu próbując nazwać smaki, jakie jej się rysowały po wypiciu kilku łyków cydru. Rzeczywiście, to, że było tutaj tak niewiele ludzi, bardzo pomagało w tym, by na nikogo nie wpaść po drodze. – Chciałam zajrzeć do kowenu, z ciekawości, wiesz. Mam też coś, co chciałam zostawić – babcia powiedziała jej, że jest taki zwyczaj, że ludzie mogli złożyć dary, a tak się składało, że Ginny miała taką rzecz.
– Czekaj, potrzymaj – wcisnęła więc jeszcze w połowie pełny kufel w wolną rękę Cathala, żeby pogrzebać w swojej torbie, z której po chwili wyciągnęła notes. Zaczęła go kartkować, a to, co Cathal mógł zauważyć, jeśli patrzył, to jakieś różne szkice, pojedyncze słowa – najpewniej rzeczy, które Guinevere zapisywała zaraz po przebudzeniu, jeśli miał zgadywać i na ile ją znał. Ale może były to zupełnie inne rzeczy. W końcu zatrzymała się na właściwej stronie i zrobiła wymianę: kufel za notes. – Pokazałabym ci to najchętniej na żywo, ale tak się śmiesznie składa, że jak tylko próbowałam pokazać to dziadkom, to symbol znikał i za jakiś czas pojawiał się w innym pomieszczeniu. Bo to jest w domu dziadków. Pojawia się na suficie. Mówi ci to coś?