Ucieszył się niezmiernie kiedy jego rozmówczyni zgodziła się porozmawiać na zaproponowany temat. Był bardzo ciekaw co o byłym ministrze sądzono w wyższych klasach. I teraz miał właśnie okazję się o tym przekonać.
- Tak. Oczywiście, słyszałem. Każdy szanujący się czarodziej chyba słyszał o tej aferze - zgodził się ze Stellą - To co wtedy zrobił aż prosi się o pomstę. No bo kto to widział takie rzeczy robić? Zresztą czy można się dziwić? Nie sądzę. W końcu to pierwszy "inny" minister - kontynuował dodając akcent kiedy podkreślał pochodzenie Nobby'ego.
Pociągnął większy łyk wina jakby miał się właśnie zbierać do jakiejś większej tyrady czy opowiadania. Stanley chciał mieć po prostu pewność, że teraz kiedy chciał rozpocząć w końcu legalne i dozwolone kazanie na temat Leach'a, nie zaschnie mu w gardle. Do powiedzenia miał dużo, o czym zresztą za chwilę miała się przekonać wiolonczelistka.
- Proponuję jednak abyśmy cofnęli się do samego początku jego rządów w ministerstwie - rzucił wolną myśl. W ten sposób najłatwiej będziemy im prześledzić całość dokonań tego jegomościa na przestrzeni 6 długich lat - Dzięki takiemu podejściu, nic nie umknie naszej uwadze. A na pewnie nie jego najważniejsze akty, których dokonał - powiedział w prześmiewczy sposób okazując brak szacunku do całościowego panowania mugola.
Nie czekał długo na odpowiedź od niej. Teraz było jego pięć minut aby błyszczeć i zamierzał to skrzętnie wykorzystać. Rozsiadł się wygodnie w fotelu, przeciągnął ręce i kontynuował swoją wypowiedź.
- Nobby do ministerstwa przyszedł jakoś w roku 1962. Zastąpił Ignatiusa Tufta, który też miał trochę za uszami ale o nim nie dzisiaj - zaczął powoli tłumaczyć wszystko od jego inauguracji - Pierwszy mugolski minister po ponad 250 latach działania tej instytucji? Nie do pomyślenia, a jednak! Przełom 62 i 63 roku to też początek podziału wśród departamentów. Można powiedzieć, że wyłoniły się wtedy dwie najliczniejsze grupy - rozłożył ręce i uniósł lewą lekko do góry - Zwolenników - następnie uniósł prawą - Oraz przeciwników, zwanych również tradycjonalistami, którzy sprzeciwiali się takiemu obrotowi spraw
- Współpracownicy ministra, właśnie z tej drugiej grupy w ramach protestu zaczęli odchodzić ze swoich stanowisk. Jak mnie pamięć nie myli to odeszło ich wtedy kilkunastu albo kilkudziesięciu. I nie mówię tutaj tylko o najbliższych podwładnych z którymi pracował codziennie. To dotknęło wszystkie działy i departamenty - wyjaśniał dalej - Ja sam kiedy dołączyłem do Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów to nadal widziałem jeszcze lekkie braki kadrowe, a było to jakoś w roku 1964. Jednak te zostały szybko uzupełnione. Praca w ministerstwie to jednak trochę prestiż jest jakby nie mówić i szansa na rozwój - opuścił dłonie na stół i przejechał po obrusie - Dlatego znalazło się trochę chętnych. Pierwszy kryzys można jednak w całkowitym rozliczeniu uznać za całkiem ogarnięty, przeżyty bez większych problemów. Miał jednak trochę szczęścia i uniknął nadstawiania karku za to wszystko. Co by nie mówić, grupa jego zwolenników wtedy działała jeszcze bardzo sprytnie i dobrze.
- Kolejnym problemem, o którym warto napomknąć dotyczy decyzji, które podejmował. I to jest właśnie najgorsze. Jako, że sprawował urząd najważniejszego urzędnika to nie o wszystkim nam wiadomo. Kto wie co on tam naobiecywał wszystkim wokół? Znając życie najwięcej zaoferował swoim poplecznikom, którzy biegali przy jego nodze i byli na każde jego zawołanie. Kiedy mieli leżeć, leżeli. Kiedy mieli warczeć to warczeli. No i jeszcze oczywiście mugole. To jest dopiero ciekawa sprawa. Jeżeli miałbym oceniać to przez 6 lat na pewno przysiągł im kilka gruszek na wierzbie. I to na własność! Przecież musiał im wszystkim się odwdzięczyć za takie poparcie - Stanley zaczął bawić się serwetką, która leżała obok niego. Nie miał zamiaru tak szybko kończyć tego tematu - dopiero się rozkręcał.
-Co tam dalej było? - podrapał się po głowie - A no tak. Te nieszczęsne mugolskie mistrzostwa w piłkę nożną - pokiwał głową - Anglia. 1966 rok. Nasz kraj był gospodarzem tych rozgrywek - przedstawił trzy szybkie fakty o tym wydarzeniu, a następnie zaczął kręcić przecząco głową - Nie wiem co mu do głowy strzeliło. Przecież to było niemożliwe abyśmy wygrali te mistrzostwa bez żadnej pomocy. Nasza reprezentacja nigdy wcześniej nie stanęła na podium takich rozgrywek. Co więcej. Ona nie zdobyła nawet II czy III miejsca. A tu proszę. Pojawia się wszechmogący Nobby i dzieją się cuda - założył ręce na klatce piersiowej - ZŁOTO! Tryumf. Jeden prosty trik abyśmy zaczęli wygrywać. Wystarczyło mianować Leacha ministrem magii. Może skoro tak dobrze mu wychodzą sporty drużynowe, powinien zostać ministrem sportu. W tym by się pewnie lepiej odnalazł i mógłby zdobyć kolejne podium za rok.
Stanley czekał 5 lat aby móc swobodnie mówić o tym mugolaku. Wcześniej, kiedy piastował jeszcze to stanowisko to po prostu oficjalnie nie wypadało o tym mówić. Wiadomo jednak, że w kuluarach krytycznie oceniano jego rządy już od momentu kiedy został ministrem.
- Z roku na rok jednak tracił on stopniowo poparcie. Grupa tradycjonalistów mimo, że z początku słabsza, zyskiwała tylko na sile. A z każdym jego potknięciem, dawał tylko swoim wrogom kolejne dowody na to, że powinien odejść - odłożył serwetkę na bok - Według mnie szalę goryczy przelał fakt, że zdradził swoją żonę. Kto jak kto ale minister magii? Osoba na samym szczycie, która miała dawać dobry przykład? - nawilżył usta końcówką wina ze swojej lampki - Niektórzy twierdzą, że to nieprawda i to tylko pomówienia. Ja uważam inaczej. Jeżeli to by się nie stało to nikt by przecież w ten sposób nie mówił. Dlatego to się stało na sto procent. Poczuł swoją władzę i ją wykorzystał. W haniebny sposób w dodatku - pokiwał głową z dezaprobatą - Nie chciałbym być na miejscu jego żony. Wyobraź to sobie - przejechał ręką z lewej do prawej - Twój mąż, najważniejszy dostojnik w naszym kraju. Pomijamy fakt, że mugol. Załóżmy, że jest czystej krwi - kontynuował - Wszyscy liczą się z jego zdaniem. Każdy chce go znać. Wydaje najważniejsze dyrektywy o tym co można, a czego nie. Na wszelkie bankiety czy spotkania pojawiasz się z nim. Kto żyw ten wie, że stanowicie jedność w małżeństwie, aż pewnego dnia dowiadujesz się, że ten drań to zrobił. Dokonał zdrady. I to w tym wypadku nie tylko na tobie ale na całej kaście czarodziejów mimo, że to ty jesteś najbardziej poszkodowaną. Zaufanie? Nie istnieje. Opinia? Naganna. Taka osoba tylko wtedy może ratować się popełnieniem samobójstwa. Nie widzę innej opcji - pokiwał głową - I to właśnie był jego gwóźdź do trumny. I to co gorsza, on ten gwóźdź sam sobie przyniósł i przybił.
Na twarzy Stanleya pojawił się grymas, swego rodzaju zniesmaczenie kiedy o tym opowiadał. Wcale nie dziwił się, że Nobby - mugol, był skłonny do czegoś takiego. Jednak go to brzydziło, odrzucało. Jak można coś takiego zrobić swojej drugiej połówce? Zniszczyć lata ciężkiej pracy dla krótkiej chwili uniesienia? Dramat i brak słów. Walczył przez dłuższą chwilę ze sobą czy by coś jeszcze powiedzieć na jego temat ale chyba rzekł wszystko co mógł. Im dłużej o nim mówił, tym bardziej czuł, że psuł mu się humor. Starał się jednak nie pokazywać tego po sobie
-Starczy już rozmowy o tym draniu. Dokonał wiele złego w ministerstwie. 6 długich, bezowocnych lat. Jestem ciekaw gdzie byśmy dzisiaj byli gdyby nie on. Ale psiakrew z nim - machnął ręką - Powinniśmy się cieszyć z tego, że już go w nim nie ma - odetchnął z ulgą - Miejmy nadzieję, że Eugenia Jenkins naprawi to wszystko co zepsuł Leach. Trzymam za nią kciuki - dodał i zabrał się za spożywanie posiłku, ponieważ ten został właśnie przyniesiony przez kelnera.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972