07.12.2025, 22:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2025, 22:27 przez Hannibal Selwyn.)
śpiewa przy Gabrielu i Lucy
Hannibal przełknął eliksir - słodkawy i smakujący jak słaby drink z palemką - i poczuł nieprzepartą ochotę, żeby zaśpiewać. To musiał być efekt miksturki - był pewien, że nie zdoła odezwać się w normalny sposób. A zatem należało szybko wybrać odpowiednią piosenkę. Miał co prawda uświetniać wieczór swoim głosem nieco później, ale co mu szkodziło poddać się zabawie już teraz? Uśmiechnął się lekko, podjąwszy decyzję kreatywną - jedyną, jaka w tej chwili należała do niego - i niby mimochodem zaintonował:
- Fly me to the moon and let me play among the stars,
Let me see what spring is like on Jupiter and Mars
In other words - hold my hand,
In other worlds - baby kiss me…
Wybrał wyciągniętą, liryczną wersję zamiast swingującej, bo lepiej pasowała do śpiewania a capella i - jego zdaniem - do rozgrywającej się przed nim sceny. Zaczął cicho, ale jego śpiew z każdym wersem nabierał głośności i pewności. W bezpośrednim sąsiedztwie zrobiło się jakby ciszej. Selwyn wysunął się spomiędzy gości i stanął w pobliżu pary, nawet nie udając, że nie robi im za soundtrack. Jego głos był dobry i bez wspomagania, ale eliksir dodatkowo wygładził wszelkie możliwe niedoskonałości spowodowane czy to brakiem rozgrzewki, czy jakimiś losowymi drobiazgami. Wykonanie było idealne.
- Fill my heart with song and let me sing for ever more,
You are all I long for, all I worship and adore
In other words: please, be true
In other words: I love youuuUUUUUuuuuu…
Nigdy nie używał eliksirów do śpiewania na scenie, skoro jednak całkiem przypadkiem trafiła się okazja, postanowił wykorzystać ich potencjał w pełni. Przyjemnie było tak śpiewać - niemal bez wysiłku, bez ryzyka jakiegokolwiek załamania, gardło pracujące jak doskonale wyregulowana maszyna, płuca pełne powietrza. Zakończył imponująco wysokim tonem, niemożliwie rozciągniętym i modulowanym. Porwany na chwilę muzyką, nieświadomie zamknął oczy, skupiając się na tej ostatniej, długiej nucie - przyzwyczajenie było przyzwyczajeniem i artysta wpakował w “youuuuuu!” całą resztę swojego oddechu, pewnie, ale starannie odmierzając, by dośpiewać do końca z jednakową mocą.
Uśmiechnął się i otworzył oczy. Ktoś gwizdnął, ktoś tuż obok zaklaskał. Hannibal skinął głową w podziękowaniu, udając zakłopotanie.
Nie był zakłopotany. Był zachwycony.
Spojrzał na parę przed nim i napotkał wzrok mężczyzny w wysadzanym rubinami garniturze (ile to mogło ważyć? czy wygodnie było się w takim ubraniu poruszać?). Kobieta wciąż unosiła się nad ziemią, nie wyglądało jednak na to, by skrzydła pozwalały wzlecieć wyżej, niż na kilkadziesiąt centymetrów. Puścił do niej oko, niepewny, czy w ogóle widać to spod maski.
Hannibal przełknął eliksir - słodkawy i smakujący jak słaby drink z palemką - i poczuł nieprzepartą ochotę, żeby zaśpiewać. To musiał być efekt miksturki - był pewien, że nie zdoła odezwać się w normalny sposób. A zatem należało szybko wybrać odpowiednią piosenkę. Miał co prawda uświetniać wieczór swoim głosem nieco później, ale co mu szkodziło poddać się zabawie już teraz? Uśmiechnął się lekko, podjąwszy decyzję kreatywną - jedyną, jaka w tej chwili należała do niego - i niby mimochodem zaintonował:
- Fly me to the moon and let me play among the stars,
Let me see what spring is like on Jupiter and Mars
In other words - hold my hand,
In other worlds - baby kiss me…
Wybrał wyciągniętą, liryczną wersję zamiast swingującej, bo lepiej pasowała do śpiewania a capella i - jego zdaniem - do rozgrywającej się przed nim sceny. Zaczął cicho, ale jego śpiew z każdym wersem nabierał głośności i pewności. W bezpośrednim sąsiedztwie zrobiło się jakby ciszej. Selwyn wysunął się spomiędzy gości i stanął w pobliżu pary, nawet nie udając, że nie robi im za soundtrack. Jego głos był dobry i bez wspomagania, ale eliksir dodatkowo wygładził wszelkie możliwe niedoskonałości spowodowane czy to brakiem rozgrzewki, czy jakimiś losowymi drobiazgami. Wykonanie było idealne.
- Fill my heart with song and let me sing for ever more,
You are all I long for, all I worship and adore
In other words: please, be true
In other words: I love youuuUUUUUuuuuu…
Nigdy nie używał eliksirów do śpiewania na scenie, skoro jednak całkiem przypadkiem trafiła się okazja, postanowił wykorzystać ich potencjał w pełni. Przyjemnie było tak śpiewać - niemal bez wysiłku, bez ryzyka jakiegokolwiek załamania, gardło pracujące jak doskonale wyregulowana maszyna, płuca pełne powietrza. Zakończył imponująco wysokim tonem, niemożliwie rozciągniętym i modulowanym. Porwany na chwilę muzyką, nieświadomie zamknął oczy, skupiając się na tej ostatniej, długiej nucie - przyzwyczajenie było przyzwyczajeniem i artysta wpakował w “youuuuuu!” całą resztę swojego oddechu, pewnie, ale starannie odmierzając, by dośpiewać do końca z jednakową mocą.
Uśmiechnął się i otworzył oczy. Ktoś gwizdnął, ktoś tuż obok zaklaskał. Hannibal skinął głową w podziękowaniu, udając zakłopotanie.
Nie był zakłopotany. Był zachwycony.
Spojrzał na parę przed nim i napotkał wzrok mężczyzny w wysadzanym rubinami garniturze (ile to mogło ważyć? czy wygodnie było się w takim ubraniu poruszać?). Kobieta wciąż unosiła się nad ziemią, nie wyglądało jednak na to, by skrzydła pozwalały wzlecieć wyżej, niż na kilkadziesiąt centymetrów. Puścił do niej oko, niepewny, czy w ogóle widać to spod maski.