• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence

[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
07.12.2025, 23:55  ✶  
Przez lata, jakie spędziłem w innych miejscach, nie zdołałem zapomnieć, że październik nigdy nie był tu zbyt łaskawy. Wyspiarski klimat miał swoją specyfikę - może nie było jeszcze mroźnie, ale chłodne powietrze i tak wciskało się pod kołnierze płaszczy, zbierało się przy kostkach, wpełzając pod materiał nogawek, szczypało odsłoniętą skórę przy nadgarstkach. Momentami mogło się zdawać, że wychładzało od wewnątrz - wciągało chłód do środka wraz z oddechem. Deszcz już przestał padać, jego najintensywniejszy moment przypadł najwidoczniej wtedy, gdy byliśmy w mieszkaniu na Nokturnie, ale wszystko wokół było jeszcze ciężkie od wody - gzymsy, parapety, dachy autobusów, markizy nad zamkniętymi witrynami. Krople spadały z opóźnieniem, już pojedynczo, nie strugami, ściskając do kratek w ulicy. Bruk błyszczał jak wypolerowany, a zarazem każdy jego fragment nosił ślad brudu, którego nie dało się już zmyć, efektów pożarów nie dało się do końca wymazać, ani w magicznej, ani w mugolskiej stolicy, ich echo prawdopodobnie miało tu pozostać na lata, nawet jeśli teraz było już spokojnie. Życie powoli wracało do normy, a nasze właśnie się zmieniało.
Ulice robiły się coraz szersze, światła gęstsze - lampy gazowe, będące reliktami przeszłości, ale wciąż typowe dla tych okolic, rzucały miękkie, ciepłe światła. W przeciwieństwie do czarodziejskiej części miasta, tutaj było zdecydowanie więcej przestrzeni. Z daleka dobiegał przytłumiony dźwięk ruchu ulicznego i życia - samochody na głównej arterii, autobus hamujący za skrzyżowaniem, czyjeś śmiechy, zbyt głośne jak na tę godzinę. Gdzieś dalej ktoś zamykał nocny lokal, prawdopodobnie lombard lub coś w tym rodzaju, metalowa roleta zgrzynęła o prowadnice, dźwięk poniósł się między kamienicami i odbił od ścian. Na mokrym bruku stopniowo zaczęły odbijać się neony, charakterystyczne dla bardziej turystycznych okolic, rzucały głównie czerwone i niebieskie, poszarpane na fragmenty - odblaski światła zniekształcone przez nierówności powierzchni. Taksówka przejechała obok nas, praktycznie pustą ulicą, z głośnym szumem opon, rozchlapała wodę na krawężnik, cudem nas nie ochlapując. Mijaliśmy sklepy, które już dawno pogasiły światła - jubilerów, krawców, antykwariuszy z oknami zastawionymi przedmiotami, których nikt nie oglądał po dwudziestej drugiej. Gdzieś w jednym budynku centralnie przed nami, wysoko, paliło się jeszcze jedno okno jedyne na całej fasadzie, jakby ktoś uparcie nie chciał zasnąć razem z resztą budynku. Poza tym było cicho i sennie.
Noc była jedynym czasem, kiedy Londyn nie grał mugolskiego miasta, ani magicznego - był sobą, nagim, intrygującym, surowym, ale nie tak niebezpiecznym, jak mogłoby się wydawać niektórym ludziom. Szliśmy w stronę Savoya, a ja czułem znajome ukłucie przyjemności ze spaceru w takiej atmosferze, to niepokojące uspokojenie, które zawsze przychodziło dopiero po zmroku. Ciemność ukrywała, wygłaszała i rozmywała to, co w dzień by raziło. W cieniu wszystko stawało się bardziej subtelne - krawędzie budynków, nisze między drzwiami, wąskie przejścia. Lubiłem cień, zawsze go wolałem - to, jak świat tracił ostrość, kontury ludzi robiły się miękkie, a twarze mniej czytelne. Prue wiedziała o tym doskonale, lepiej niż ktokolwiek inny - to, że noc mnie porządowała, a nie gubiła, była moją ulubioną porą dnia, nawet jeśli nigdy nie unikałem światła słońca. Teraz też czułem, że wszystko we mnie układało się w ten spokojny, pewny siebie i naszego kierunku sposób - krok, oddech, krok, to była nasza pora, wspólna.
Kiedy Prudence splatała ze mną palce, jej dłoń pasowała do mojej tak naturalnie, jakbyśmy ćwiczyli to przez lata… Ciepło latarni odbijało się w jej włosach, ale nie patrzyłem na to zbyt długo - robiłem to już wystarczająco wiele razy tego wieczoru i każdy kolejny zaczynał być niebezpieczny dla mojej zdolności do trzymania się rozsądku. Dopiero teraz docierało do mnie w pełni, że naprawdę to zrobiliśmy - wzięliśmy ślub, bez żadnych uników, żadnego „kiedyś”, żadnych półsłów - tylko obrączka, jej ciepła skóra i noc, w której wszystko miało wreszcie wejść na swoje miejsce.
Uśmiechnąłem się pod nosem, bardzo delikatnie.
- Mosemy tu czasem bywaś lasem. - Stwierdziłem dopiero po kilku krokach, bo to właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że mówiłem to także do siebie. - Skolo i tak nie było mnie tu pszes lata… W Londynie, na Wyspach… - Zawiesiłem głos, brzmiało to tak, jakby mi czegoś brakowało, ale prawda była taka, że brakowało mi jej, teraz to widziałem, brakowało mi właśnie tego, nas takich, jak teraz, reszta była tłem.
Im bliżej byliśmy rzeki, tym zimniejsze powietrze uderzało mi w twarz, ale jej dłoń wciąż była ciepła w mojej. Nie zatrzymałem się od razu, pozwoliłem, żeby ostatnie metry bulwaru same się pod nami otworzyły, aż w końcu zrobiłem ten jeden krok w bok, który zatrzymał nas oboje. Przez moment po prostu trwałem, czując jej oddech tuż przy swoich ustach, milimetry, które nas dzieliły, tę absurdalną świadomość, że nikt nas tu nie widzi, miasto naprawdę zasnęło, a ja - ja obudziłem się ledwie parę godzin temu, dokładnie w chwili, kiedy założyła na mój palec obrączkę. Przesunąłem kciukiem po jej policzku, niżej, pod linię żuchwy, tak jakby każdy centymetr był czymś, czego musiałem się nauczyć od nowa, a jednocześnie znałem go zawsze.
To jedno słowo - moje imię z jej ust - miało w sobie tyle bliskości, że musiałem wziąć oddech, inaczej coś by mi pękło pod mostkiem. Przysunąłem się o te ostatnie milimetry, nie dotykając jeszcze jej ust, ale czując ciepło, które stamtąd biło, i nagle ten cały bulwar, ta woda, ten hotel i lata, przez które mnie tu nie było - wszystko złożyło się w jedną prostą rzecz.
- Dziękuję ci. - Powiedziałem cicho. Za bycie tu. Za tę drogę. Za to, że szła obok mnie, dając się tak po prostu prowadzić, i tak, jakby to było jedyne miejsce, w którym chciała być. Za to, że szła ze mną. Za to, że pozwoliła mi być tym, kim byłem teraz. Za to, że nadal trzymała mnie za rękę, tak jakby to było oczywiste. Za to wszystko, czego nie umiałem nazwać głośno.
Zatrzymałem ją, ale tak naprawdę to ja zostałem zatrzymany.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5578), Prudence Fenwick (4478)




Wiadomości w tym wątku
[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 07.12.2025, 13:28
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 07.12.2025, 22:01
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 07.12.2025, 23:55
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 01:25
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 02:44
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 14:40
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 17:19
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 21:23
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 22:26
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 23:43
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 01:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa