• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence

[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
08.12.2025, 02:44  ✶  
Październik zawsze miał w sobie coś, co z łatwością potrafiło wchodzić człowiekowi pod skórę - niektórych to przytłaczało, ale ja lubiłem ten okres, był dla mnie przejściem, zawieszeniem, chwilą, w której nikt jeszcze nie wiedział, jaka będzie zima. Lubiłem jesień za tę jej twardą szczerość, tę odmowę udawania czegokolwiek. Nawet teraz, kiedy londyńskie światła odbijały się w mokrych płytach chodnika, a ostatnie krople deszczu drżały na krawędziach latarni, czułem, że to pora roku, do której jakimś dziwnym sposobem należałem. Do tych wszystkich długich nocy, których nikt nie powinien pamiętać, a ja pamiętałem aż za dobrze. Teraz jednak wszystko wyglądało inaczej - nie dlatego, że miasto się zmieniło, chociaż z pewnością to zrobiło, ale dlatego, że ona trzymała mnie za rękę.
Szliśmy powoli, jej dłoń w mojej była jedynym stałym punktem w tym całym mokrym pejzażu. Noc coraz wyraźniej pachniała rzeką, wilgoć Tamizy wślizgiwała się pod kołnierz płaszcza, ale tam, gdzie stykały się nasze palce, czułem jedynie ciepło - swoje, Prue, nasze wspólne. Mój krok - większy, dłuższy - zwalniał nieświadomie, tak jak zawsze. Nawet wtedy, kiedy byliśmy wobec siebie nieprzyjaźnie nastawieni, a jednak okoliczności sprawiały, że szliśmy obok siebie, nie chciałem, by biegała obok mnie, to byłoby niewłaściwe. Robiłem to również teraz, bezmyślnie, bo ciało pamiętało, ramię pamiętało - to były wszystkie te drobne odruchy, które powinny były zniknąć lata temu, a jednak wróciły natychmiast.
Przez tyle lat byłem człowiekiem, który chodził tylko tam, gdzie musiał, wybierałem miejsca, które nie zadawały pytań, a jeszcze chętniej takie, które mnie nie pamiętały. Odkąd byłem kimś innym, było mi to na rękę, im ciemniej, tym łatwiej było zniknąć, nie zostawiając po sobie niczego, nawet odgłosu kroków.
Poczułem coś, co przypominało to uporczywe kłucie pod żebrami - to, które brało się zawsze wtedy, kiedy ktoś był zbyt szczery wobec mnie, a ja nie do końca wiedziałem, co zrobić z takim rodzajem szczerości. Powiedziała to spokojnie, niewymuszenie, ale w moich uszach wybrzmiało to inaczej, nie tylko jak deklaracja zrobiona półgłosem, ale jak coś bardziej prawdziwego niż większość obietnic, które słyszałem w życiu. Nie chodziło o obietnicę, ani o gotowość do włóczenia się ze mną po dzielnicach Londynu, które ja znałem w jeden sposób, z odległej przeszłości, a ona zupełnie inaczej, bliżej teraźniejszości, chociaż niezbyt dokładnie. Chodziło o sposób, w jaki to powiedziała, jakby naprawdę nie miało dla niej żadnego znaczenia, dokąd zmierzamy, byle iść obok mnie.
- Wszędzie to duszo miejsc. - Oodpowiedziałem półgłosem, z tym ledwie uchwytnym rozbawieniem, które pojawiało się we mnie tylko w momentach takich jak ten - Ale… Dobsze. Zaczynamy od tych, któlych nie zdąszyłem ci wtedy pokazaś. - Nie powiedziałem kiedy wtedy, nie musiałem - oboje wiedzieliśmy, które chwile zostawiłem za sobą i dlaczego musiałem je porzucić. - A potem w dlugą stlonę? Kolejne będzie twoje? - To nawet nie było pytanie, chciałem poznawać świat jej oczami, to było całkiem naturalne. To było prawdziwe, nie było mnie tu przez tyle lat, że nawet światła nad brzegiem wyglądały inaczej, a jednocześnie przypominały każdy wieczór, który kiedyś marnowałem na uciekanie od wszystkiego. Teraz nie musiałem uciekać, a ona - ona była pierwszą osobą, której naprawdę chciałem to pokazać.
Droga pod butami wciąż chlupała po deszczu, wilgoć unosiła się nad rzeką cienką warstwą mgły w sposób, który znałem od dziecka - tym londyńskim klimatem, nie do podrobienia.
Pociągnąłem ją ku sobie, czując, jak jej wolna dłoń spoczęła na mojej piersi - te kilka centymetrów bliskości miało większą wagę niż większość decyzji, jakie podejmowałem przez ostatnią dekadę, oddech mojej żony ocierał się o mój, latarnie łamały światło na linii jej rzęs, a ja... Ja musiałem na nią patrzeć. Po prostu musiałem. Nie tak planowałem jej to powiedzieć, nie tak podziękować - miało to brzmieć lżej, bardziej w tonie naszej wcześniejszej gry słów, ale wypłynęło prosto, ciężej, uczciwiej. Pokręciłem minimalnie głową - zawsze w pierwszej kolejności sięgałem bardziej gest niż słowa. Parsknąłem krótkim, cichym śmiechem, bardziej powietrzem niż dźwiękiem, ton odpowiedzi był lekki, jakby naprawdę wierzyła, że nie zrobiła nic istotnego. A ja - ja widziałem dokładnie odwrotnie. Pochyliłem głowę trochę niżej, bliżej, aż poczułem jej oddech na własnej dolnej wardze. Mogłem opierać się tylko na tym, jak brzmiała, w jaki sposób poruszyły się jej wargi, jak miękka pod opuszkami moich palców była skóra na jej policzku. Takie drobiazgi były dla mnie prawdziwsze niż słowa. Ta bliskość była tak cicha i tak intensywna jednocześnie, że miałem wrażenie, że nawet rzeka przestała płynąć na moment. To nie było „nic”, nie każdy by… Wyciągnął do mnie rękę, oddając ją w ten sposób, łącząc ze mną swoje życie, wybierając je takim, jakim miało od teraz być, nie po tym wszystkim. Nie po tym, jak mnie nie było.
- To nie jest „nic”. - Powiedziałem miękko, mrugając i mrużąc powieki, żeby w półmroku złapać jej spojrzenie. Latarnie odbijały się w jej oczach jak w tafli rzeki, a ja znów poczułem ten idiotyczny impuls. Nie pamiętałem, kiedy ostatnio tak się czułem - nie przywykłem do tego, by ktokolwiek mówił do mnie w ten sposób, tak po prostu, bez zastrzeżeń, bez warunków. W moim świecie zawsze istniał jakiś haczyk, jakiś limit, jakaś cena, a ona wypowiedziała to tak naturalnie, jakby było oczywiste, że może iść za mną wszędzie, jakby przez całe życie czekała tylko, aż powiem, w którą stronę skręcam. - Gdyby nie ty… - Urwałem, bo miałem świadomość, że każde kolejne słowo może zabrzmieć zbyt poważnie jak na noc, która dopiero nas zaczynała. - Gdyby nie ty, nie byłoby mnie tutaj. W ogóle. - Dodałem to już ciszej. Przesunąłem kciukiem po jej dłoni, tej splecionej z moją, i uniosłem ją trochę, spoglądając na obrączkę na jej palcu - chciałem potwierdzić wagę wypowiadanych słów, fakt, że naprawdę mnie trzymała. - Więc nie mów, sze to nic… - Nie dokończyłem zdania, bo to było jedno z tych zdań, których kończenie odbierało siłę temu, co w nim najważniejsze, i choć nigdy nie byłem mistrzem wdzięczności, zawsze leżała na mnie jak źle dobrany garnitur, to tutaj, pod jesiennymi lampami odbijającymi się w mokrych bulwarach, zdała egzamin lepiej, niż się spodziewałem.
Przez chwilę po prostu patrzyłem na nią - na te milimetry, które dzieliły nasze usta, na ciszę, która wcale nie była cicha. Czas zwalniał, tak jak zwalnia noc, kiedy staje się miejscem, a nie godziną. Przez chwilę nic nie mówiłem, nie chciałem zepsuć tej krótkiej pauzy między nami, kiedy byliśmy tak blisko, że czułem, jak jej oddech uderzał mi o usta. I wtedy - może żeby przerwać tę niebezpieczną, aż zbyt poważną intensywność - poczułem, jak w mojej piersi podnosi się coś lżejszego, bardziej znajomego. Rozluźniłem ramiona, palcami wolnej dłoni przesunąłem jej po policzku raz jeszcze, tylko delikatniej, potem westchnąłem cicho, bardziej jakbym się zbierał do czegoś, niż naprawdę potrzebował powietrza, chciałem zamknąć tę powagę w jednym geście.
- Wiesz… - Zacząłem, a ton sam mi przeszedł w coś lżejszego, rozbawionego. - Tak między nami… Plóbowałem sobie pszypomnieś, kiedy ostatni las oficjalnie wynajmowałem pokój w hotelu. - Przeniosłem wzrok na bulwar, na światła Savoyu odbijające się w wodzie, i wróciłem spojrzeniem do niej, unosząc lekko brew. - To nie tak, sze nie bywałem w hotelach. - Dodałem, odchrząkując z rozbawieniem, a mój głos przeszedł w to charakterystyczne, trochę zachrypnięte brzmienie, które pojawiało się, gdy mówiłem za nisko, bo starałem się powstrzymać nagłą, irracjonalną wesołość. - Po plostu… Zazwyczaj wyglądało to inaczej. - Kącik ust sam mi drgnął, tym razem w sposób, którego nawet nie próbowałem ukryć. - Duszo inaczej.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5578), Prudence Fenwick (4478)




Wiadomości w tym wątku
[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 07.12.2025, 13:28
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 07.12.2025, 22:01
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 07.12.2025, 23:55
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 01:25
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 02:44
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 14:40
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 17:19
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 21:23
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 22:26
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 23:43
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 01:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa