08.12.2025, 08:41 ✶
W trakcie opowieści Dægberhta Alhazred przymknął lekko oczy, tak, że wyglądał, jak gdyby spał. Czasami tak robił, że patrzył na ludzi spod opuszczonych powiek, i ciągnął swoją usypiającą perorę, bo staruszkiem był z natury gadatliwym. Lubił też słuchać innych, zwłaszcza, gdy mówili na interesujące go tematy. Na sam koniec opowieści zacmokał z ukontentowaniem właściwym profesjonaliście od radzenia sobie z problemami natury paranormalnej. Jako nekromanta nie raz, nie dwa, stykał się z podobnymi uparciuchami jak Garmailt żerującymi na energii życiowej innych istot. Emanacji nienawiści, żalu i bólu, emocji tak potężnych, że fizyczne niemal ich projekcje zdawały się nękać tych, do których należały. Więcej napełniało to go jednak irytacją aniżeli poczuciem misji. Bo co to miało znaczyć, że przez ludzką chciwość wysychała rzeka, w której dolinie umieścił niegdyś swoje laboratorium badawcze? Jak on miał się w ogóle połapać w tym nieustannie zmieniającym się świecie?!
W trakcie modlitwy Alhazred ujął wasze dłonie. Wszystkim jego ruchom towarzyszyło wesołe grzechotanie amuletów na grubych wisiorach, obijających się o siebie korali i szklanych paciorków, którymi nadspodziewanie wysoki staruszek był suto obwieszony. Dzisiaj ozdobne, srebrne koraliki błyszczały także w długiej, siwej brodzie, w którą pewne nader zdolne ghoulątko wplotło kilka cienkich warkoczyków.
– Ano, "szybkie wybieranie", to dobre określenie – podchwycił Alhazred, nakładając na talerz obfitą porcję jedzenia. – Większość tego badziewia obłożone jest bowiem tragicznymi w swej jakości czarami lokalizacyjnymi, które po latach wymagają specjalnej kalibracji. A wszyscy o tym zapominają. Dajmy na to, moja przyjaciółka z kowenu wampirów... Podzieliła się ze mną wątpliwością, że ktoś ją śledzi. "Wszystko przez to obsydianowe lustro w twojej łazience", powiedziałem jej. A ona tylko zmarszczyła nos, bo jak to, a czemu tak, ona wydała na te lustro dużo galeonów, a ty, Alhazredzie, nie znasz się kompletnie na trendach w wystroju wnętrz. Ale na ludziach się znam, mości panowie, a wielka pani wampirzyca, panna ledwie stuletnia, nie. Bo jakby się znała, wiedziałaby, że jej stary amant podgląda ją przez to lustro, jak wyciska sobie pryszcze. A żeby tylko o poglądactwo się rozchodziło... – Alhazred pokiwał głową, nie kończąc jednak historii o właściwościach magicznych luster, jak gdyby zapomniał o podjętym temacie, gdy już wywołano na głos kolejny ciekawy temat rozmowy. – A podglądanie Limbo to już wymaga dokładniejszych instrumentów. Jak na przykład oczu naszego przyjaciela – zachwalił Peregrinusa niczym dumny wujaszek, po czym wziął ogromny kęs pasztetu, wyraźnie czekając, aż młody jasnowidz zabierze głos. Jeżeli podano mu kieliszek z wódką, wzniósł go, żeby stuknąć się z siedzącym naprzeciwko Stanleyem. – Co tam, mości Peregrinie w Limbo? Zaświaty trzymają mocno?
W trakcie modlitwy Alhazred ujął wasze dłonie. Wszystkim jego ruchom towarzyszyło wesołe grzechotanie amuletów na grubych wisiorach, obijających się o siebie korali i szklanych paciorków, którymi nadspodziewanie wysoki staruszek był suto obwieszony. Dzisiaj ozdobne, srebrne koraliki błyszczały także w długiej, siwej brodzie, w którą pewne nader zdolne ghoulątko wplotło kilka cienkich warkoczyków.
– Ano, "szybkie wybieranie", to dobre określenie – podchwycił Alhazred, nakładając na talerz obfitą porcję jedzenia. – Większość tego badziewia obłożone jest bowiem tragicznymi w swej jakości czarami lokalizacyjnymi, które po latach wymagają specjalnej kalibracji. A wszyscy o tym zapominają. Dajmy na to, moja przyjaciółka z kowenu wampirów... Podzieliła się ze mną wątpliwością, że ktoś ją śledzi. "Wszystko przez to obsydianowe lustro w twojej łazience", powiedziałem jej. A ona tylko zmarszczyła nos, bo jak to, a czemu tak, ona wydała na te lustro dużo galeonów, a ty, Alhazredzie, nie znasz się kompletnie na trendach w wystroju wnętrz. Ale na ludziach się znam, mości panowie, a wielka pani wampirzyca, panna ledwie stuletnia, nie. Bo jakby się znała, wiedziałaby, że jej stary amant podgląda ją przez to lustro, jak wyciska sobie pryszcze. A żeby tylko o poglądactwo się rozchodziło... – Alhazred pokiwał głową, nie kończąc jednak historii o właściwościach magicznych luster, jak gdyby zapomniał o podjętym temacie, gdy już wywołano na głos kolejny ciekawy temat rozmowy. – A podglądanie Limbo to już wymaga dokładniejszych instrumentów. Jak na przykład oczu naszego przyjaciela – zachwalił Peregrinusa niczym dumny wujaszek, po czym wziął ogromny kęs pasztetu, wyraźnie czekając, aż młody jasnowidz zabierze głos. Jeżeli podano mu kieliszek z wódką, wzniósł go, żeby stuknąć się z siedzącym naprzeciwko Stanleyem. – Co tam, mości Peregrinie w Limbo? Zaświaty trzymają mocno?
Orientacyjny termin odpisu do 16 grudnia, do godziny 23:59. Przepraszam za długie nieodpisywanie, ciężki tydzień. Miłego pisanka