28.02.2023, 22:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2023, 22:28 przez Danielle Longbottom.)
Od tamtej felernej nocy, gdy Fergus omal nie stracił życia i tylko cud sprawił, że udało im się bezpiecznie przetransportować go do Munga, nie miała z nim żadnego kontaktu. To nie tak, że stan mężczyzny jej nie interesował, wręcz przeciwnie - zdarzało jej się zagadywać znajomych uzdrowicieli pracujących na oddziale na którym przebywał Fergus, o to jak przebiega leczenie i ile potrwa rekonwalescencja. Wszyscy zgodnie twierdzili, że Ollivander miał niebywałe szczęście, że udało mu się z tego wyjść, a leczenie choć długotrwałe, na szczęście pozwoli mu na powrót do pełnej sprawności; to według Dani było najważniejsze. Sama osobiście nie pojawiła się na sali Fergusa, wychodząc z założenia, że przede wszystkim potrzebny jest mu spokój i wystarczy, że odwiedzają go jego bliscy.
Nie spodziewała się, że mężczyzna dowie się, że brała udział w akcji ratunkowej i postanowi ją odwiedzić. Kiedy usłyszała pukanie do drzwi, zajęta była wypełnianiem stosem dokumentacji, za którą powinna zabrać się już dawno temu. Oczywiście nie zrobiła tego, licząc na cud, że te wypełnią się samoistnie, niestety zamiast ubywać, papierów do uzupełnienia przybywało z każdym dniem. To nie tak, że się migała od pracy, absolutnie! Znaczy... no, może trochę. Mając do wyboru bieganie na oddziale i składanie poszkodowanych a spokojną pracę przy papierach, zdecydowanie wybierała to pierwsze. Dźwięk pukania sprawił, że poderwała głowę znad biurka, wyraźnie ożywiona. Każda wymówka jest dobra, żeby odłożyć dokumentację na później.
- Zapraszam!- odezwała się na tyle głośno, by stojąca po drugiej stronie drzwi osoba bez problemu ją usłyszała.
Gabinet nie był duży, jednak sprawiał całkiem przytulne wrażenie. Pewnie byłoby jeszcze przyjemniej gdyby nie chaos, jaki tam panował; dookoła walały się pootwierane książki, niewyraźnie zapisane notatki oraz pojedyncze fiolki, niektóre puste, inne zawierające coś. Na widok znajomego Danielle podniosła się zza biurka, a jej twarz jakby automatycznie rozświetliła się w uśmiechu.
- Fergus! Wyglądasz...- urwała. Dobrze było za mocnym słowem. -... zdecydowanie lepiej niż ostatnio. Dobrze Cię widzieć. - podeszła do Ollivandera i bez większych oporów go uściskała. Gest ten był naturalny i niewymuszony. Cóż... zdarzało jej się zapominać pojęciu przestrzeni osobistej, ponadto cieszyła się, że widzi go w takim stanie. Poza tym, co może zabrzmieć nieco egoistycznie, miała poczucie solidnie odwalonej roboty; przez moment poczuła dumę z samej siebie.
- Nie powinieneś leżeć w łóżku? Wiesz, że jeżeli ktoś Cię tu nakryje, oboje wylądujemy na dywaniku? - machnięciem różdżki sprawiła, że zalegające na sofie notatki przemieściły się na biurko, tym samym dając znać Fergusowi, by usiadł sobie wygodnie i złapał oddech. - Akurat zaparzyłam czarną herbatę... może być, czy wolisz coś innego?
Celowo nie dopytywała o to, jak się czuje i co strzeliło mu do głowy, by wyciągać ręce w stronę niebezpiecznego artefaktu; domyślała się, że na te dwa pytania od powrotu przytomności odpowiadał już do znudzenia wielu osobom.
Nie spodziewała się, że mężczyzna dowie się, że brała udział w akcji ratunkowej i postanowi ją odwiedzić. Kiedy usłyszała pukanie do drzwi, zajęta była wypełnianiem stosem dokumentacji, za którą powinna zabrać się już dawno temu. Oczywiście nie zrobiła tego, licząc na cud, że te wypełnią się samoistnie, niestety zamiast ubywać, papierów do uzupełnienia przybywało z każdym dniem. To nie tak, że się migała od pracy, absolutnie! Znaczy... no, może trochę. Mając do wyboru bieganie na oddziale i składanie poszkodowanych a spokojną pracę przy papierach, zdecydowanie wybierała to pierwsze. Dźwięk pukania sprawił, że poderwała głowę znad biurka, wyraźnie ożywiona. Każda wymówka jest dobra, żeby odłożyć dokumentację na później.
- Zapraszam!- odezwała się na tyle głośno, by stojąca po drugiej stronie drzwi osoba bez problemu ją usłyszała.
Gabinet nie był duży, jednak sprawiał całkiem przytulne wrażenie. Pewnie byłoby jeszcze przyjemniej gdyby nie chaos, jaki tam panował; dookoła walały się pootwierane książki, niewyraźnie zapisane notatki oraz pojedyncze fiolki, niektóre puste, inne zawierające coś. Na widok znajomego Danielle podniosła się zza biurka, a jej twarz jakby automatycznie rozświetliła się w uśmiechu.
- Fergus! Wyglądasz...- urwała. Dobrze było za mocnym słowem. -... zdecydowanie lepiej niż ostatnio. Dobrze Cię widzieć. - podeszła do Ollivandera i bez większych oporów go uściskała. Gest ten był naturalny i niewymuszony. Cóż... zdarzało jej się zapominać pojęciu przestrzeni osobistej, ponadto cieszyła się, że widzi go w takim stanie. Poza tym, co może zabrzmieć nieco egoistycznie, miała poczucie solidnie odwalonej roboty; przez moment poczuła dumę z samej siebie.
- Nie powinieneś leżeć w łóżku? Wiesz, że jeżeli ktoś Cię tu nakryje, oboje wylądujemy na dywaniku? - machnięciem różdżki sprawiła, że zalegające na sofie notatki przemieściły się na biurko, tym samym dając znać Fergusowi, by usiadł sobie wygodnie i złapał oddech. - Akurat zaparzyłam czarną herbatę... może być, czy wolisz coś innego?
Celowo nie dopytywała o to, jak się czuje i co strzeliło mu do głowy, by wyciągać ręce w stronę niebezpiecznego artefaktu; domyślała się, że na te dwa pytania od powrotu przytomności odpowiadał już do znudzenia wielu osobom.