• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence

[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
08.12.2025, 17:19  ✶  
Jej głos, to miękkie, instynktowne, niewymuszone „wszędzie tam, gdzie będziesz chciał”, zrobiło we mnie więcej, niż jakakolwiek deklaracja, którą słyszałem przez ostatnie piętnaście lat. Kiedy powiedziała, że mamy „masę czasu”, coś we mnie drgnęło - nie niepokój, nie wahanie, tylko ten dziwny, obcy rodzaj spokoju, jaki pojawiał się wewnątrz człowieka, który dotąd żył wyłącznie na tymczasowych mostach. Mój świat przez czternaście lat składał się z miejsc, w których nie powinienem zostawać dłużej niż jedną noc, a ona mówiła to tak, jakby czas naprawdę należał do nas. To słowo - „czas” - przez lata było dla mnie czymś, co znikało zatrważająco szybko, przeciekało między palcami - czymś, czego zawsze miałem za mało albo za dużo, zawsze nie tam, gdzie powinienem. Tymczasem Prudence powiedziała to, jakby mówiła o czymś absolutnie oczywistym, podczas gdy dla mnie oczywistym nie było nic, co zakładało dłużej niż dwa kroki do przodu. A jednak… Kiedy szliśmy między tymi mokrymi fasadami, zaczynałem wierzyć, że faktycznie możemy mieć czas.
Teraz miałem całe jutro, i dzień po nim, i rok po nim, i cholera wie ile jeszcze - bo ona szła tu ze mną i mówiła rzeczy, które potrafiły mi rozwiązać od środka cały ten twardy supeł, który przez lata trzymał mnie w jednym kawałku. Gdy przytaknęła, że następne miejsce będzie jej, pokaże mi swój świat, poczułem coś idiotycznie znajomego, coś, co wróciło do mnie po raz pierwszy od czasów błoni przy Hogwarcie - to drobne, niemal młodzieńcze drżenie, które mówiło mi, że jestem cholernie ciekaw wszystkiego, czego jeszcze o niej nie wiem. A było tego wiele, jak na czternaście lat ciszy. Jej słowa unosiły się między nami miękko, pewnie. „To będzie mój świat. Pokażę ci mój świat” - złapałem na moment jej spojrzenie, a potem wypuściłem powietrze przez nos w krótkim, półuśmiechniętym geście - jej świat, nie tylko ten, który pamiętałem, bo wtedy widziałem ją w strzępach - pod drzewem, na błoniach, w cieniu, gdzie siadała ze mną tak, jakby to nie było nic wielkiego. Teraz brzmiało to jak obietnica rozciągnięta na lata, których nikt nam nie zamierzał zabrać.
Kiedy pociągnąłem ją bliżej, jej dłoń oparta na mojej klatce piersiowej przesunęła się o ułamek centymetra, tak lekko, że mógłbym to wziąć za złudzenie, ale nie wziąłem, czułem to zbyt wyraźnie. Jesienne powietrze muskało kark, ale ona była ciepła. Zatrzymałem się z nią pośród ciszy bulwarów, nasze twarze były tak blisko, że widziałem odbicie świateł w jej źrenicach. Moja ręka sama odnalazła jej policzek - musnąłem go kciukiem, trochę jakbym sprawdzał, czy nie zniknie w tej przestrzeni, którą noc otuliła aż nienaturalnie miękko.
A potem, kiedy przeszła z tym swoim uporem do tematu „wybrałeś mnie”, „to nie tylko moja zasługa”, kiedy znów zaczęła odwracać proporcje na swoją niekorzyść, poczułem tak znajome szarpnięcie gdzieś pod żebrami, że aż parsknąłem cicho przez nos - to już było coś, czego nie mogłem zostawić bez odpowiedzi. Nie tym tonem, nie tu, kiedy stała przede mną w tej jesiennej ciszy, tak blisko, że mogłem policzyć jej rzęsy. Zmrużyłem lekko oczy. Nie było w tym złości. Raczej… Pewien rodzaj upartej tkliwości, której nie potrafiłbym nazwać w żadnym języku. Mogła sobie wyobrażać, że to jakaś wielka decyzja z mojej strony, jakiś zwrot akcji godny pieprzonej epopei, ale kiedy patrzyłem na nią z tej odległości kilku milimetrów, widząc, jak jej rzęsy drgnęły od podmuchu chłodnego wiatru, jak światło latarni odbijało się w obrączce, którą trzymałem między palcami - nie potrafiłem powstrzymać krótkiego, urwanego pokręcenia głową. Nie kpiącego, nawet nie rozbawionego, bardziej… Niewiarygodnie czułego. Poczułem, jak coś we mnie drgnęło, to coś, co przez lata trzymało mnie przy życiu, kiedy nikt nie stał obok. Zacisnąłem palce mocniej na jej dłoni, tej z obrączką, i uniosłem ją wyżej, żeby spojrzeć na nią w świetle latarni - metal błysnął złotem, zupełnie nie jak symbol, a jak coś absolutnie namacalnego, pewnego. Odsunąłem głowę o milimetr, żeby móc na nią spojrzeć tak, jak trzeba.
- Nie wmawiaj mi tego upaltego nonsensu. Nie plóbuj mi mówiś, sze to nie w pełni twoja zasługa, ti obstiné, bo będę się s tobą kłócił do lana. To jest ploste tylko dlatego, sze to ty. Bo ty jesteś… - Zaciąłem się na moment, szukając słowa, które byłoby wystarczające. Nie znalazłem, więc westchnąłem. - Jesteś kobietą, w któlej zakochałem się do bólu pszez sam fakt, sze oddycha w mojej okolicy. - Uśmiechnąłem się krótko. Tyle lat żyłem, zakładając, że nie dostanę niczego na stałe. Teraz stała obok mnie kobieta, która mówiła o przyszłości jak o czymś oczywisty, trzymała mnie za rękę tak, jakby nie bała się, że zniknę, chociaż przez większość życia robiłem dokładnie to. Kiedy trzymałem ją przy sobie, zniknął świat. Została ona - jej twarz, oddech mieszający się z moim, palce na mojej piersi, lekkie, pewne, ciepłe. Dotknąłem jej policzka, pozwalając sobie na to, na co przez lata nie pozwalałem nikomu - by ta bliskość była czymś zupełnie naturalnym. Lekki, krótki śmiech wyrwał mi się z gardła, niski i już ochrypły. - Byłbym kompletnym kletynem. Nie bohatelem tlagicznej opowieści. Po plostu kletynem, któly nie zauwaszył, sze ma pszed sobą kobietę, któla… - Zaciągnąłem powietrze, wolno. - Któlej nie mosna nie kochaś. Tym balsiej, gdy mówi takie szeszy.
Dopiero potem ja też pozwoliłem, by atmosfera trochę się rozluźniła, bo inaczej byłem pewien, że skończymy pocałunkiem, a wiedziałem, że oboje jeszcze trzymamy te ostatnie milimetry.
- Powiedzmy, sze… - Zacząłem wolniej, przeciągając głoskę, jakbym zastanawiał się, od którego wspomnienia nie zacząć. - Ploseduly meldunkowe nigdy nie naleszały do moich ulubionych. Jeśli człowiek potlafi wejść niezauwaszony, to po co się fatygowaś papielologią? Sztuczki… - Powtórzyłem tonem człowieka, który bardzo dobrze pamiętał, że te „sztuczki” faktycznie doprowadzały ją do zawału.
- Nazwijmy to… „Efektywną mobilnością.” -  Uśmiechnąłem się asymetrycznie. - Balso efektywną. Zdobywa się dzięki temu całkiem wygodne łószka w balso dziwnych częściach świata. - Odchyliłem twarz o centymetr, patrząc jej w oczy z pełną szczerością.
Miałem trzydzieści trzy lata, przeżyłem więcej nocy, niż byłem w stanie policzyć, spałem pod dachami, pod mostami, w karczmach, w ruinach, w miejscach, do których nie powinienem był włazić, i w miejscach, z których musiałem uciekać zanim wzejdzie słońce. A jednak to jedno zdanie sprawiło, że poczułem coś, czego nie czułem od dawna. Przejechałem kciukiem po jej dłoni, tej z obrączką, splatając na moment nasze palce mocniej, to był rodzaj prostego, brutalnie uczciwego szczęścia, takiego, którego człowiek nie planuje, bo nie zakłada, że będzie dla niego dostępne. Myśl o „początku”. Kurwa, jakiś czas temu nie wierzyłem, że w moim życiu cokolwiek może jeszcze zaczynać się od nowa, a jednak stała przede mną, z tą swoją pewnością i tym światłem w oczach, które widziałem już, kiedy miała trzynaście lat. Nic się w niej nie zmieniło, wszystko się zmieniło, jednocześnie - to było cudownie absurdalne.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5578), Prudence Fenwick (4478)




Wiadomości w tym wątku
[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 07.12.2025, 13:28
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 07.12.2025, 22:01
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 07.12.2025, 23:55
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 01:25
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 02:44
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 14:40
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 17:19
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 21:23
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 22:26
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 23:43
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 01:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa