08.12.2025, 17:26 ✶
Cathal Shafiq nie był altruistą ani nawet niezwykłym patriotą, a jego stosunek do Wysp dało się opisać jako „to skomplikowane”. Gdy był z daleka, czasem w jego duszy budziła się tęsknota, przejmująca i niemal bolesna: za zielonymi wzgórzami, szaleństwem morza przy klifach, starymi zamkami, a nawet gwarem Londynu i zmienną, chłodną pogodą. Gdy był tutaj, powszedniały mu i coś w nim wyrywało się znów w świat. Był niczym marynarz, który kocha kobietę i tęskno mu do niej na morzu, ale gdy ma ją przy boku, już wyczekuje kolejnych rejsów.
A teraz… Teraz miał przeczucie, że miejsca, do którego czasem chciał wracać, może obrócić się w ruiny. I było wciąż w Anglii parę osób, na których mu zależało. Nie wspominając już o tym, że historia pokazywała, co dzieje się, gdy władzę przejmują tyranii i nigdy nie było to nic dobrego.
– Jesienne przyprawy, jak sądzę – zgodził się Cathal. – W takim razie spojrzę na ten znak i możemy teleportować się pod kowen.
Ujął na wpół pełen kufel, trzymając oba, gdy kobieta szukała rzeczy. Poczekał aż znajdzie odpowiednią kartkę, a potem oddał McGonagall naczynie i przyjrzał się runie.
Milczał, dość długo. Porównywał tę runę do wszystkiego, co zapamiętał i starał się znaleźć coś… innego, co mogłoby spowodować pojawienie tego znaku i jego efekty niż to, co przychodziło mu na myśl pierwsze, ale niczego takiego nie było.
– Voldemort naprawdę chce, żebyśmy się go bali. Ciekawe, bo może też sprawić, że zaczniemy go nienawidzić – powiedział, oddając jej kartkę, pochylając się nieco, by zniżyć głos. Nie chciał zwracać uwagi, a wymienienie tego imienia teraz by ją zwróciło, gdyby zrobił to zbyt głośno. Nie czuł nienawiści do Voldemorta, nie do tej pory przynajmniej: dlaczego by miał? Ale teraz… teraz na pewno budził się gniew. – Podczas Spalonej Nocy domy zostały naznaczone ogniem. W moim pełno jest sadzy i nie mogę się jej pozbyć. Sądziłem, że to klątwa. Być może jednak użył run, chyba że ta pojawiła się w ostatnich dniach albo przed Spaloną. To nie jest dobry znak i jeśli się nie mylę, wpływa na sny.
A teraz… Teraz miał przeczucie, że miejsca, do którego czasem chciał wracać, może obrócić się w ruiny. I było wciąż w Anglii parę osób, na których mu zależało. Nie wspominając już o tym, że historia pokazywała, co dzieje się, gdy władzę przejmują tyranii i nigdy nie było to nic dobrego.
– Jesienne przyprawy, jak sądzę – zgodził się Cathal. – W takim razie spojrzę na ten znak i możemy teleportować się pod kowen.
Ujął na wpół pełen kufel, trzymając oba, gdy kobieta szukała rzeczy. Poczekał aż znajdzie odpowiednią kartkę, a potem oddał McGonagall naczynie i przyjrzał się runie.
Milczał, dość długo. Porównywał tę runę do wszystkiego, co zapamiętał i starał się znaleźć coś… innego, co mogłoby spowodować pojawienie tego znaku i jego efekty niż to, co przychodziło mu na myśl pierwsze, ale niczego takiego nie było.
– Voldemort naprawdę chce, żebyśmy się go bali. Ciekawe, bo może też sprawić, że zaczniemy go nienawidzić – powiedział, oddając jej kartkę, pochylając się nieco, by zniżyć głos. Nie chciał zwracać uwagi, a wymienienie tego imienia teraz by ją zwróciło, gdyby zrobił to zbyt głośno. Nie czuł nienawiści do Voldemorta, nie do tej pory przynajmniej: dlaczego by miał? Ale teraz… teraz na pewno budził się gniew. – Podczas Spalonej Nocy domy zostały naznaczone ogniem. W moim pełno jest sadzy i nie mogę się jej pozbyć. Sądziłem, że to klątwa. Być może jednak użył run, chyba że ta pojawiła się w ostatnich dniach albo przed Spaloną. To nie jest dobry znak i jeśli się nie mylę, wpływa na sny.