28.02.2023, 22:41 ✶
Z kolei Victoria w ogóle nie zaprzątała sobie głowy „rozłąką”. To była naturalna kolej rzeczy – siedem lat w Hogwarcie, by jako osiemnastolatkowie wyjść z tych murów i zacząć swoje dorosłe życie. Przy odrobinie wysiłku można było znajomości ze szkoły przecież utrzymać, a jeśli nie, to zaprzyjaźnić się z kimś innym. To były możliwości i Victoria zamierzała z nich skorzystać. Kontakty wyłapane tutaj mogły tylko pomóc na przyszłość. Ale czy było się z czego smucić? Nie bardzo, zostawiali pewien etap za sobą i tyle.
- Nie, Bren. Mówisz po prostu… zbyt szybko. Do mózgu nie dotrze jeszcze, że ma iść spać, a ty zdążysz trzy razy zmienić temat i jeszcze przebiec się dookoła cieplarni zielarstwa i wrócisz bez zadyszki złożyć raport z tego, co robi Sprout – bunty goblinów były mało usypiające. Albo to przynajmniej dla Victorii… która ogólnie miała już potężne zaczątki problemów ze spaniem. - Jasne, że chętnie. Czymś się trzeba zająć przed rozpoczęciem pracy – przytaknęła Cynthii, kiedy już się rozsiadły przy stole.
- Jeszcze tydzień i się dowiemy – w końcu wyniki zwykle były jakoś po tygodniu od egzaminów. Ale jakoś bardzo wątpiła, żeby Brenna miała coś zawalić. Zresztą tak samo jak Cynthia. Castiel i Theseus byli dla niej nieco większą tajemnicą.
- Hmm… Ja chyba jednak wybiorę się do Departamentu Magicznych Wypadków i Katasrtof – odpowiedziała Brennie. - Do Czarodziejskiego Pogotowia Ratunkowego – na piątym roku miała problem się zdecydować, ale opiekun Slytherinu, profesor Slughorn wierzył, że akurat Victoria nie będzie miała problemu z żadnym egzaminem. Zachęcał ją jednak, by może wybrała sobie coś, gdzie wykorzystuje się zaklęcia, skoro tak je lubiła. Więc się zdecydowała. Jako tako. Tak naprawdę, to Victoria była ciekawa tak wielu rzeczy, że nie potrafiła tak łatwo określić, co chciałaby robić.
Kiedy Castiel i Theseus wrócili z alkoholem, poczekała aż Brenna naleje sobie miody i też skorzystała. Lubiła słodki smak, choć nie planowała się dzisiaj ograniczać tylko do tego. Bo nie była pod tym względem specjalnie wybredna. A przecież mieli co świętować!
- Hmm… A nie boisz się, że będziesz uwiązana do jednego miejsca? – spojrzała na Brannę znad kufla z miodem.
- Nie, Bren. Mówisz po prostu… zbyt szybko. Do mózgu nie dotrze jeszcze, że ma iść spać, a ty zdążysz trzy razy zmienić temat i jeszcze przebiec się dookoła cieplarni zielarstwa i wrócisz bez zadyszki złożyć raport z tego, co robi Sprout – bunty goblinów były mało usypiające. Albo to przynajmniej dla Victorii… która ogólnie miała już potężne zaczątki problemów ze spaniem. - Jasne, że chętnie. Czymś się trzeba zająć przed rozpoczęciem pracy – przytaknęła Cynthii, kiedy już się rozsiadły przy stole.
- Jeszcze tydzień i się dowiemy – w końcu wyniki zwykle były jakoś po tygodniu od egzaminów. Ale jakoś bardzo wątpiła, żeby Brenna miała coś zawalić. Zresztą tak samo jak Cynthia. Castiel i Theseus byli dla niej nieco większą tajemnicą.
- Hmm… Ja chyba jednak wybiorę się do Departamentu Magicznych Wypadków i Katasrtof – odpowiedziała Brennie. - Do Czarodziejskiego Pogotowia Ratunkowego – na piątym roku miała problem się zdecydować, ale opiekun Slytherinu, profesor Slughorn wierzył, że akurat Victoria nie będzie miała problemu z żadnym egzaminem. Zachęcał ją jednak, by może wybrała sobie coś, gdzie wykorzystuje się zaklęcia, skoro tak je lubiła. Więc się zdecydowała. Jako tako. Tak naprawdę, to Victoria była ciekawa tak wielu rzeczy, że nie potrafiła tak łatwo określić, co chciałaby robić.
Kiedy Castiel i Theseus wrócili z alkoholem, poczekała aż Brenna naleje sobie miody i też skorzystała. Lubiła słodki smak, choć nie planowała się dzisiaj ograniczać tylko do tego. Bo nie była pod tym względem specjalnie wybredna. A przecież mieli co świętować!
- Hmm… A nie boisz się, że będziesz uwiązana do jednego miejsca? – spojrzała na Brannę znad kufla z miodem.