08.12.2025, 20:59 ✶
Lana przyglądała się swoim butom, jakby to była obecnie najciekawsza rzecz w gabinecie. Wszystko, byleby tylko nie wydać ich blefu, bo wtedy zrobiłoby się niezręcznie. Choć z drugiej strony, czy wprowadzanie uzdrowiciela w błąd było lepszym rozwiązaniem? Przecież mógł on opowiedzieć, że przyjmował młodego Lestrange'a z żoną i ktoś dociekliwy chciałby poznać tożsamość tej dwójki. Dolohovówna miała nadzieję, że ten uzdrowiciel nie ma skłonności do gadulstwa ani wyjawiania informacji na temat swoich pacjentów. W obecnej sytuacji mogli przynajmniej postarać się, żeby nie dawać mu materiału do potencjalnych plotek.
Gdy poczuła na sobie wzrok Louvain, rzuciła mu zrezygnowane spojrzenie. Niech ci będzie. Lana nie przepadała za takimi gierkami, bo nie była dobra w udawaniu (nie wspominając o tym, że nigdy nawet nie była w poprawnym związku). Teraz jednak nie miała innego wyjścia i musiała robić dobrą minę do złej gry.
W przeciwieństwie do niej, Lestrange zdawał się świetnie bawić. A może udawanie kogoś innego było dla niego czymś normalnym? Nie widzieli się od tak dawna, że chyba żadna nowa informacja na temat Louvain by jej nie zdziwiła. Niemniej, w jego zachowaniu wciąż widać było ślady tego zadziornego chłopaka, którego przez chwilę poznała bliżej.
Musiała chwilę się zastanowić nad odpowiedzią na pytanie. Uznała, że najlepiej będzie nie ukrywać emocji, tylko wykorzystać je w jakiś konstruktywny sposób. A skoro była zirytowana, to mogła podroczyć się trochę z "mężem".
– Masz na myśli lubczyk ogrodowy? Chyba tylko ty masz problemy z zapamiętaniem tej nazwy, ale może to dlatego, że wolisz francuską wersję. Owszem, brałam eliksir z livèche. – ostatnie słowo wypowiedziała ze swoim francuskim akcentem, który zdawał się mu podobać. Wbiła w młodszego mężczyznę wzrok zmęczonych oczu, dając znać, że zagra w tę grę acz niechętnie. Scenka, którą odgrywali wyglądała jak z jakiegoś kabaretu, ale ugrzęźli zbyt głęboko, by przestać.
Kiedy Lestrange ją szturchnął, nabrała ochoty by mu oddać (co było dla Dolohovówny nietypowe, bo zwykle ignorowała podobne zaczepki). Obawiała się jednak, że ze względu na jej brak koordynacji ruchowej, uzdrowiciel mógłby zauważyć ten gest.
– Ach cóż... Czasami po prostu wpadam w wir pracy i zapominam o lekach. – nie było to kłamstwo; kiedy wciągnęła ją jakaś lektura, potrafiła zapomnieć nawet o jedzeniu. – Na szczęście mój... mąż cały czas mi o tym przypomina. – w głosie czarownicy można było usłyszeć nutkę ironii. Louvain faktycznie udało się rozproszyć powagę Lany, w efekcie budząc jej ukrytą do tej pory sarkastyczną stronę.
Ciężko było stwierdzić, czy uzdrowiciela przekonał ich występ, ale ewidentnie był on zmieszany. Najwyraźniej wolał się nie mieszać w małżeńskie sprzeczki.
– Um, lubczyk jak najbardziej można brać razem z lekami, które przepisałem. Oczywiście regularność w przyjmowaniu leków jest kluczowa. Oczywiście, mogą się zdarzyć różne sytuacje, także polecam na przykład poinstruować skrzata żeby przypomniała o dawkach. Dla pana przepisałem to samo co dla żony. Czy są jeszcze jakieś dolegliwości, które chcieliby państwo skonsultować?
Gdy poczuła na sobie wzrok Louvain, rzuciła mu zrezygnowane spojrzenie. Niech ci będzie. Lana nie przepadała za takimi gierkami, bo nie była dobra w udawaniu (nie wspominając o tym, że nigdy nawet nie była w poprawnym związku). Teraz jednak nie miała innego wyjścia i musiała robić dobrą minę do złej gry.
W przeciwieństwie do niej, Lestrange zdawał się świetnie bawić. A może udawanie kogoś innego było dla niego czymś normalnym? Nie widzieli się od tak dawna, że chyba żadna nowa informacja na temat Louvain by jej nie zdziwiła. Niemniej, w jego zachowaniu wciąż widać było ślady tego zadziornego chłopaka, którego przez chwilę poznała bliżej.
Musiała chwilę się zastanowić nad odpowiedzią na pytanie. Uznała, że najlepiej będzie nie ukrywać emocji, tylko wykorzystać je w jakiś konstruktywny sposób. A skoro była zirytowana, to mogła podroczyć się trochę z "mężem".
– Masz na myśli lubczyk ogrodowy? Chyba tylko ty masz problemy z zapamiętaniem tej nazwy, ale może to dlatego, że wolisz francuską wersję. Owszem, brałam eliksir z livèche. – ostatnie słowo wypowiedziała ze swoim francuskim akcentem, który zdawał się mu podobać. Wbiła w młodszego mężczyznę wzrok zmęczonych oczu, dając znać, że zagra w tę grę acz niechętnie. Scenka, którą odgrywali wyglądała jak z jakiegoś kabaretu, ale ugrzęźli zbyt głęboko, by przestać.
Kiedy Lestrange ją szturchnął, nabrała ochoty by mu oddać (co było dla Dolohovówny nietypowe, bo zwykle ignorowała podobne zaczepki). Obawiała się jednak, że ze względu na jej brak koordynacji ruchowej, uzdrowiciel mógłby zauważyć ten gest.
– Ach cóż... Czasami po prostu wpadam w wir pracy i zapominam o lekach. – nie było to kłamstwo; kiedy wciągnęła ją jakaś lektura, potrafiła zapomnieć nawet o jedzeniu. – Na szczęście mój... mąż cały czas mi o tym przypomina. – w głosie czarownicy można było usłyszeć nutkę ironii. Louvain faktycznie udało się rozproszyć powagę Lany, w efekcie budząc jej ukrytą do tej pory sarkastyczną stronę.
Ciężko było stwierdzić, czy uzdrowiciela przekonał ich występ, ale ewidentnie był on zmieszany. Najwyraźniej wolał się nie mieszać w małżeńskie sprzeczki.
– Um, lubczyk jak najbardziej można brać razem z lekami, które przepisałem. Oczywiście regularność w przyjmowaniu leków jest kluczowa. Oczywiście, mogą się zdarzyć różne sytuacje, także polecam na przykład poinstruować skrzata żeby przypomniała o dawkach. Dla pana przepisałem to samo co dla żony. Czy są jeszcze jakieś dolegliwości, które chcieliby państwo skonsultować?
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.