Ruda słyszała dźwięk, jednak nie była w stanie określić jego źródła. Rozmywał się jej, próbowała się skupić, ale wychodziło jej to raczej średnio, nie była z tego powodu jakoś szczególnie zadowolona, nie znosiła kiedy coś nie szło po jej myśli, bardzo łatwo się wtedy irytowała, wzięła głęboki oddech - nie mogła sobie pozwolić na irytację, bo mogło się to skończyć zalaniem części zamku, a tylko tego brakowało im do szczęścia. Wdech, wydech, jakoś sobie poradzą, znajdą Dorę i zaraz będzie po wszystkim, nikomu nie stanie się dzisiaj krzywda, powtarzała to sobie w głowie, aż w końcu uwierzyła, że faktycznie tak będzie. Było to bardzo proste.
Ten śmiech nie był głosem Dory, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości, nie znała tego głosu, nie wiedziała do kogo należy, ale miała pewność co do tego, że był obcy. Czy to możliwe, że w zamku był ktoś jeszcze, kogo się nie spodziewali? Nie mogli odrzucić takiej możliwości, to miejsce było ogromne, kto wie, co czaiło się w jego zakamarkach.
Finn i Cormac zniknęli, teraz zniknęła stąd Dora, czy te zaginięcia mogły być ze sobą powiązane, czy śmiech był śmiechem człowieka, czy może jakiegoś ducha, który nie chciał opuścić tego miejsca, co do tego nie mogła zakładać jednej możliwości, bo każdą powinna brać pod uwagę. Na pewno niedługo się to wyjaśni, na pewno niedługo odnajdą tych, którzy nagle zniknęli, odnajdą ich całych i żywych, afirmowała sobie to, aby jej wizja się spełniła.
Dźwięk kropel deszczu, który uderzał o okiennice, czy mury zamku, wydawał się być coraz głośniejszy, chociaż jeszcze przed chwilą w ogóle nie padało, może coś przegapiła? Wyjrzała przez okno i zobaczyła sylwetkę, ktoś biegł przez dziedziniec, nie mogła tego tak zostawić. Nie zwlekała, nie odwróciła się za siebie, nie spojrzała, gdzie jest Brenna, bo czas był ważny, każda minuta się liczyła. Pobiegła więc przed siebie, aby znaleźć się na dziedzińcu, wiedziała, że Longbottomówna zrozumie jej podejście.
Wyrwała przed siebie, tak szybko, jak potrafiła, a co jak co, ale Ruda naprawdę umiała biegać.
Slaby sukces...