• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence

[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
08.12.2025, 22:26  ✶  
Przez większość dorosłego życia „jutro” było dla mnie pojęciem abstrakcyjnym, czymś, czego się nie planowało, a jedynie przeżywało, jeśli miało się szczęście. I rzeczywiście - musiałem się tego nauczyć, jak wypadało na człowieka, który dopiero zaczynał przyzwyczajać się do pojęcia jutra. Nie przyszłości jako idei - jutra z kimś, domu w postaci jednej kobiety, stojącej tuż przede mną i trzymającej mnie za rękę w środku nocy nad rzeką. Wiedziałem, że dla niej to było naturalne - mówić, planować, patrzeć dalej niż na następną godzinę. Dla mnie… Nie. Ja przez piętnaście lat każdą decyzję podejmowałem w perspektywie doby. Tygodnia, jeśli byłem odważny. Żyłem tak długo w ruchu, że przywykłem do tego, że nic nie jest moje, że nic nie trwa. Przez piętnaście lat moje życie wyglądało jak podręcznik od ucieczki.
Rano - spakować się. Wieczorem - zniknąć. W nocy - nie myśleć, nie sprawdzać, nie wracać. A ona teraz stała tutaj, splatała palce z moimi i mówiła „my” tak pewnie, jakby nigdy nie było wersji świata, w której nie istniałem u jej boku - też zacząłem naprawdę w to wierzyć - jakby ta historia nie była popaprana, jakbyśmy nie mieli za sobą lat ciszy i błędów, jakby to, że byłem w stanie ją kochać, a ona to odwzajemniała, kochając mnie mimo wszystko… Było najprostszą rzeczą, jaka kiedykolwiek mi się wydarzyła. I była.
Dlatego kiedy uparcie, łagodnie próbowała mi wmówić, że wybranie jej to nie tylko jej zasługa, bo „dwie osoby musiały się postarać”, poczułem znajome napięcie pod mostkiem - ten rodzaj sprzeciwu, który nie miał w sobie gniewu, tylko czyste, niepodważalne przekonanie. Otworzyłem usta, żeby powiedzieć jej coś jeszcze, ale ona mnie ubiegła swoim „nie chcę się z tobą kłócić do rana”. Doskonale wiedziałem, jakby to wyglądało - długa, uciążliwie logiczna wymiana zdań, w której każde z nas próbowałoby udowodnić, że nie ma racji, podczas gdy w rzeczywistości oboje po prostu byśmy się uparli. Tak wyglądały nasze dawne kłótnie, w tym wypadku życie niczego mnie nie nauczyło - wciąż byłem taki sam. Ona też. Rzeczywiście stalibyśmy tutaj do rana, przerzucając się argumentami, dopóki Londyn nie wstałby razem z pierwszymi mugolskimi pociągami.
- Otósz to. - Uśmiechnąłem się krzywo, z tą półrozbawioną autoironią. Wywołało to u mnie parsknięcie - krótkie, niskie, dokładnie takie, które potrafiło wydostać mi się z gardła tylko przy niej. Nie zostawałem nigdzie, nie zatrzymywałem się, nie wiązałem, a jednak obrączki na naszych palcach mówiły przeciwnie. - A więc dziękuję ci, sze nie pozwoliłaś mi zostaś kletynem. Tak lepiej? - Przyznać to na głos było niemal wstydliwie łatwe. Nawet to jedno zdanie podkreślało jedną, niepodważalną prawdę -  wyciągnęliśmy siebie nawzajem z życia, które nie miało prawa doprowadzić nas tu, gdzie staliśmy. I byliśmy tu razem, wbrew wszystkiemu, co było najbliższe idealnemu scenariuszowi, jaki kiedykolwiek widziałem. Przede wszystkim dlatego, że było nasze. Byliśmy tak blisko pocałunku, że wystarczyłby milimetr, ale oboje wiedzieliśmy, że to jeszcze nie była ta sekunda - ta dopiero się zbliżała. Wpierw hotel - mieliśmy tam blisko, ale zastygnęliśmy w miejscu, co wcale mi nie przeszkadzało. W takich miejscach nie obowiązywały standardowe godziny meldunku i wymeldowania, pieniądze robiły wszystko.
„Kto by się przejmował papierologią?”
- Na pewno nie ja. - Zaśmiałem się pod nosem, ten śmiech był niski, zachrypnięty, kompletnie niekontrolowany. - Moszesz byś absolutnie pewna, sze całe alchiwum hotelowe świata mnie nienawidzi. Jeszeli kiedykolwiek będę miał bioglafię, to podlosdział o kwatelunkach będzie miał tszy słowa „klucze się matelializowały.” - Wzruszyłem ramionami.
Przechyliłem głowę, przyglądając się jej przez półuśmiech, kiedy powiedziała, że nie zna nikogo bardziej efektywnie mobilnego ode mnie - ta uwaga zrobiła ze mną coś głupiego, coś młodzieńczego. Zawsze reagowałem na jej komplementy w sposób, którego nikt inny nie widział - wewnętrznym drgnięciem, którego nie potrafiłem ukryć.
- Wiem. Jestem bezczelnie dobly w znikaniu. - Uniosłem brew, rozbawienie wślizgnęło mi się w głos zanim zdążyłem je ukryć. Zmrużyłem oczy, jakbym w głowie przewijał wszystkie swoje stare „manewry”, te, które doprowadzały ją do szału, fascynacji albo obu naraz.
- Mhm. Tak. Opowiem ci. O wszystkich. - Przesunąłem dłonią po jej talii, powoli, podsumowywałem swoje zamiary bez potrzeby ubierania ich w słowa. - Ale nie sądzę, szeby dzisiejszej nocy intelesowało cię cokolwiek poza jednym, konkletnym łószkiem. - Nachyliłem się tak, że moje usta znalazły się przy jej uchu, a mój głos obniżył się jeszcze bardziej. - Mnie nie intelesuje. - Milimetry między nami znowu się zmniejszyły, aż poczułem jej ciepło tak wyraźnie, jakby świat ogłuchł, oślepł i został tylko ten dotyk. Trzymałem jej dłoń w swojej, pewnie, z tą niepodrabialną świadomością, że to jest moment w moim życiu, w którym niczego nie chcę odsunąć, wypuścić ani zostawić.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5578), Prudence Fenwick (4478)




Wiadomości w tym wątku
[9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 07.12.2025, 13:28
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 07.12.2025, 22:01
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 07.12.2025, 23:55
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 01:25
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 02:44
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 14:40
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 17:19
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 21:23
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.12.2025, 22:26
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 08.12.2025, 23:43
RE: [9/10/72] One night of magic rush | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 01:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa