- Tak, tym razem zniszczyli więcej miejsc, niestety. - Szkody były ogromne, Ruda nie miała pojęcia, kiedy tak naprawdę uda się z nimi uporać i czy w ogóle się uda. No, kiedyś pewnie na pewno musiało, ale póki co to raczej nie miało stać się zbyt szybko. Śmierciożercy spowodowali chaos, który jeszcze długo będzie dawał o sobie znać.
- To świetnie, wiesz, pojawił się kaszel, myślałam, że samo przejdzie, ale jednak nie przestaje mi to dokuczać.- Nie wspominała o tym wcześniej, bo Cameron i tak miał ręce pełne roboty, nie chciała mu dokładać, ale chyba jednak nie obejdzie się bez spojrzenia na tę dolegliwość fachowym okiem. - To prawda, mamy bardzo pozytywny bilans, robi się z Ciebie naprawdę niesamowity uzdrowiciel. - Może nigdy do końca miała nie zrozumieć tej pasji, bo medycyna była jej naprawdę odległa, ale cieszyła się z tego, że jej narzeczony spełniał się w tym, co robił, miał z niej całkiem niezły obiekt doświadczalny, bo Ruda przecież co chwilę pakowała się w jakieś kłopoty i to pewnie nigdy nie miało się zmienić, a na pewno nie w najbliższym czasie. Podczas Beltane oberwała bardzo mocno, na szczęście Spalona Noc okazała się dla niej łaskawsza, bo tu tylko nawdychała się dymu i złamała nogę, gdzie po złamaniu prawie nie było już śladu, dzięki temu, że pomoc została jej udzielona dosyć szybko. Nie mogła narzekać.
- Nie do końca tylko zapobiegawczo. - Przyznała w końcu. Zapewne powinna przyjść z tym do niego wcześniej, ale nie chciała mu zawracać głowy, bo przecież nadal było wielu ludzi, którzy potrzebowali pomocy, którzy oberwali tamtej nocy mocniej od niej.
Dostrzegła zmarszczkę na jego czole, martwił się o nią, nie chciała, żeby się o nią martwił, co wcale nie było takie łatwe w przypadku tego, jaki tryb życia prowadziła, jak nie Mung to Zakon, to prosiło się o kolejne obrażenia, które mu nie umykały.
- Dziękuję. - Naprawdę była wdzięczna za to, że nie chciał jej przykuć do łóżka, bo prosiła się o to, wtedy miałby pewność, że byłaby bezpieczna, ale łączyło się to również z tym, że Heath na pewno byłaby wtedy bardzo nieszczęśliwa, na szczęście Lupin to rozumiał.
- Tak, wiem, macie ręce pełne roboty, nie musisz się tym przejmować, wiesz jak jest obi mają znajomych wszędzie, jakiś lekarz też się znajdzie. - Nie chciała, aby Lupin zawracał sobie głowę ją i jej znajomymi, miał wystarczająco dużo pracy bez tego.
- Tak, chodźmy na kiermasz, może trafi się coś ciekawego do kupienia. - Złożyli dary, więc mogli ruszyć dalej, zobaczyć, jak w tym roku wyglądał ryneczek, o którym wspomniał Cameron.