Savoy. Miał to być ich kolejny przystanek podczas nowego, wspólnego życia. Tak właściwie dopiero kiedy pojawili się przed gmachem budynku uderzyła w nią jego wielkość. Był ogromny, na pewno znajdowali się w nim ludzie, którzy nie wiedzieli co robić ze swoim nadmiarem pieniędzy, tacy którzy nie musieli przejmować się niczym. Czy pasowali do tego miejsca? Niekoniecznie, czy się tym przejmowali, też nie bardzo.
Od strony rzeki uderzało w nich zimne, wilgotne powietrze. Noc była chłodna, jak przystało na typowo jesienną noc. Zimno wdzierało się pod płaszcze, pod nogawki spodni, ale ona nadal czuła ciepło, nadal rozchodziło się po jej ciele. Trzymała go za rękę, nie wypuszczała jego dłoni nawet na chwilę, jakby bała się, że jeśli to zrobi to on zniknie, chociaż przecież nie powinna mieć takich obaw, bo mieli już zawsze trwać przy sobie.
Nie było tu już tak spokojnie, jak jeszcze przed chwilą, nie otaczała ich ciemność, dźwięki nocnego życia uderzały w uszy, gdzieś ktoś krzyknął, głośniej się zaśmiał, niedaleko przejeżdżały samochody. To jednak nie było ważne, istotne, że on znajdował się przy niej, byli tutaj razem, gotowi przestąpić próg tego przybytku.
Wspominał jej o tym, jak zazwyczaj wyglądało jego meldowanie się w hotelach, tym razem musiał postąpić wbrew swoim nawykom, bo była tutaj z nim, a ona nie miała takich specjalnych umiejętności, nie potrafiła skradać się w cieniu, chociaż uwielbiała się w nim chować, cóż, była to tylko drobna niedogodność.
Było tutaj bardzo jasno, światła paliły się w oknach, ale też latarnie wydawały się być jaśniejsze od tych schowanych w tych mniejszych uliczkach, pewnie było to tylko złudzeniem.
Ten ostatni fragment drogi pokonali w milczeniu, obawiała się, że jeśli znowu zaczęliby rozmawiać, to nie potrafiliby trzymać rąk przy sobie, już poprzedni przystanek powodował, że miała ochotę znowu zatopić się w jego ustach, pozwolić się sobie oderwać od rzeczywistości, ale byli tak blisko celu, że nie powinni sobie na to pozwalać, a szkoda, chociaż przecież mieli to wszystko zaraz nadrobić, znajdowali się krok od miejsca, w którym mieli spędzić swoją noc poślubną, podejrzewała, że to miejsce sporo już widziało, jednak wydawało jej się, że i tak je zaskoczą.
- To co? - Chyba powinni już wejść do środka. Przez moment przeszło jej przez myśl, że nie wyglądali najlepiej po tej nocy pełnej wrażeń, że nie pasowali do tego miejsca, jednak, czy aby na pewno? Nic nie miało ich dzisiaj powstrzymać przed spełnianiem swoich wszystkich marzeń i oczekiwań.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control