09.12.2025, 07:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2025, 07:58 przez Brenna Longbottom.)
Podobno istniało coś takiego, jak zachowanie umiaru i rozsądku, ale w przypadku świąt w Warowni zazwyczaj można było włożyć to między legendy. Listopad 1970 roku przyniósł napięcia, dziwne ataki, a wreszcie zapowiedź Voldemorta, że przejmie władzę… i to może wpłynęło trochę na tegoroczne, grudniowe plany, nikt jednak chyba nie pojmował – albo nie chciał pojąć – grozy sytuacji w pełni. I Yule w domu w Dolinie Godryka planowano jak zwykle z rozmachem. Tym opartym głównie na rodzinnej atmosferze i spędzaniem ze sobą czasu, ale też na…
…dekoracjach.
– Mam pewne obawy, że w tym roku przesadziłam i mama postanowi mnie zamordować – oświadczyła Brenna z pewnym namysłem, rozglądając się po jadalni. Dywan znikł w powodziach magicznego śniegu, nietopniejącego i nie tak zimnego, jak prawdziwy, a co więcej z sufitu spadały białe płatki, znikające tuż za stołem. Wszystkie meble pod wpływem zaklęć zmieniły kolor na czerwony i zielony, jemioła porosła sufit, a wielka, żywa choinka, błyszczała od ozdób – wiele z nich wykonywały ręcznie, z dużym poświęceniem całe pokolenia dzieci z Warowni oraz ich przyjaciół, przez co choinka sprawiała wrażenie mało… porządnej, ale Brenna właśnie za to ją lubiła. Najnowsze, kolorowe łańcuchy, zostały pracowicie splecione rękami Franka i Alice.
Na samej górze iskrzyła się magicznym światłem gwiazda, a przy wejściu znajdował się koszyk z drobnymi upominkami i fiolkami zabawnych eliksirów. Oczywiście, że pod drzewkiem leżały prezenty, ale takie losowania zawsze były zabawne.
Za oknami śnieg spowijał sad oraz ogród, a pomiędzy drzewami uganiała się rodzina bałwanów, ożywiona jakimś sprytnym zaklęciem, które powinno już stracić moc, ale – może za sprawą świątecznej magii – wciąż działało.
– Hej, ktoś wie, ile właściwie osób będzie na tym Yule? – zastanowiła się jeszcze Brenna, spoglądając na stół, na który dopiero zaraz miały zacząć być przynoszone świąteczne potrawy. Ich zapach już zaczynał roznosić się po domu: można było spodziewać się barszczu, szarlotki, świątecznego puddingu, ciasteczek, pieczeni… oraz wielu innych potraw.
Lista gości w Warowni lubiła się zmieniać, bo czasem ktoś zaproszony w ostatniej chwili jednak dostawał zaproszenie i od swojej rodziny, czasem ktoś pojawiał się niespodziewanie, a czasem ktoś kogoś po prostu przyprowadzał. W związku z tym Brenna od paru lat praktykowała zwyczaj „nie zostawiamy pustego miejsca, tylko szacujemy, ile będzie osób, i dodajemy tak plus cztery”, ale teraz miała pewne obawy, że zgubiła się w rachunkach…
/Dodatkowe info w spoilerze!/
…dekoracjach.
– Mam pewne obawy, że w tym roku przesadziłam i mama postanowi mnie zamordować – oświadczyła Brenna z pewnym namysłem, rozglądając się po jadalni. Dywan znikł w powodziach magicznego śniegu, nietopniejącego i nie tak zimnego, jak prawdziwy, a co więcej z sufitu spadały białe płatki, znikające tuż za stołem. Wszystkie meble pod wpływem zaklęć zmieniły kolor na czerwony i zielony, jemioła porosła sufit, a wielka, żywa choinka, błyszczała od ozdób – wiele z nich wykonywały ręcznie, z dużym poświęceniem całe pokolenia dzieci z Warowni oraz ich przyjaciół, przez co choinka sprawiała wrażenie mało… porządnej, ale Brenna właśnie za to ją lubiła. Najnowsze, kolorowe łańcuchy, zostały pracowicie splecione rękami Franka i Alice.
Na samej górze iskrzyła się magicznym światłem gwiazda, a przy wejściu znajdował się koszyk z drobnymi upominkami i fiolkami zabawnych eliksirów. Oczywiście, że pod drzewkiem leżały prezenty, ale takie losowania zawsze były zabawne.
Za oknami śnieg spowijał sad oraz ogród, a pomiędzy drzewami uganiała się rodzina bałwanów, ożywiona jakimś sprytnym zaklęciem, które powinno już stracić moc, ale – może za sprawą świątecznej magii – wciąż działało.
– Hej, ktoś wie, ile właściwie osób będzie na tym Yule? – zastanowiła się jeszcze Brenna, spoglądając na stół, na który dopiero zaraz miały zacząć być przynoszone świąteczne potrawy. Ich zapach już zaczynał roznosić się po domu: można było spodziewać się barszczu, szarlotki, świątecznego puddingu, ciasteczek, pieczeni… oraz wielu innych potraw.
Lista gości w Warowni lubiła się zmieniać, bo czasem ktoś zaproszony w ostatniej chwili jednak dostawał zaproszenie i od swojej rodziny, czasem ktoś pojawiał się niespodziewanie, a czasem ktoś kogoś po prostu przyprowadzał. W związku z tym Brenna od paru lat praktykowała zwyczaj „nie zostawiamy pustego miejsca, tylko szacujemy, ile będzie osób, i dodajemy tak plus cztery”, ale teraz miała pewne obawy, że zgubiła się w rachunkach…
/Dodatkowe info w spoilerze!/
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Spoiler