Nora w tym roku spędzała Yule u babci Lizzy, pomagała jej w karczmie, kiedy nadeszła jednak odpowiednia pora postanowiła wybrać się do Warowni. Było zbyt późno, aby wracała do rodzinnego domu, gdzie znajdowali się wszyscy, jutro miała nadrobić ten czas. Dzisiaj jednak po skończonej pracy znalazła się w domu swoich przyjaciół.
Nie pojawiła się z pustymi rękoma, oczywiście przygotowała specjalne wypieki na tę okazję, wszak Yule zdarza się raz w roku. Zjawiła się więc w progu Warowni z rękoma pełnymi pudełek z pierniczkami, babeczkami, ciastami, ledwie była w stanie to unieść, ale czego się nie robiło dla najbliższych.
Trafiła do kuchni, Malwa nie była z tego powodu szczególnie zadowolona bo panna Figg zabierała jej zajęcie, jednak Norka nie umiała usiedzieć w miejscu, doskonale znała kuchnię Longbottomów, wszak dosyć często się w niej pojawiała, ba tak samo całą warownię, miała tu przecież nawet swoją własną sypialnię, nie był to pierwszy raz kiedy wpadła do nich na święta. Ich dom przypominał jej ten rodzinny, u nich też zawsze było gwarnie i tłoczno.
Kursowała między kuchnią, a jadalnią, gdzie ustawiała kolejne półmiski z jedzeniem, niby nie była u siebie, ale trochę się rządziła jeśli chodzi o to, co miało stać koło czego, nie sądziła aby ktokolwiek chciał wchodzić jej w drogę, wszak była w swoim żywiole.
- Nikt nie wie, ale szczęśliwi gości nie liczą? - Odpowiedziała Brennie, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha, dobrze będzie spędzić ten dzień z przyjaciółmi i ich przyjaciółmi, mogli zapomnieć o tym, co zaczynało dręczyć magiczne społeczeństwo.