Prudence nigdy do końca nie potrafiła zrozumieć fanaberii bogaczy, pewnie nigdy nie miała tego zrobić, to nie tak, że obracała w dłoni każdego galeona, mimo wszystko jednak wolała inwestować w coś więcej, niż w noce spędzane w takich miejscach. Starała się ogarnąć to jakoś mentalnie, że niektórzy mieli tyle pieniędzy, że po prostu nie wiedzieli, co z nimi robić, więc wybierali przewalanie tego w podobnych miejscach. Nie sądziła, aby jednak kiedykolwiek w pełni to zrozumiała, jednak nieco inne wartości do niej przemawiały.
Nieco przytłaczał ją ten budynek, trudno jej było to ukryć, wpatrywała się w niego zafascynowana, te migoczące światła, przepych, to było sporo, jak na nią, mimowolnie ścisnęła mocniej dłoń Benjy'ego, chociaż starała się udawać, że wszystko jest w porządku, że to całkiem normalne, że stoją właśnie przed tym miejscem, mimo, że zupełnie do niego nie pasowali.
Nie dało się patrząc na nich nie zauważyć, że ta noc była dla nich mocno intensywna. Sporo się wydarzyło, naprawdę sporo, przez co wyglądali cóż... na dosyć przejechanych przez życie. Nie przeszkadzało to im jednak w tym, aby stać tutaj, spoglądając na ten budynek, w którym zamierzali spędzić swoją noc poślubną. To miała być wyjątkowa noc, jak nikt inny zasługiwali na to, by znaleźć się w środku.
Czekali na ten moment wystarczająco długo, przeszli sporą drogę metaforyczną, ale nie tylko, aby znaleźć się tutaj w tej chwili. Przypadkowe spotkanie, później rozmowa, która doprowadziła ich do jedynej właściwej decyzji, rytuał, skradzione pocałunki, to wszystko doprowadziło ich tutaj, do tego miejsca, w którym mieli rozpocząć swoją nową drogę, jako małżeństwo.
Przez chwilę więc stali w milczeniu spoglądając na imponujący budynek, niby mieli jasno określony cel, ale teraz przeszło jej przez myśl, że zdecydowanie nie pasowali do tego miejsca, jednak czy powinni się w ogóle tym przejmować. Zasługiwali na wszystko to, co najlepsze, co do tego nie miała ani odrobiny wątpliwości.
Jeszcze chwila, moment, a miną drzwi, dostaną klucze od pokoju i nie będą musieli obawiać się na siebie spoglądać, bo w tych ich spojrzeniach kryło się wszystko, tęsknota, pożądanie, i nadzieja na lepsze jutro, które miało być wspólne. Trudno jej było na niego patrzeć, gdy nie mogła go przy tym dotykać, sama nie mogła uwierzyć w to, że tak łatwo się przy nim zapominała, ale zaraz będą mogli faktycznie się w sobie zatracić, już nic im w tym nie przeszkodzi. To było naprawdę cudowną myślą.
Zadała mu to całkiem proste pytanie, chcąc się upewnić, że naprawdę zamierzają to zrobić. Nachylił się nad nią, a później zmrużył oczy, widziała, że wpatruje się w ich odbicia, sama więc odruchowo spojrzała w stronę szyby. Cóż, wyglądali... no, na pewno zdarzało im się wyglądać lepiej, ale też i gorzej, więc wcale nie było tak źle. Ta noc należała do tych wyczerpujących, chociaż wcale nie czuła się zmęczona, towarzyszyła jej raczej ciągle ogromna ekscytacja.
Przygryzł dolną wargę, jakby się nad czymś zastanawiał, Prue wpatrywała się w swojego męża, czekając na jego werdykt, nie miała pojęcia, co siedziało mu w głowie, ale wyglądał tak, jakby naprawdę o czymś intensywnie myślał.
Ocho. To jego wiesz, mogło sugerować naprawdę wiele. Czekała, aż podzieli się z nią swoim genialnym pomysłem, jakoś przeczuwała, że to może być właśnie to.
Kiedy usłyszała jego słowa zmrużyła oczy, zaczęła to analizować, chociaż może nie powinna? Czy właściwie miała co do tego jakieś ale? No nie. Nie mogła zaprzeczyć to była wyjątkowa noc, a magia, magia mogła być ich sprzymierzeńcem. Nie, żeby wydawało jej się, aby musieli po nią sięgać, chociaż może trochę, odrobinę?
- Wiesz, to wcale nie jest taki głupi pomysł. - Wróciła do tego, co kiedyś było dla niej standardem. Benjy rzucał coś błyskotliwego, czekał na jej reakcję, a jako, że nigdy nie potrafiła mu odmówić... to zawsze kończyło się tak samo. Mimo, że nie byli już tymi dziećmi z Hogwartu to nic się nie zmieniło.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control