09.12.2025, 11:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2025, 11:13 przez Brenna Longbottom.)
– O nie. Absolutnie nie. Są proste tylko dla osoby, która je zadaje – oświadczyła Brenna, spoglądając na Victorię, z miną kogoś, do kogo dotarło to dopiero teraz, bo jakby wcześniej to ona mogła zadawać pytania w rodzaju „a może powinnam zepchnąć ze schodów tego Rosiera?” albo „…to co z tobą i Saurielem?”. Może dla kogoś było proste, ale no… nie w ich świecie.
– W cokolwiek się wpakowałam, zrobiłam to sama, więc nie musisz kopać mu tyłka – powiedziała, już poważniej. Doskonale wiedziała, że miała całkiem spore szanse na złamane serce, ale nawet jeżeli na początku mogła wszystko zrzucać na Beltane i zepsuty rytuał, to jednak w tej chwili oczy miała szeroko otwarte, a umysł niezaćmiony żadną magią.
Inna sprawa, że gotowość do złamania nosa chłopakowi, który wykręcił jakiś numer bliskiej jej dziewczynie, zawsze uważała za pierwszy obowiązek przyjaciółki, więc nie żeby dziwiła się deklaracji Victorii.
Zamarła na chwilę, w pół ruchu, kiedy Victoria wspomniała o oświadczynach, a jej brwi powędrowały w górę.
– No patrz, a o tym mi się nie zająknęła. Nie miałam długo pojęcia, że w ogóle się z nim widuje, a jak zobaczyłam ich razem i spytałam, czy są na randce, to mi odpowiedziała, że to skomplikowane…
W co Brenna nawet wierzyła. Nie znała dobrze Louvaina, ale chyba miał trudny charakter, wiele dziewczyn i do niedawna był zaręczony – w sumie to jak nic mogłyby uścisnąć sobie tutaj ręce. Fakt, że tak szybko się oświadczył sugerował jednak, że albo trwało to dłużej niż Brenna ośmieliła się podejrzewać, albo tkwiło w tym coś więcej. Nie żeby nie uważała, że Cynthia potrafi absolutnie zamieszać komuś w głowie, ale chyba była tutaj jeszcze bardziej skryta niż bywały Brenna czy Victoria…
– Umówiłam się z nią na lunch, więc może dam radę zadać jej parę pytań. To co? Ruszamy?
– W cokolwiek się wpakowałam, zrobiłam to sama, więc nie musisz kopać mu tyłka – powiedziała, już poważniej. Doskonale wiedziała, że miała całkiem spore szanse na złamane serce, ale nawet jeżeli na początku mogła wszystko zrzucać na Beltane i zepsuty rytuał, to jednak w tej chwili oczy miała szeroko otwarte, a umysł niezaćmiony żadną magią.
Inna sprawa, że gotowość do złamania nosa chłopakowi, który wykręcił jakiś numer bliskiej jej dziewczynie, zawsze uważała za pierwszy obowiązek przyjaciółki, więc nie żeby dziwiła się deklaracji Victorii.
Zamarła na chwilę, w pół ruchu, kiedy Victoria wspomniała o oświadczynach, a jej brwi powędrowały w górę.
– No patrz, a o tym mi się nie zająknęła. Nie miałam długo pojęcia, że w ogóle się z nim widuje, a jak zobaczyłam ich razem i spytałam, czy są na randce, to mi odpowiedziała, że to skomplikowane…
W co Brenna nawet wierzyła. Nie znała dobrze Louvaina, ale chyba miał trudny charakter, wiele dziewczyn i do niedawna był zaręczony – w sumie to jak nic mogłyby uścisnąć sobie tutaj ręce. Fakt, że tak szybko się oświadczył sugerował jednak, że albo trwało to dłużej niż Brenna ośmieliła się podejrzewać, albo tkwiło w tym coś więcej. Nie żeby nie uważała, że Cynthia potrafi absolutnie zamieszać komuś w głowie, ale chyba była tutaj jeszcze bardziej skryta niż bywały Brenna czy Victoria…
– Umówiłam się z nią na lunch, więc może dam radę zadać jej parę pytań. To co? Ruszamy?
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.