• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius

[Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
09.12.2025, 14:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.12.2025, 04:06 przez Benjy Fenwick.)  
Przez chwilę tylko stałem, patrząc na nią - na to, jak zmrużyła lekko oczy, jakby dopiero teraz docierało do niej, że te skrzypiące kroki naprawdę należały do kogoś, kogo znała. Jej westchnienie było ciche, ale wystarczające, bym zrozumiał, że zdecydowanie nie byłem tym widokiem, którego oczekiwała w świąteczny wieczór. Nic dziwnego,  odkąd pamiętałem - bujda - każde nasze spotkanie wymagało od niej bardzo konkretnego wachlarza reakcji, a ode mnie drobnego, bardziej lub mniej eleganckiego, kąśliwego komentarza na ich temat. Śnieg za oknem osiadał na szybie drobnymi gwiazdkami, a ja patrzyłem na Prudence, gdy odpowiadała mi z tą swoją ostrożną pewnością, jakby każde słowo, które wypuszczała, musiało przejść przez podwójny filtr podejrzeń. Może miała rację - zazwyczaj faktycznie byłem tym, który wbijał szpilki, kiedy tylko mógł, ale dzisiaj… Dzisiaj miałem czapkę z reniferowymi rogami i czułem się bardziej jak kretyn niż jak ktoś, kto knuje. Wmawiałem sobie, że to przez schody - strasznie wysokie, każdy krok to jak wejście na inny poziom kondycji fizycznej, więc byłem zbyt zmęczony na bycie wrednym, ale faktycznie… Nie chciałem się kłócić, nie dzisiaj.
- Tak, tak. - Mruknąłem, opierając się o kamienną ścianę przy oknie, na tyle blisko, aby móc kontynuować naszą rozmowę, na tyle daleko, by nie wchodzić Prue za bardzo w przestrzeń osobistą, nie chciałem, żeby uciekła jak ten wyimaginowany nietoperz przed mrozem. Tym bardziej, że nie była dla mnie miła, nie była dla mnie niemiła. Po prostu… Mówiła normalnie - może nawet lżej niż zazwyczaj. Ja też, co, szczerze mówiąc, trochę mnie zdezorientowało. - Widziałem całe ich stadko, jak pakowały walizki. Jeden nawet miał malutkie okularki przeciwsłoneczne. Rozważne stworzenia, nietoperze. Święta to dla nich poważna sprawa. - Ton miałem lekko ironiczny, ale nie uszczypliwy. Nie celowałem w nią, po prostu ta cała sytuacja była zbyt absurdalna, żeby nie próbować jej rozluźnić, zresztą wciąż byłem w świetnym nastroju. Yule, śnieg, reniferze rogi, nie dało się tego popsuć.
Przez chwilę tylko kątem oka patrzyłem, jak jej oddech poruszał delikatnie materiał swetra - nietoperz na jej piersi wyglądał, jakby naprawdę unosił skrzydła przy każdym wdechu. A to, co mówiła, to całe jej spokojne racjonalizowanie, że nauczyciele musieli tu zostać, więc może ratują się alkoholem, żeby nas znieść - sprawiło, że parsknąłem krótkim śmiechem.
- Nie, nie. - Przerwałem jej cicho, lekko kiwając głową, jakbym musiał odgonić ten tok myślenia. - To znaczy - tak, możesz mieć rację, nie, wiesz, kilka drinków to nic takiego, ale… Widziałaś Slughorna? - Spytałem trochę za bardzo porozumiewawczo. - Jeśli to jest standard opieki nad uczniami, to ja naprawdę czuję się bezpieczny. - Rogi renifera mi się zachybotały, gdy uniosłem brwi w udawanej powadze. - Jak tu szedłem - kontynuowałem, wskazując kciukiem za siebie - widziałem, jak próbował podrywać jedną z rzeźb. Tę marmurową nimfę z trzeciej wnęki na piątym piętrze. - Zniżyłem głos na szept konspiratora. - Jakiś śmieszek jej wcześniej założył świąteczną pelerynę. Slughorn był zachwycony, najwyraźniej uznał ją za nową nauczycielkę, teraz pomyśl. To jest profesor, który ma nas „pilnować”, żebyśmy się nie zabili w święta. Serio, czuję się bezpieczniej niż kiedykolwiek. - Wywróciłem lekko oczami, ale ton miałem ciepły, miękki, nie kąśliwy, nawet mnie to zdziwiło. Nie mogłem się powstrzymać od lekkiego uśmiechu. - To nie alkohol pomaga im przetrwać. To alkohol sprawia, że my przetrwamy ich. - To zabrzmiało bardziej przyjacielsko, niż powinno, ale miałem dobry humor, a ona wyglądała jak ktoś, kto mógłby go zrujnować, ale wyjątkowo nie próbowała, ja też nie - reguła wzajemności czy coś na tej zasadzie.
- Spokoju? - Powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej ukradkowo, bardziej pewnie, niż miałem prawo. Słowa wyszły ze mnie odruchowo, bez kalkulacji, zorientowałem się dopiero, gdy już wisiały w powietrzu. Za późno, żeby je cofnąć, za późno, żeby udawać, że miały być jadowite. Przez chwilę wydawało mi się nawet, że rozmawiamy jak ludzie, a nie jak dwa pojedyncze fronty wojenne, które nigdy nie zdecydowały, o co właściwie toczą bitwę. - A może… Po prostu skręciłem nie tam, gdzie trzeba, i wylądowałem tutaj. Czasem tak jest. Zamek prowadzi, gdzie chce. - Odchrząknąłem i podniosłem jedną brew. - A ty? Oprócz monitorowania migracji nietoperzy rzecz jasna. - Nie było w tym jadu, co najwyżej trochę zaczepnego humoru.
Prue patrzyła na mnie uważnie, z tą swoją ostrożną, ale nie wrogą czujnością, a ja tylko poprawiłem głupkowate rogi na czapce i stanąłem tak, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie - być tu, z nią, tej nocy i rozmawiać, jak ludzie. Przez sekundę patrzyłem na nią w półmroku, na śnieg odbijający się w szybie obok niej, na nietoperza na jej swetrze -  siedzącego dumnie jak godło. Prudence wyglądała, jakby wciąż czekała na ukryty cios, na jakąś moją złośliwość, ale tym razem żadnej nie miałem w zanadrzu. Może to zasługa czapki, ciężko być draniem w czapce z rogami.
- Słuchaj… - Wyprostowałem się, ton wrócił do normalności, jakbyśmy mówili o czymś najbardziej oczywistym na świecie. - Jeśli sobie tego życzysz, mogę stąd iść. - Wskazałem rogiem czapki na drzwi prowadzące na schody. - Nazwij to „prezentem świątecznym”. - Zerknąłem na nią z lekkim przekrzywieniem głowy i wzruszyłem ramionami, lekko, jakby to nie było nic wielkiego.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (14755), Prudence Fenwick (9791)




Wiadomości w tym wątku
[Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 09.12.2025, 01:00
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 03:53
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 09.12.2025, 12:53
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 14:42
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 10.12.2025, 01:30
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 10.12.2025, 04:28
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 10.12.2025, 12:17
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 10.12.2025, 17:24
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 10.12.2025, 23:14
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 11.12.2025, 20:33
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 12.12.2025, 00:51
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 13.12.2025, 23:04
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 15.12.2025, 21:45
RE: [Yule 1957] how I Wish | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 16.12.2025, 04:01

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa