09.12.2025, 21:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2025, 21:06 przez Aaron Andrew Moody.)
"Zima znowu zaskoczyła miotlarzy". Moody słyszał to co roku w okolicach Yule, gdy zaczynało mocniej śnieżyć. Bardziej niż zima zaskoczyć potrafili tylko brygadziści czuwający w pobliżu najważniejszych węzłów komunikacyjnych. Tradycją było już, że na świątecznych patrolach wlepiali najwięcej mandatów, bo ludzie latali wtedy jak wariaci.
No kto to widział, żeby dorośli, odpowiedzialni przecież ludzie tak się zachowywali? Ależ beczkę Woody wywinął na swojej miotle! W nadpowietrznej akrobacji przełożył nogi przez miotłę, zachowując przy tym doskonały balans aerodynamiczny. Trzonek miotły nawet nie zadrgał w turbulencji, zdołał bowiem przyjąć na powrót stabilną pozycję. W ostatniej chwili wyhamował, nie chcąc skosić ośnieżonych gałęzi drzew, rozpościerających się niewielkim zagajnikiem wokół polany.
Aaron gwizdnął z podziwem. To było tak dobre, że aż... Nielegalne.
Niecna myśl narodziła się znienacka w jego głowie. Gdy Woody szczęśliwie wylądował obok niego na ziemi, Aaron podszedł do niego z promiennym uśmiechem wymalowanym na twarzy, choć nie po to, żeby mu pogratulować. Nie, Aaron po prostu wręczył Woody'emu mandat. Za jazdę po pijaku, bo na to, w przeciwieństwie do tego, co przyjaciel wyczyniał na miotle, miał paragrafy! Nieważne, że oboje strzelili sobie po strzemiennym odmeldowując się ze służby. Funkcjonariusz Moody rechotał głośno, próbując wydusić z siebie standardową formułkę, którą wygłaszali w trakcie konfiskaty mienia.
– No proszę, jeszcze dołóżmy do tego wszystkiego próbę zastraszenia funkcjonariusza wypełniającego obowiązki służbowe – rzucił żartobliwie, zaklęciem osuszając płaszcz Woody'ego. Wyglądało w porządku, mogli więc pokazać się rodzinie. – Szaliczkiem cię jeszcze może otulić? – dodał, otrzepując sobie śnieg z kołnierza.
Nawet Moody czuł magię świąt. Po drodze do Warowni rozgadał się wesoło, widać po nim było, że cieszy się na wspólną kolację. Międzyczasie przypomniał sobie nawet, że coś podobnego do akrobacji Woody'ego odwalił na swojej miotle Turgyenev na mistrzostwach świata w quidditchu w dwudziestym drugim. Kojarzysz go, ten rudy taki, szukający reprezentacji Jugosławii? Widziałem relację w starej kronice. Okiwał wówczas szukającego Irlandii, który nie wytrzymał pędu, i zwyczajnie wypadł ze swej miotły. W środowisku sportowym wywołało to duże kontrowersje dotyczące testowania dopuszczonych do użytku mioteł, przez co z udziału w mistrzostwach wykluczono eksperymentalne modele, nie spełniające wymogów bezpieczeństwa. Cholera, ale gdyby skrócić jeszcze trzonek...
Aaron gadał tak, i gadał, jak zawsze, gdy był czymś ucieszony, a cieszył się szczerze, bo dostał w tym roku wysoki dodatek świąteczny. Dzięki temu udało mu się kupić ładny prezent dla Alka, który miał dzisiaj urodziny. Dla małej Millie... No i dla Maddie. Kolczyki. Złote, ale skromne. Żaden badziew z bazarku, ani ta ręcznie robiona biżuteria, którą nosiła jeszcze w szkole. Nie, żeby jej nie lubił, bo we wszystkim wyglądała przecież ładnie, ale... Ale chciał, żeby wyglądała jeszcze ładniej.
Przywitał się ze wszystkimi w Warowni, przygarniając do siebie ramieniem żonę, która trzymała w ramionach Mills. Sam wziął na barana Alka, który miał dzisiaj urodziny. Być może nieco nieodpowiedzialnie kupił mu... Miotłę. Dziecięcą miotełkę, na której szalały berbecie takie jak on, natomiast starsze dzieciaki na siłę zdejmowały zabezpieczenia antygrawitacyjne, żeby latała wyżej i szybciej. Miał nadzieję, że nie rozwali Warowni, gdy już wreszcie odpakuje swój prezent. Przewidywał jednak, że szybko zacznie próbować tego, co Aaron i Woody namiętnie wyczyniali w młodości z własnymi miotłami, które w mistrzostwach świata w quidditchu na pewno zostałyby szybko zbanowane.
Aaron ziewnął ukradkiem, zasłaniając przy tym buzię, gdy poczuł, że Alastor w żartobliwym upomnieniu pacnął go po głowie. Przed świętami brał jeszcze więcej godzin dyżurowych, bo był to łatwy zarobek. A jak się miało na utrzymaniu całą rodzinę, no to trzeba było przecież pracować. Bogowie kochani, a teraz będą jeszcze śpiewać do tego głupiego pieńka, czy coś takiego... Znając wujka Godryka, to dziwne, że nie wyśpiewywali na głos treści pozwolenia na ścięcie pomnika przyrody. Aaron mrugnął do zbuntowanego Morpheuska, który zaciskał gniewnie usta, jak gdyby śpiewanie religijnych pieśni było najgorszym, co mogłoby go w życiu spotkać.
No kto to widział, żeby dorośli, odpowiedzialni przecież ludzie tak się zachowywali? Ależ beczkę Woody wywinął na swojej miotle! W nadpowietrznej akrobacji przełożył nogi przez miotłę, zachowując przy tym doskonały balans aerodynamiczny. Trzonek miotły nawet nie zadrgał w turbulencji, zdołał bowiem przyjąć na powrót stabilną pozycję. W ostatniej chwili wyhamował, nie chcąc skosić ośnieżonych gałęzi drzew, rozpościerających się niewielkim zagajnikiem wokół polany.
Aaron gwizdnął z podziwem. To było tak dobre, że aż... Nielegalne.
Niecna myśl narodziła się znienacka w jego głowie. Gdy Woody szczęśliwie wylądował obok niego na ziemi, Aaron podszedł do niego z promiennym uśmiechem wymalowanym na twarzy, choć nie po to, żeby mu pogratulować. Nie, Aaron po prostu wręczył Woody'emu mandat. Za jazdę po pijaku, bo na to, w przeciwieństwie do tego, co przyjaciel wyczyniał na miotle, miał paragrafy! Nieważne, że oboje strzelili sobie po strzemiennym odmeldowując się ze służby. Funkcjonariusz Moody rechotał głośno, próbując wydusić z siebie standardową formułkę, którą wygłaszali w trakcie konfiskaty mienia.
– No proszę, jeszcze dołóżmy do tego wszystkiego próbę zastraszenia funkcjonariusza wypełniającego obowiązki służbowe – rzucił żartobliwie, zaklęciem osuszając płaszcz Woody'ego. Wyglądało w porządku, mogli więc pokazać się rodzinie. – Szaliczkiem cię jeszcze może otulić? – dodał, otrzepując sobie śnieg z kołnierza.
Nawet Moody czuł magię świąt. Po drodze do Warowni rozgadał się wesoło, widać po nim było, że cieszy się na wspólną kolację. Międzyczasie przypomniał sobie nawet, że coś podobnego do akrobacji Woody'ego odwalił na swojej miotle Turgyenev na mistrzostwach świata w quidditchu w dwudziestym drugim. Kojarzysz go, ten rudy taki, szukający reprezentacji Jugosławii? Widziałem relację w starej kronice. Okiwał wówczas szukającego Irlandii, który nie wytrzymał pędu, i zwyczajnie wypadł ze swej miotły. W środowisku sportowym wywołało to duże kontrowersje dotyczące testowania dopuszczonych do użytku mioteł, przez co z udziału w mistrzostwach wykluczono eksperymentalne modele, nie spełniające wymogów bezpieczeństwa. Cholera, ale gdyby skrócić jeszcze trzonek...
Aaron gadał tak, i gadał, jak zawsze, gdy był czymś ucieszony, a cieszył się szczerze, bo dostał w tym roku wysoki dodatek świąteczny. Dzięki temu udało mu się kupić ładny prezent dla Alka, który miał dzisiaj urodziny. Dla małej Millie... No i dla Maddie. Kolczyki. Złote, ale skromne. Żaden badziew z bazarku, ani ta ręcznie robiona biżuteria, którą nosiła jeszcze w szkole. Nie, żeby jej nie lubił, bo we wszystkim wyglądała przecież ładnie, ale... Ale chciał, żeby wyglądała jeszcze ładniej.
Przywitał się ze wszystkimi w Warowni, przygarniając do siebie ramieniem żonę, która trzymała w ramionach Mills. Sam wziął na barana Alka, który miał dzisiaj urodziny. Być może nieco nieodpowiedzialnie kupił mu... Miotłę. Dziecięcą miotełkę, na której szalały berbecie takie jak on, natomiast starsze dzieciaki na siłę zdejmowały zabezpieczenia antygrawitacyjne, żeby latała wyżej i szybciej. Miał nadzieję, że nie rozwali Warowni, gdy już wreszcie odpakuje swój prezent. Przewidywał jednak, że szybko zacznie próbować tego, co Aaron i Woody namiętnie wyczyniali w młodości z własnymi miotłami, które w mistrzostwach świata w quidditchu na pewno zostałyby szybko zbanowane.
Aaron ziewnął ukradkiem, zasłaniając przy tym buzię, gdy poczuł, że Alastor w żartobliwym upomnieniu pacnął go po głowie. Przed świętami brał jeszcze więcej godzin dyżurowych, bo był to łatwy zarobek. A jak się miało na utrzymaniu całą rodzinę, no to trzeba było przecież pracować. Bogowie kochani, a teraz będą jeszcze śpiewać do tego głupiego pieńka, czy coś takiego... Znając wujka Godryka, to dziwne, że nie wyśpiewywali na głos treści pozwolenia na ścięcie pomnika przyrody. Aaron mrugnął do zbuntowanego Morpheuska, który zaciskał gniewnie usta, jak gdyby śpiewanie religijnych pieśni było najgorszym, co mogłoby go w życiu spotkać.
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.