09.12.2025, 22:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2025, 22:13 przez Anthony Shafiq.)
Cóż za parszywe kalumnie to babsko wygaduje!
Antoniusz był zaiste oburzony insynuacją, że jest JAKKOLWIEK zainteresowany wędrówką do lasu. To prawda, zdobienie pieńka okazało się całkiem zabawne, zwłaszcza w kontekście podjudzania Jonathana i kwestionowania jego nabrzmiałych młodzieńczą pewnością siebie decyzji dekoratorskich, podobnie z resztą jak ozdabianie piernika było bardzo miłe, bo razem z Morpheusem mogli ułożyć szaradę, która teraz ociekała runicznym lukrem ze stwardniałego ciasta.
ALE LAS?!
Anthony nienawidził lasu całym swoim miejskim sercem, a drzewa jawiły mu się najpiękniejsze przemielone na pulpę z której zmyślni rzemieślnicy czynili papier.
Tymczasem w domu zaczęło być coraz więcej ludzi i coraz więcej - zgroza - bobasów, a jego mina pełna obrzydzenia nakłaniała stare kobiety, do testowania siły jego charakteru i podsuwania mu tych poruszających się ziemniaków pod nos. Toć to nie różniło się za bardzo od mandragory i zdecydowanie Anthony kijem od szczotki nie chciałby przesuwać żadnego z śmierdzących fekaliami i wymiocinami namiastek ludzi, a co dopiero dotykać.
Dlatego też mierząc piekło zewnątrza z piekłem jakie powoli zaczęło narastać w środku (miotła! Jakież to było nieodpowiedzialne! I to byli Ci słynni dorośli?!), nasunął buty na stopy.
– Ejże! – w końcu okrzyk prosty w konstrukcji, niosący jednak wiele emocjonalnego ładunku wszechogarniającej go irytacji rozniósł się wkoło, gdy Clemens naruszył strukturę misternie układanej fryzury, o którą dbał mocno, bo przecież w każdej chwili mogła się olukrzyć podczas plebejskich rozrywek dekoracyjnych. Ale teraz? Włosy w nieładzie a nawet nie wiadomo, gdzie ten starszy brat jego najserdeczniejszego przyjaciela mógł mieć ręce! Czy on je w ogóle umył po powrocie do domu? Czy on je mył kiedykolwiek?! – Co to za w ogóle niedorzeczne porzekadło o tym marudzeniu, kto w ogóle mówi takie rzeczy! – Zamarudził, próbując ułożyć sobie pociemniałe z braku słońca kosmyki, ale czynił to nieporadnie, bo nie miał lustra, ale za to miał już sporo nerwów i zmęczenia mnogością aktywności, którymi co rusz byli zasypywani. Z pomocą ruszył mu Selwyn i na tyle go to wytrąciło z równowagi że - o błogosławiona ciszo - zamilkł, nie wiedząc za bardzo co podziać z oczami, finalnie odnajdując czubki własnych butów za szalenie interesujące.
Antoniusz był zaiste oburzony insynuacją, że jest JAKKOLWIEK zainteresowany wędrówką do lasu. To prawda, zdobienie pieńka okazało się całkiem zabawne, zwłaszcza w kontekście podjudzania Jonathana i kwestionowania jego nabrzmiałych młodzieńczą pewnością siebie decyzji dekoratorskich, podobnie z resztą jak ozdabianie piernika było bardzo miłe, bo razem z Morpheusem mogli ułożyć szaradę, która teraz ociekała runicznym lukrem ze stwardniałego ciasta.
ALE LAS?!
Anthony nienawidził lasu całym swoim miejskim sercem, a drzewa jawiły mu się najpiękniejsze przemielone na pulpę z której zmyślni rzemieślnicy czynili papier.
Tymczasem w domu zaczęło być coraz więcej ludzi i coraz więcej - zgroza - bobasów, a jego mina pełna obrzydzenia nakłaniała stare kobiety, do testowania siły jego charakteru i podsuwania mu tych poruszających się ziemniaków pod nos. Toć to nie różniło się za bardzo od mandragory i zdecydowanie Anthony kijem od szczotki nie chciałby przesuwać żadnego z śmierdzących fekaliami i wymiocinami namiastek ludzi, a co dopiero dotykać.
Dlatego też mierząc piekło zewnątrza z piekłem jakie powoli zaczęło narastać w środku (miotła! Jakież to było nieodpowiedzialne! I to byli Ci słynni dorośli?!), nasunął buty na stopy.
– Ejże! – w końcu okrzyk prosty w konstrukcji, niosący jednak wiele emocjonalnego ładunku wszechogarniającej go irytacji rozniósł się wkoło, gdy Clemens naruszył strukturę misternie układanej fryzury, o którą dbał mocno, bo przecież w każdej chwili mogła się olukrzyć podczas plebejskich rozrywek dekoracyjnych. Ale teraz? Włosy w nieładzie a nawet nie wiadomo, gdzie ten starszy brat jego najserdeczniejszego przyjaciela mógł mieć ręce! Czy on je w ogóle umył po powrocie do domu? Czy on je mył kiedykolwiek?! – Co to za w ogóle niedorzeczne porzekadło o tym marudzeniu, kto w ogóle mówi takie rzeczy! – Zamarudził, próbując ułożyć sobie pociemniałe z braku słońca kosmyki, ale czynił to nieporadnie, bo nie miał lustra, ale za to miał już sporo nerwów i zmęczenia mnogością aktywności, którymi co rusz byli zasypywani. Z pomocą ruszył mu Selwyn i na tyle go to wytrąciło z równowagi że - o błogosławiona ciszo - zamilkł, nie wiedząc za bardzo co podziać z oczami, finalnie odnajdując czubki własnych butów za szalenie interesujące.