09.12.2025, 23:26 ✶
Yule zdecydowanie było w tym roku wyjątkowo zakręconym okresem. Zarówno jeśli chodziło o życie prywatne, jak i o kwestie zawodowe. W zwykłych okolicznościach okres świąteczny uchodził za wyjątkowo nerwowy przez przygotowania do rodzinnej biesiady i branie udziału w patrolach BUMu, ale teraz do całej teraz parady zmartwień doszły jeszcze kwestie ataków Śmierciożerców. Bo te, chociaż zdarzały się już od jakiegoś czasu, to wcale nie zdawały się tracić na sile. Coś o tym wiedział. Bądź co bądź, jeszcze kilka dni temu ostrzegał Norę, aby przykładała większą wagę do zabezpieczeń karczmy Lizzie.
Naprawdę mam nadzieję, że to na razie wystarczy, pomyślał przelotnie Erik, schodząc niespiesznie po schodach na parter Warowni. Kto wie, może pomimo orędzia Czarnego Pana do czarodziejów i czarownic z Wielkiej Brytanii cała sprawa rozejdzie się jakoś po kościach? W końcu to nie był pierwszy czarnoksiężnik, który próbował przejąć przysłowiową ''władzę nad światem''. Albo przynajmniej nad krajem. Nad Wyspami Brytyjskimi. Gdyby tylko wszystkie koła zębate wprawiające w ruch maszynę o nazwie ''Ministerstwo Magii'' zaczęły działać razem, to na pewno by sobie poradziły jakoś z tym kryzysem, czyż nie?
Słysząc głos Brenny, momentalnie skręcił i zamiast w stronę kuchni (w której i tak nie był mile widziany) ruszył w stronę jadalni. Przez chwilę przyglądał się siostrze; wiedział, że będzie musiał z nią prędzej czy później porozmawiać o tym, co powiedziała mu Nora. O jakiejś tajnej grupie. Stowarzyszeniu, z którym powiązany był Patrick Steward z Biura Aurorów, a które miało się ponoć skupiać na nieco mniej oficjalnych działaniach związanych z poczynaniami Śmierciożerców… Tylko jak tu wyczuć dobry moment, skoro od kilku dni kręciło się tu mnóstwo ludzi, a do nowego roku zapewne pojawi się ich jeszcze więcej? Erik pokręcił gwałtownie głową.
— Nonsens — skontrował Erik, zgarniając z komody pucharek ze sporą porcją grzanego wina. Strzelił oczami na wszystkie strony, zawieszając na dłużej wzrok na jemiole zwisającej z sufitu i przemalowanych meblach. Kto wie, może ubrania gości też miały przejść podobną metamorfozę, kiedy zbierze się większość grupy. — Wszystko jest w normie. Dom przystrojony, choinka gotowa, z kuchni dochodzą nas boskie zapachy... A no i w powietrzu unosi się niepowtarzalny zapach twojej satysfakcji wywołanej tym, że odwaliłaś kawał dobrej roboty. Gratuluję.
Uścisnął dłoń siostry wolną ręką, próbując przy tym nie parsknąć śmiechem, ale jego pół-uśmiech zaraz został złamany, gdy szklana bombka nagle rozbiła się o ziemię.
— Mills…? Jesteś pewna, że nie potrzebujesz pomocy? — rzucił w przestrzeń, poruszając lekko pucharkiem, z którego wciąż unosiła się para. Dzięki Merlinowi za zaklęcia podgrzewające. Po chwili Erik zwrócił się do Nory. — Widzisz, mówiłem, że jeszcze się w te święta spotkamy. — Mrugnął do niej porozumiewawczo. — Mabel jest u Lizzie czy kręci się gdzieś tutaj?
Rozejrzał się mimowolnie, jakby oczekiwał, że chrześnica zaraz wyskoczy spod stołu.
Naprawdę mam nadzieję, że to na razie wystarczy, pomyślał przelotnie Erik, schodząc niespiesznie po schodach na parter Warowni. Kto wie, może pomimo orędzia Czarnego Pana do czarodziejów i czarownic z Wielkiej Brytanii cała sprawa rozejdzie się jakoś po kościach? W końcu to nie był pierwszy czarnoksiężnik, który próbował przejąć przysłowiową ''władzę nad światem''. Albo przynajmniej nad krajem. Nad Wyspami Brytyjskimi. Gdyby tylko wszystkie koła zębate wprawiające w ruch maszynę o nazwie ''Ministerstwo Magii'' zaczęły działać razem, to na pewno by sobie poradziły jakoś z tym kryzysem, czyż nie?
Słysząc głos Brenny, momentalnie skręcił i zamiast w stronę kuchni (w której i tak nie był mile widziany) ruszył w stronę jadalni. Przez chwilę przyglądał się siostrze; wiedział, że będzie musiał z nią prędzej czy później porozmawiać o tym, co powiedziała mu Nora. O jakiejś tajnej grupie. Stowarzyszeniu, z którym powiązany był Patrick Steward z Biura Aurorów, a które miało się ponoć skupiać na nieco mniej oficjalnych działaniach związanych z poczynaniami Śmierciożerców… Tylko jak tu wyczuć dobry moment, skoro od kilku dni kręciło się tu mnóstwo ludzi, a do nowego roku zapewne pojawi się ich jeszcze więcej? Erik pokręcił gwałtownie głową.
— Nonsens — skontrował Erik, zgarniając z komody pucharek ze sporą porcją grzanego wina. Strzelił oczami na wszystkie strony, zawieszając na dłużej wzrok na jemiole zwisającej z sufitu i przemalowanych meblach. Kto wie, może ubrania gości też miały przejść podobną metamorfozę, kiedy zbierze się większość grupy. — Wszystko jest w normie. Dom przystrojony, choinka gotowa, z kuchni dochodzą nas boskie zapachy... A no i w powietrzu unosi się niepowtarzalny zapach twojej satysfakcji wywołanej tym, że odwaliłaś kawał dobrej roboty. Gratuluję.
Uścisnął dłoń siostry wolną ręką, próbując przy tym nie parsknąć śmiechem, ale jego pół-uśmiech zaraz został złamany, gdy szklana bombka nagle rozbiła się o ziemię.
— Mills…? Jesteś pewna, że nie potrzebujesz pomocy? — rzucił w przestrzeń, poruszając lekko pucharkiem, z którego wciąż unosiła się para. Dzięki Merlinowi za zaklęcia podgrzewające. Po chwili Erik zwrócił się do Nory. — Widzisz, mówiłem, że jeszcze się w te święta spotkamy. — Mrugnął do niej porozumiewawczo. — Mabel jest u Lizzie czy kręci się gdzieś tutaj?
Rozejrzał się mimowolnie, jakby oczekiwał, że chrześnica zaraz wyskoczy spod stołu.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞