10.12.2025, 00:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.12.2025, 00:18 przez Alexander Mulciber.)
Niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie zarwał nocy, żeby przeczytać wciąż jeszcze pachnącą nowością książkę. Bo niby ten następny rozdział miał być już ostatnim, ale Alexander chciał wiedzieć, co będzie dalej, więc zaczynał czytać następny, i następny, i następny... Aż w końcu zasnął. A czytał przecież o niczym innym, jak o wróżbitach skazanych na karę ukamienowania! Z wypiekami na twarzy pochłaniał podania traktujące o magach akadyjskich w Mezopotamii. Pochodzące z około dwunastego wieku przed naszą erą przetłumaczone listy Aszurbanipala, który odgrażał się, że skaże na śmierć wszystkich swych wróżbitów, jeżeli nie przepowiedzą mu zwycięstwa w boju. Odtworzone przez magihistoryków przekazy beduińskie z terenów Półwyspu Arabskiego wspominały o kapłanach zwanych "kuhhān", "widzących", którzy zabijani byli, jeżeli rzucili na kogoś przekleństwo zwane "złym okiem". Wszyscy wróżbici i astrologowie z terenów Antochii, zostali brutalnie ukamienowani w ramach masowych rozruchów po zakazującym praktyk magicznych edykcie cesarza rzymskiego Teodozjusza. Alexander chłonął straszliwe opowieści o czasach dawno minionych z szeroko otwartymi oczyma, ze zgrozą przewracając kolejne kartki, na których uwieczniono dzieje czarodziejskiej martyrologii. Zanim zasnął, zawędrował w czasie aż do dziesiątego wieku. Może dlatego pobudka zdawała się tak ciężką. Jak gdyby ciężar tych wszystkich wieków zwalił się nagle na głowę młodocianemu prorokowi... Chociaż, gdyby dłużej się nad tym zastanowił, ciężar wieków wydawał się nadspodziewanie lekkim. Gdyby Lorien nie darła jak zarzynana Kasandra, Alexander pomyślałby, że to pies wkradł się do pokoju, i wskoczył na łóżko, żeby uciąć sobie drzemkę ze swym panem.
– Śpię – mruknął Alex, wyciągając po omacku rękę, żeby nakryć się na głowę kocem. Trafił zamiast tego na rękę Lorien, którą potrząsnął lekko, nie otwierając oczu, jak gdyby się z nią witał. Wymruczał wówczas pod nosem coś po cygańsku... Proste "cześć" wydawało się jednak przekraczać możliwości zaspanego chłopaka. Włosy miał pokręcone, w nieładzie. Walnięta byle jak książka leżała obok stosu poduszek, w otoczeniu których sypiał panicz Mulciber. Padające na twarz światło dnia raziło niemiłosiernie jego nadwrażliwe oczy. Cały świat wydawał się zalany bielą... Zaraz, co?
Alexander otworzył nagle oczy, podrywając się gwałtownie do pozycji siedzącej.
– ŚNIEG? – wrzasnął na całe gardło. – ALE PRZECIEŻ WYWRÓŻYŁEM, ŻE DOPIERO JUTRO SPADNIE?!
A zawsze tak wyśmiewał się z tych, którym nie wychodziły wróżby natury meteorologicznej.
– Śpię – mruknął Alex, wyciągając po omacku rękę, żeby nakryć się na głowę kocem. Trafił zamiast tego na rękę Lorien, którą potrząsnął lekko, nie otwierając oczu, jak gdyby się z nią witał. Wymruczał wówczas pod nosem coś po cygańsku... Proste "cześć" wydawało się jednak przekraczać możliwości zaspanego chłopaka. Włosy miał pokręcone, w nieładzie. Walnięta byle jak książka leżała obok stosu poduszek, w otoczeniu których sypiał panicz Mulciber. Padające na twarz światło dnia raziło niemiłosiernie jego nadwrażliwe oczy. Cały świat wydawał się zalany bielą... Zaraz, co?
Alexander otworzył nagle oczy, podrywając się gwałtownie do pozycji siedzącej.
– ŚNIEG? – wrzasnął na całe gardło. – ALE PRZECIEŻ WYWRÓŻYŁEM, ŻE DOPIERO JUTRO SPADNIE?!
A zawsze tak wyśmiewał się z tych, którym nie wychodziły wróżby natury meteorologicznej.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat