– Nie przepadam za… hmm… wysokością – odparła dyplomatycznie, gdy już puściła Chrisa, rumieniąc się tylko nieznacznie. Tak tym, że w ogóle poczuła strach, jak i tym, że obejmowała Rosiera całkowicie bez ostrzeżenia. Przyjęła za to wystawione do niej ramię. Odejście stąd gdzieś w głąb sali to był bardzo dobry pomysł, ludzie wciąż schodzili się, a że dostawali eliksiry przy wejściu, które musieli wypić od razu przy paniach w maskach, naturalnym było, że te wszystkie rzeczy działy się przy wejściu. – Mam nadzieję, że mi już żadne nie wyrośnie – zaśmiała się cicho, bo i owszem, było to zabawne doświadczenie, ale co za dużo, to niezdrowo. – Wolę jednak trzymać się posadzki – nie, unoszenie się w powietrzu to było dla niej za dużo, nawet jeśli był to tylko niegroźny eliksir, a nie miotła, która chciała cię z siebie zrzucić. – Ale tobie bardzo dobrze szło śpiewanie – dodała po chwili i pomyślała sobie, że to akurat całkiem łagodny efekt eliksiru, a jakie były inne Wydawało jej się, że widziała znikających ludzi i chyba mignęło jej, że ktoś bardzo gwałtownie się skurczył, ale była wtedy zbyt skupiona na sobie i swoim szczęściu – obezwładniające, uzależniające uczucie, którego chyba nie chciałaby więcej replikować miksturą, bo czuła się, że to trochę oszustwo. Uśmiechnęła się za to pod nosem słysząc kolejny głos, który śpiewał nie tak daleko.
– Mogę się oczywiście mylić, ale mam takie przeczucie, że te najbardziej spektakularnie efekty zostawili na wejście – ale nie wiedziała. Nie miała czasu pomóc przy tworzeniu miksturek, była więc to dla niej taka sama zagadka jak dla większości bawiących się tutaj dzisiaj ludzi. – Zresztą co złego może się stać? – podpuszczała Christophera tylko, droczyła się, nie zamierzała go namawiać do picia, jeśli sam nie chciał, tym bardziej jeśli miał wątpliwość co do tego, co mogło się stać. Sama uważała to za nieco odważne, to co dali im na wejściu, ale z drugiej strony… jak ktoś się bał, jeśli czyjaś pozycja nie przystoiła odważniejszej zabawie, to raczej stronił od kolorowych buteleczek, tak? Tak sądziła przynajmniej. I może była tu hipokrytką, bo była aurorem, nie wypadałoby tu pewnie zrobić jakiegoś skandalu, natomiast maski na twarzach bardzo wiele rzeczy dzisiaj ułatwiały. I równie wiele pozwalały ukryć. – Ale podobało ci się? – dopytała jeszcze, po czym stanęła w takim miejscu, żeby mieli widok na drinki i kiwnęła głową w ich stronę. – Patrz, ktoś pije – ona też była ciekawa, czy powinni się przed czymś wzbraniać, bo nie lubiła, jeśli coś wpływało na jej świadomość bardziej, niż sobie tego życzyła.