Październik płynął, płynął bardzo szybko. Jeszcze niedawno przygotowywała się do Mabon, a już musiała myśleć o kolejnym, zbliżającym się sabacie. Świat nie miał litości dla rzemieślników, ciągle musieli wpadać na kolejne pomysły, dzięki którym będą mogli zaskoczyć swoich klientów. Stały wachlarz produktów nie wystarczał, jeśli chodziło o święta, bo ludzie lubili być zaskakiwani w takich momentach, do tego wszystkiego dochodziło zaopatrywanie zakonu w eliksiry i kadziła... Norka była zarobiona, ale w sumie bo to pierwszy raz? Jej życie wyglądało w ten sposób od jakichś trzech lat. Nadal nie najgorzej się trzymała.
Bycie samodzielną właścicielką klubokawiarni nie było może szczególnie proste, jednak nie wyobrażała sobie w innym świecie. Nie potrafiła zbyt długo usiedzieć na miejscu, no i brakowałoby jej tych wszystkich ludzi, którzy odwiedzali ją w tym miejscu. Dzięki temu, że jej lokal znajdował się w sercu ulicy Pokątnej dosyć często wpadali do niej bliżsi lub dalsi znajomi, co było naprawdę wspaniałe, bo panna Figg kochała ludzi.
Krążyła, jak zawsze między kuchnią, a salą. Dokładała kolejne wypieki za szklane szyby, żeby goście, którzy tutaj przychodzili nie mogli odwrócić wzroku od jej wypieków, najróżniejsze zapachy mieszały się w powietrzu, ale przebijał się głównie ten sezonowej herbaty, był okropnie intensywny.
Czas mijał, nie miała pojęcia, że było już tak późno. Niedługo przyjdzie pora na robienie drinków i dolewanie ludziom whisky do szklanek.
Nachylała się właśnie z wielką blachą pączków, które po kolei, jeden po jednym miała włożyć za gablotę, kiedy usłyszała, że dzwonek zadźwięczał. Kogoś znowu tu przyniosło. Nie uniosła jeszcze głowy, aby zobaczyć kogo licho przyniosło, ponieważ obawiała się, że mogłaby strącić swoje wypieki.
Zresztą nie spodziewała się nikogo znajomego, na początku tuż po pożarach pojawiali się w cukierni głównie jej najbliżsi, jednak powoli, malutkimi kroczkami wszystko zaczynało wracać do normy, może nie było tutaj tak wielu ludzi jak wcześniej, ale nie mogła narzekać na brak zainteresowania.
W końcu podniosła się, niemalże wyskoczyła zza lady i uśmiechnęła sama do siebie na widok znajomej sylwetki. Nie spodziewała się spotkać go tu szybko, w końcu pisał o tym, że wyjeżdża, naszykowała mu nawet kanapki na drogę, może już załatwił to, co miał do załatwienia, czy coś, chociaż brzmiało to nieco bardziej czasochłonnie, nie jej interes.
Pomachała do niego z entuzjazmem na przywitanie, zmrużyła przy tym oczy, bo zastanawiała się, czy miała już okazję zapytać go o jego ulubiony wypiek, nie, jeszcze nie, będzie musiała to zrobić. Nora uwielbiała znać upodobania smakowe swoich znajomych, dzięki temu mogła im dogadzać.