W Norze być może nie panował tłok, jednak wiele stolików było zajętych. Ludzie gawędzili sobie po cichu, zajadając się przy tym słodkimi wypiekami. Mogli na chwilę oderwać się tutaj od tej szarej, smutnej, jesiennej rzeczywistości. Klubokawiarnia bowiem nadal wydawała się znajdować w środku lata. Miejsce było kolorowe, na stolikach znajdowały się różowe, cięte kwiaty, z gablot wypieki w najróżniejszych barwach zachęcały do tego, aby po nie sięgnąć i zjeść. Bardzo dobrze obrazowały to, co siedziało w właścicielce tego miejsca. Panna Figg starała się, aby ono odzwierciedlało jej całą osobowość.
Skrupulatnie układała ostatnią porcję wypieków, które wyszły tego dnia z pieca, nie miała w planach niczego więcej tworzyć, spodziewała się, że taka ilość, która została po tym intensywnym dniu wystarczy na wieczór. Miała spore grono gości, którzy lubili zagryzać cierpkie wino słodyczami, sama nie należała do osób, które tak robiły, ale nie miała nic przeciwko innym gustom.
Postawiła blachę na blacie, który znajdował się za nią, no i w między czasie dostrzegła tę znajomą sylwetkę. Zareagowała odruchowo, to znaczy nie do końca, bo tylko mu pomachała na przywitanie, normalnie pewnie jeszcze krzyknęłaby coś entuzjastycznie, ale nie chciała przeszkadzać obecnym w lokalu klientom, dlatego powstrzymała się przed tym.
Nie znała Benjy'ego dobrze, ale wzbudził jej sympatię. Mimo tego, że wyglądał jakby mógł bez problemu zabić w jednym momencie kilka osób, to przy bliższym poznaniu okazał się być całkiem sympatyczny i profesjonalny. Jak jej brat był klątwołamaczem, wiedziała, że to był ciężki kawałek chleba.
Zmierzał w jej kierunku, przyglądała się temu jak się poruszał, każdy krok który stawiał wydawał się być pewny.
Uśmiech nie schodził z twarzy Nory, nie było w tym ani odrobiny fałszu, naprawdę cieszyła się z tego, że zobaczyła znajomą twarz. To było zupełnie szczere, wiedziała, że Benjy był znajomym Ambroise'a co świadczyło o tym, że mogła mu ufać, nie musiała się go obawiać, jej przyjaciel nie podsunąłby pod jej nos kogoś, na kim nie można było polegać, zresztą już się o tym przekonała podczas jego kilku wizyt w tym miejscu.
- Cześć. Dobrze Cię widzieć. - Nie wiedziała, czy wypada zapytać o to, czy wszystko się udało podczas jego wyprawy, bo trwała ona dość krótko, chyba nie powinna wścibiać nosa w nieswoje sprawy.
- Taki sobie, jeszcze nie wszystko wróciło do normy, ale nie mogę narzekać. - Norka nie należała do osób, które się żaliły, na swój los, czy nadmiar pracy. Nie miała w zwyczaju tego robić, uwielbiała to, czym się zajmowała, chociaż ostatnio brakowało jej czasu na sen przez nadmiar obowiązków, jakoś to przetrwa, później na pewno będzie lepiej.
- Widzę, że wróciłeś ze swojej wyprawy, wszystko poszło w porządku? - Jednak postanowiła o to zapytać, chociaż odpowiedź nasuwała się sama, bo przecież tutaj stał, cały i żywy, co na pewno było sukcesem.
- Nie miałam okazji Cię o to spytać... - Zaczęła bardzo poważnie, skłoniła się nawet o krótką pauzę. - Jakie słodycze lubisz najbardziej? - Wpatrywała się w niego uważnie, czekając na odpowiedź, to było bardzo, ale to bardzo istotne pytanie, które mogło jej dać odpowiedź na wiele pytań, między innymi to, jakim był człowiekiem, bo wybór ulubionej słodkości mówił wiele o osobie.