Usłyszała historię o łyżce, o wyjątkowo podłej łyżce, miedzianej łyżce, wyczyszczonej na gładko, błyszczącej niczym lustro, która okazała się być bardzo trudnym przeciwnikiem... jak niby miała być poważna, kiedy opowiadał jej takie historie? No jak? Nie dało się, Benjy był niemożliwy, tylko jemu mogło przytrafić się coś podobnego. Zbyt szybko rzucone zaklęcie, kąt odbicia nieodpowiedni... zakończyło się to petryfikacją, niesamowite, naprawdę niesamowite. Starała się nie parsknąć śmiechem, mówił o tym tak, jakby to było naprawdę bardzo trudne starcie, z potężnym przeciwnikiem, okazywało się, że nie można lekceważyć łyżki. Musiała to zapamiętać, mogło się jej przydać w przyszłości.
Zrozumieli, że nie potrzebują dzisiaj żadnej iluzji, czy zauroczenia, wystarczyć musiało to, jak prezentowali się bez magii, a cóż, co do tego miała drobne wątpliwości zważając na miejsce, do którego mieli wejść, ale skoro świat tak chciał, to na pewno wszystko miało się udać bez żadnych komplikacji, bo był to ich dzień, a właściwie to noc.
Nie miała wątpliwości co do tego, że uda im się spełnić swoje założenia. Byli uparci, i ona i on, i jeśli czegoś chcieli to nic nie mogło stanąć im na drodze, a dzisiaj chcieli spędzić noc dokładnie w tym miejscu.
Znowu znaleźli się przed drzwiami, wyłonili się z przesmyku zupełnie niezauważenie i ponownie znaleźli się przed tym ogromnym budynkiem. Nie zamierzała dłużej zwlekać, czy podejmować kolejnych prób, szkoda było czasu na takie rzeczy. Zwłaszcza, że już od jakiegoś czasu ledwie się trzymali, gdy zbyt długo spoglądała mu w oczy miękły jej nogi i bardzo chciała zatracić się w smaku jego ust, ale to nie było wskazane, bo gdyby tak się stało to pewnie nigdy nie trafiliby do środka. Resztką samozaparcia powstrzymywała się przed tym, aby się do niego za bardzo zbliżyć. Nie puszczała przy tym dłoni Benjy'ego, nadal mieli splecione palce, bardzo naturalnie przywykła do ciepła jego skóry pod swoją.
Odetchnęła głęboko, nim weszli do środka. Zrobili to zaraz po tym. Prue rozejrzała się po wnętrzu, które było jeszcze bardziej przytłaczające niż sam budynek, nie mogła jednak dać po sobie, że nie przywykła do takich miejsc, musiała udawać, że doskonale się tutaj odnajduje, to była jedyna metoda.
Portier spojrzał na nich spode łba, jakby nie do końca był przekonany zasadnością ich wizyty w tym miejscu, nie odezwał się jednak ani słowem, bo zauważył, że podeszli do recepcji, nie chcieli zacząć tu żadnej burdy, chociaż wydawało mu się, że właśnie z takiego powodu się tutaj znaleźli.
Pierwszy krok za nimi, nie zostali wyrzuceni tuż po przekroczeniu progu, teraz czas na kolejny, każdy ten mały kroczek prowadził ich do przypieczętowania swojego związku małżeńskiego, więc warto było skupić się na ich realizacji.
Znaleźli się przy wielkiej ladzie, Prudence przystanęła przed nią spoglądała na młodą blondyneczkę, która nie była szczególnie zadowolona z tego, że musiała spędzić tę noc w pracy, a przynajmniej o tym świadczyła jej mina, może była po prostu zmęczona, chyba nie, bo wtedy, aż tak by się nie krzywiła. Podeszła w końcu do nich, zmierzyła ich wzrokiem, niezbyt przyjemnym, oceniającym, ale nie skomentowała w żaden sposób tego jak wyglądali.
- W czym można... państwu pomóc? - Zapytała niby grzecznie, ale Prue nie mogła się pozbyć wrażenia, że to jedno słowo ledwie przeszło jej przez gardło, okropnie się skrzywiła przy tym, kiedy je wypowiadała. Nie było jednak tak źle, nie pokazała im, gdzie jest wyjście, więc naprawdę kolejny mały krok został osiągnięty, jeszcze jakiś jeden, a klucze znajdą się w ich rękach i wtedy trafią do pokoju, w którym chcieli się znaleźć od kliku godzin.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control