11.12.2025, 10:19 ✶
– Mam tylko nadzieję, że dla wszystkich wystarczy jedzenia – powiedziała Brenna Norze, co było chyba wczesnym objawem pojawienia się paranoi, bo każdy o zdrowych zmysłach wiedział, że mieli tutaj dość jedzenia, aby wykarmić w razie potrzeby ze trzy tuziny osób, a i tak jeszcze zostanie.
Uśmiechnęła się do brata, gdy ten pojawił się u jej boku i odruchowo ścisnęła jego dłoń. Po salonie rozejrzała się rzeczywiście z pewną satysfakcją, ALE mieli jeszcze trochę czasu i jej umysł zaczął od razu podsuwać rzeczy, które można by w tym czasie zrobić.
– Tak, ale tak sobie pomyślałam, że może jeszcze zdążę przystroić ten świerk w pobliżu wejścia? Wiesz, na zewnątrz. I zastanawiam się czy nie powiesiłam za mało światełek na balkonach, a poza tym trzeba pomóc Norze w kuchni… – zaczęła odpowiadać Erikowi, ale trzask sprawił, że przerwała i spojrzała ku Mllie.
Coś w środku szarpało ją, aby rzucić się Moody na pomoc, ale zdołała się opanować. Po pierwsze, bo Dora i Erik już się zaoferowali, po drugie, bo nie była pewna, czy to Miles tylko nie zawstydzi. To znaczy… mogło się wydawać, że Millie nie zna czegoś takiego jak wstyd, ale jakby wszyscy zaczęli wokół niej skakać, bo potłukła bombkę, jeszcze poczułaby się niezręcznie. A Brenna bardzo nie chciałaby, aby ktokolwiek w Warowni poczuł się tego wieczora niezręcznie.
Brenna przypatrywała się jej przez chwilę, odzianej w sweter Erika – własny miała znaleźć pod choinką, pośród piętrzących się tam paczek – i uśmiechnęła się lekko. Obserwowała wprawdzie, czy Moody się nie pokaleczy, ale nie pobiegła póki co przynajmniej oferować pomoc i wsparcie.
– Myślę, że tutaj jest już idealnie, Miles, ale właśnie się zastanawiam, czy powinnam iść pomóc przygotować w kuchni więcej grzańca czy może dowiesić więcej lampek na balkonie na piętrze… Chcesz z czymś pomóc? Dora, jak sądzisz, czy wystarczy nam ciastek czekoladowych, czy powinniśmy wrzucić na blachę jeszcze jedną porcję?
Uśmiechnęła się do brata, gdy ten pojawił się u jej boku i odruchowo ścisnęła jego dłoń. Po salonie rozejrzała się rzeczywiście z pewną satysfakcją, ALE mieli jeszcze trochę czasu i jej umysł zaczął od razu podsuwać rzeczy, które można by w tym czasie zrobić.
– Tak, ale tak sobie pomyślałam, że może jeszcze zdążę przystroić ten świerk w pobliżu wejścia? Wiesz, na zewnątrz. I zastanawiam się czy nie powiesiłam za mało światełek na balkonach, a poza tym trzeba pomóc Norze w kuchni… – zaczęła odpowiadać Erikowi, ale trzask sprawił, że przerwała i spojrzała ku Mllie.
Coś w środku szarpało ją, aby rzucić się Moody na pomoc, ale zdołała się opanować. Po pierwsze, bo Dora i Erik już się zaoferowali, po drugie, bo nie była pewna, czy to Miles tylko nie zawstydzi. To znaczy… mogło się wydawać, że Millie nie zna czegoś takiego jak wstyd, ale jakby wszyscy zaczęli wokół niej skakać, bo potłukła bombkę, jeszcze poczułaby się niezręcznie. A Brenna bardzo nie chciałaby, aby ktokolwiek w Warowni poczuł się tego wieczora niezręcznie.
Brenna przypatrywała się jej przez chwilę, odzianej w sweter Erika – własny miała znaleźć pod choinką, pośród piętrzących się tam paczek – i uśmiechnęła się lekko. Obserwowała wprawdzie, czy Moody się nie pokaleczy, ale nie pobiegła póki co przynajmniej oferować pomoc i wsparcie.
– Myślę, że tutaj jest już idealnie, Miles, ale właśnie się zastanawiam, czy powinnam iść pomóc przygotować w kuchni więcej grzańca czy może dowiesić więcej lampek na balkonie na piętrze… Chcesz z czymś pomóc? Dora, jak sądzisz, czy wystarczy nam ciastek czekoladowych, czy powinniśmy wrzucić na blachę jeszcze jedną porcję?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.