Uśmiechnęła się promiennie, kanapki... fakt, zrobiła mu parę na drogę. Tak już miała, że jakoś odruchowo przychodziło jej troszczenie się o wszystkich, dosłownie wszystkich, wystarczyło, aby ktoś pojawił się raz, czy dwa w cukierni, by zamieniła z nim parę zdań, a już uznawała, że ma prawo do dokarmiania go. Gdy więc tylko dowiedziała się o tym, że Benjy wyrusza w drogę to postanowiła go zaopatrzyć w kanapki, zmartwiona, że być może będzie głodny. Odruch, był to zwyczajny, ludzki odruch.
- To drobiazg. - Naprawdę to nie było nic wielkiego. Zrobienie kilku kanapek więcej dziennie, do tego tylko jeden raz, zupełnie tego nie odczuła, a on przynajmniej miał pełny brzuch.
Oczy jej błysnęły, gdy wspomniał o tym, że radzi sobie lepiej od większości Londynu. Starała się, naprawdę się starała, aby jej dobytek jakoś wyglądał, poświęcała na to bardzo dużo czasu, całkiem miło było usłyszeć od kogoś taki komplement, bo skoro on to widział, to pewnie inni też.
- Robiłam co w mojej mocy, aby wszystko jak najszybciej działało jak powinno. Cieszę się, że to widać. - Bardzo długo dążyła do zdobycia tego miejsca, kosztowało ją to sporo pracy i poświęceń, więc nie mogła się poddawać tylko przez to, że stolica spłonęła, wręcz przeciwnie, szybko zakasała rękawy do działania.
- To najważniejsze, że wszystko się udało. - Norka była w tym całkiem szczera, miała sobie taką życzliwość, którą raczej rzadko się spotykało.
- To dobrze, czy źle? - Zapytała, bo nie mogła mieć pewności, czy był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Miała świadomość, że to nie było miejsce na ziemi dla wszystkich.
- Och. - Wyrwało jej się, nie musiał już teraz odpowiadać na to jej krótkie pytanie, czy to dobrze, czy źle. Obrączka na palcu, która mieniła się w świetle lampy była na to odpowiedzią. Po pożarach chyba wszyscy zaczęli brać śluby, niesamowite, nie dziwiło jej to wcale, bo takie tragedie pokazywały jakie życie może być kruche. Uśmiechnęła się od ucha do ucha, zabawne było to, że ona przy okazji pożaru zerwała swoje zaręczyny, a inni zaczynali zupełnie nową drogę życia.
- No tak, w takim wypadku nie ma co do tego wątpliwości, że prywatne sprawy wygrywają. - Wcale jej to nie dziwiło, skoro był świeżym mężem to na pewno wolał być tutaj na miejscu, miał ku temu powód.
- W przyszłym tygodniu? - Uniosła pytająco brew, będzie musiała to zapamiętać i przygotować mu kolejną porcję kanapek na drogę.
- Nie ma szans, że będę się śmiać, to bardzo poważna sprawa, możesz być ze mną szczery, nie oceniam wyborów słodyczowych, jakie by one nie były. - Czekała na odpowiedź, naprawdę było to dla niej ważne, miała świadomość, że ludzie mieli różne gusta, a jej mogły one o nich wiele powiedzieć.
- Nie musisz niczego udawać, a wybór, w sumie niby prosty, ale jednak ma w sobie coś ekscentrycznego, jak na Londyn, będę musiała dorzucić je do mojego menu. Ten cukier puder robi robotę, to prawda, czasem wystarczy kilka składników, aby wszystko spinało się idealnie. Niby klasyk, ale jednak trochę nie do końca. - Zastanawiało ją skąd się wziął ten wybór, pewnie kojarzył mu się z jakimś miejscem, czy czasem, zazwyczaj ludzie właśnie na tej podstawie wybierali swoje ulubione słodkości, wcale nie musiały im najbardziej smakować.