11.12.2025, 21:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.12.2025, 21:53 przez Anthony Shafiq.)
Zachowanie Charlie i Jonathana było dziwne, ale nie aż tak dziwne, żeby reagować w sposób niekontrolowany.
Kontrola. Tak. To było to czego potrzebował. Przeczesanie włosów długimi palcami, srebrzyste oczy utkwione w jednym punkcie, a których nie sięgał przyklejony do twarzy uśmiech.
Łuna, czy po Spalonej Nocy nie mieli dosyć łun?
Śmierciożercy.
Czy nie powinien zakładać, że każdy czystokrwisty gość tego przyjęcia był podejrzany? Czemu akurat miałby chować się w lesie?
– Ach Anthony, jakże miło mi Ciebie widzieć! – tym razem sieć zmarszczek pojawiła się wokół oczu, gdy zatrzymał się przed parą, reagując oczywiście na zawołanie młodzieńca. Ich spotkania w ostatnim czasie były rzadsze niż kiedyś, ale lubił przebywać w otoczeniu komornika, którego ambicja przydawała mu należytego rozpędu. Nie powinno się lekceważyć młodego pokolenia urzędników. Zdecydowanie nie. – Jestem... – zawahał się przez moment, w rozkojarzeniu potrzebując tego oddechu, by pozbierać myśli i przejrzeć koligacje w ciasnym wieńcu genealogicznym magicznej społeczności. – Znam Twoją kuzynkę – ciekawe, nie był tego świadom, ale postanowił w wolnym czasie przyjrzeć się temu spowinowaceniu – Ale bliżej mi do pana młodego, przez wzgląd na moją siostrę, której zdarzyło się poślubić jednego ze znamienitych przedstawicieli rodu Greengrassów – Wcześniej zwykł mawiać, że poślubiła drewno, ale nie wypadało takich słów głosić tutaj, w tych okolicznościach. I całkiem słusznie, zważywszy na nazwisko narzeczonej Borgina. Uniósł brwi zaskoczony, ujął dłoń kobiety i ukłonił się przed nią nisko, zahaczając wargami o wierzch dłoni. – Cała przyjemność po mojej stronie, zaiste jest pani olśniewająca. Ale narzeczeństwo? Koniecznie muszę poznać tę historię, mam wrażenie że umknęło mi przyjęcie na tę okazję? – Przyjęcie zaręczynowe, próbne kolacje, w końcu właściwa ceremonia. Krąg życia, niekończąca się praca bogaczy. – Zaraz... Roselyn... czyżby siostra pana młodego? Och... – zmartwił się momentalnie – Wyrazy współczucia, wobec tego co przydarzyło się Dolinie. Mam nadzieję, że pani bliscy przetrwali pożogę? – zapytał z niekłamaną troską, zaopatrując ich w wysokie kieliszki wypełnione bomblującym winem. Ostatecznie... to w winie leżała prawda, czyż nie?
Kontrola. Tak. To było to czego potrzebował. Przeczesanie włosów długimi palcami, srebrzyste oczy utkwione w jednym punkcie, a których nie sięgał przyklejony do twarzy uśmiech.
Łuna, czy po Spalonej Nocy nie mieli dosyć łun?
Śmierciożercy.
Czy nie powinien zakładać, że każdy czystokrwisty gość tego przyjęcia był podejrzany? Czemu akurat miałby chować się w lesie?
– Ach Anthony, jakże miło mi Ciebie widzieć! – tym razem sieć zmarszczek pojawiła się wokół oczu, gdy zatrzymał się przed parą, reagując oczywiście na zawołanie młodzieńca. Ich spotkania w ostatnim czasie były rzadsze niż kiedyś, ale lubił przebywać w otoczeniu komornika, którego ambicja przydawała mu należytego rozpędu. Nie powinno się lekceważyć młodego pokolenia urzędników. Zdecydowanie nie. – Jestem... – zawahał się przez moment, w rozkojarzeniu potrzebując tego oddechu, by pozbierać myśli i przejrzeć koligacje w ciasnym wieńcu genealogicznym magicznej społeczności. – Znam Twoją kuzynkę – ciekawe, nie był tego świadom, ale postanowił w wolnym czasie przyjrzeć się temu spowinowaceniu – Ale bliżej mi do pana młodego, przez wzgląd na moją siostrę, której zdarzyło się poślubić jednego ze znamienitych przedstawicieli rodu Greengrassów – Wcześniej zwykł mawiać, że poślubiła drewno, ale nie wypadało takich słów głosić tutaj, w tych okolicznościach. I całkiem słusznie, zważywszy na nazwisko narzeczonej Borgina. Uniósł brwi zaskoczony, ujął dłoń kobiety i ukłonił się przed nią nisko, zahaczając wargami o wierzch dłoni. – Cała przyjemność po mojej stronie, zaiste jest pani olśniewająca. Ale narzeczeństwo? Koniecznie muszę poznać tę historię, mam wrażenie że umknęło mi przyjęcie na tę okazję? – Przyjęcie zaręczynowe, próbne kolacje, w końcu właściwa ceremonia. Krąg życia, niekończąca się praca bogaczy. – Zaraz... Roselyn... czyżby siostra pana młodego? Och... – zmartwił się momentalnie – Wyrazy współczucia, wobec tego co przydarzyło się Dolinie. Mam nadzieję, że pani bliscy przetrwali pożogę? – zapytał z niekłamaną troską, zaopatrując ich w wysokie kieliszki wypełnione bomblującym winem. Ostatecznie... to w winie leżała prawda, czyż nie?