W czasach jak te nie można było ufać nikomu obcemu. Takim podejściem kierowała się panna Wood, tym bardziej, że widziała na własne oczy do czego potrafią doprowadzić Śmierciożercy. Nie miała problemu z tym, aby mierzyć z różdżki do czarodzieja, który znalazł się przed nią, w końcu lepsze to niż samemu zostać znienacka zaatakowanym. Przezorny zawsze ubezpieczony.
- Z ministerstwa?- Wpatrywała się w mężczyznę, jednak jakoś ciężko jej było w to uwierzyć. Nie wyglądał, jak ktoś z ministerstwa, ludzie pracujący tam to były jakieś szychy, a przynajmniej tak się jej wydawało, a ten przed nią nie prezentował się wcale jak jej wyobrażenie o pracownikach tego przybytku. Nie opuściła jeszcze różdżki, bezpieczniej czuła się, kiedy była ona wycelowana w obcego mężczyznę.
- Nie utrudniam żadnych czynności, zareagowałam na dźwięk rozbijającego się szkła. - Heath nie była osobą, którą łatwo było manipulować. Nie pozwoli, aby Peregrin oskarżał ją o coś, czego nie robiła. Nie będzie jej tu wmawiał niczego. Pomimo swojego dosyć młodego wieku, była bardzo świadomą osobą. Nie raz przez pyskówki wpakowała się w kłopoty, chociaż serce miała dobre, gotowe zawsze pomóc potrzebującym. Jak teraz.
- Nie boję się kłopotów. Zauważ, że to Ty stałeś tutaj przed tym budynkiem, kiedy rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, to chyba ja powinnam się bardziej obawiać. - W końcu znalazła się tu po mężczyźnie, skąd mogła wiedzieć, jakie ma zamiary i czy nie jest jednym z oprawców? Nikomu nie można ufać w tak niepewnych czasach.
- Nie zamierzam jednak stać bezczynnie, bo w środku może być ktoś kto potrzebuje pomocy, a my sobie urządzamy tutaj spotkanie zapoznawcze. Rób co chcesz, ja idę do środka.- Różdżkę nadal trzymała mocno w ręku, gotowa w każdej chwili zacząć rzucać zaklęcia na ewentualnych sprawców tego zamieszania. Nie czekając na mężczyznę nacisnęła na klamkę i weszła do środka. Zrobiła krok i rozejrzała się uważnie, nie chciała też żeby ktoś ich usłyszał. Wolałaby zobaczyć ich jako pierwsza i zaskoczyć.