Uśmiechnęła się z pewną wdzięcznością na jego propozycję, choć po prawdzie to nie rozważała jej na poważnie.
– Porozmawiam z nimi, zobaczę co wymyślą. Na całe szczęście to wpływa tylko na nas, zwierzęta normalnie śpią… – ale z pewnością wyczuwały zmęczenie opiekunów. Może mogliby się zatrzymać w Hogsmeade, w domu Minervy, siostryu jej dziadka – wyobrażała sobie, że tak byłoby wygodniej. Ale i tak musieliby wracać tutaj, pod Londyn, bo były tu zwierzaki, którymi się zajmowali. – Ale jak masz problem z psem, to mogę zapytać, jeśli byś chciał. W sensie… No moi dziadkowie prowadzą ośrodek dla zwierzaków, zajmują się nimi. Dziadek jest magizoologiem – nie była pewna ile Cathal wiedział o jej rodzinie, więc wolała wyjaśnić swój tok myślenia. – Jeśli nie masz z kim zostawić psa, to nie sądzę, że jeden zwierzak więcej zrobiłby im różnicę. Kochają zwierzaki. Dlatego tak często do nich wracam, bo im przy nich pomagam – nie była w żadnej mierze specjalistą, ale trochę się pod czujnym okiem dziadków nauczyła. To wszystko zresztą nie powinno dziwić, McGonagall uczynili z transmutacji sztukę, a ich ciała potrafiły znieść dwie różne zwierzęce formy – coś nie do pomyślenia dla innego czarodzieja. Musieli mieć więc ze zwierzętami jakąś głębszą więź, a Guinevere, nim opanowała daną formę animaga, bardzo długo studiowała wybrany przez siebie gatunek, by móc wiernie odwzorować każdy jeden szczegół przemiany. Opłaciło się. – Dziękuję jednak za propozycję – bo to było dużo – proponować coś takiego w zasadzie dla obcych mu ludzi. I naprawdę była mu wdzięczna, nawet jeśli bardzo wątpiła, że dziadkowie by na to przystali.
W żadnej mierze nie uważała, by dar, jaki złożył Cathal, był zły czy gorszy od jej obrazu. Ludzie składali to, co mieli, a ona nawet nie zamierzała tego porównywać: była to zupełnie inna kategoria. Prześlizgnęła się jeszcze wzrokiem szybko po innych rzeczach, jakie ludzie złożyli i miała wrażenie, że są tutaj głównie wianki, ale po prawdzie… to wielu ludziom niewiele więcej zostało.
– Zawsze mogę namalować nowy – jej wcale nie było żal, ale gdy położyła go na ołtarzu, to miała takie dziwne wrażenie, jakby ziemia lekko zadrżała, na szczęście nie straciła równowagi, za to kiwnęła głową. – Ach, chyba za mocno przywykłeś do temperatur Egiptu – zażartowała, ale posłusznie złapała go za rękę, pozwalając, by ich teleportował tam, gdzie właśnie mu się zachciało.