Hogwart kojarzył się w dużej mierze pannie Wood z beztroską. Jej życie wtedy było dużo prostsze, nie musiała niczym się przejmować. Zyskała dzięki latom nauki wielu przyjaciół z którymi utrzymywała kontakt do dzisiaj. William był jej bardzo bliski, kiedy jeszcze się uczyli. Spędzała z nim dużo czasu, był pierwszą osobą w której się zakochała, nie znała wcześniej tego uczucia. Uczyła się więc przy nim tego, jak to jest być z drugą osobą. Wspominała ten czas zawsze z sentymentem, choć może zakończenie tej relacji nie należało do najprzyjemniejszych.
Zdawała sobie sprawę, że go zraniła. Miał jakieś plany, zresztą związane również z jej osobą, a ona to odrzuciła. Nie była jednak gotowa na takie poważane deklaracje. Miała ledwie osiemnaście lat, była zbyt młoda, żeby pozwolić sobie na takie zobowiązania, szczególnie, że nawet nie rozpoczęła jeszcze swojego dorosłego życia.
Było jej przykro, że nie przegadali tego od razu. Najwyraźniej zraniła go wtedy na tyle, że nie był w stanie więcej spędzać z nią czasu. Było to zrozumiałe, chociaż nie podobało jej się to, że nie chciał wysłuchać tego, co miała mu do powiedzenia. Przez to wszystko rozstali się w dosyć nieprzyjemnej atmosferze, nie odpowiadało jej to, szczególnie, że naprawdę wiele dla niej znaczył, a przez ten incydent związany z tymi nieszczęsnymi oświadczynami zupełnie stracili kontakt. Bolało, kiedy przechodziła korytarzem, a on nie chciał nawet spojrzeć w jej kierunku. Nie miała jednak innego wyjścia, jak pogodzić się z tą decyzją. Może dzięki temu łatwiej mu było przetrawić to odrzucenie.
Wiedziała, że kiedyś się spotkają. Świat nie był taki mały, aby uniemożliwić im tej możliwości. Sądziła jednak, że czas będzie w tym przypadku sprzymierzeńcem, najwyraźniej myliła się. Wyglądało na to, że Billy nadal żywi do niej urazę. Faktycznie musiał się wtedy bardzo mocno załamać, skoro nadal traktował ją w ten sposób.
- Byłam dobra, ale nie mogłam im wybaczyć, że posadzili mnie na ławce. Zrezygnowałam z grania. - Była to dosyć spontaniczna decyzja, której czasami żałowała, musiała się z nią jednak pogodzić. Duma nie pozwalała jej się przyznać do błędu, przynajmniej jak na razie. Praca w brygadzie póki co nie była najgorsza, zamierzała się więc jej trzymać. Mogła się wiele nauczyć, więc się jej trzymała.
- Co za łaska ze strony jaśnie pana. - Odparła na wspomnienie o tym, że nie wyzywa jej za to, jaką pracę sobie wybrała. Nie widziała w tym nic złego, że zaczęła pracowac w departamencie, który zajmował się porządkiem. Miała świadomość, że zdarzały się osoby, którym nie pasowało to, czym brygadziści się zajmowali, jednak były to w większości osoby o wątpliwej reputacji, a ona miała je łapać i wsadzać za kratki.
Zamierzała mu wyjaśnić, jak ona widzi tę sprawę, przez którą przestali się do siebie odzywać. Miała nadzieję, że może pójdzie po rozum do głowy i zobaczy to wszystko z jej perspektywy. Czasami trudno było dostrzec to, jak widzą świat inni, zamierzała mu pokazać drugą stronę. Liczyła na to, że może po czasie zrozumie, że to wcale nie była taka zła decyzja. - No, trochę słabo. Ja nadal nie dorosłam do takich deklaracji, zresztą myślę, że minie dużo czasu zanim się ustatkuję, mam przed sobą całe życie. - Nie zamierzała szybko zmieniać swojego stanu cywilnego. Nie była pewna swych uczuć, nie chciała też podejmować pochopnych decyzji.
Nie umknęło jej to, że zamówił dwie butelki alkoholu. Skoro już los skrzyżował dzisiaj ich drogi to stwierdziła, że to wykorzysta, może akurat uda im się załagodzić konflikt. Przesunęła się więc w stronę Billy'ego ze swoją szklanką, gotowa zostać jego dzisiejszym towarzyszem do picia.