• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Whitecroft Street [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void

[Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#5
12.12.2025, 16:52  ✶  
Z reguły Frida nie lubiła, kiedy rano musiała iść do kowenu. Ale nikt małych ghoulek nie pytał czy nie wolą zostać pod kołderką, pijąc kakao i czytając nową książeczkę z bajkami. Nie. Po prostu tata mówił “Frida wstawaj, bo się spóźnimy” i raz dwa musiała być poza łóżkiem, bo przecież trzeba było założyć czyściutką bluzeczkę i rajstopki i jeszcze sukienkę. I nie wolno było iść w tej czarnej w kosteczki, co tak fajnie hałasowały. Nie. Mama kazała zawsze zakładać białą. A potem czesała jej włosy. Dzisiaj Frida wynegocjowała spineczki biedronki. Co prawda musiała troszkę popłakać, ale się udało.

W zamian obiecała, że będzie grzeczna przez całe nabożeństwo i o dziwo, nawet była. Spakowała do koszyczka ulubioną lalkę i kwiatki jakie miała później położyć przy ołtarzu Pani Bogini. Więc siedziała grzecznie z poczuciem bardzo ważnej misji. A potem pan kapłan powiedział, że już czas i razem z taką Emilką co też mieszkała niedaleko poszły dać kwiatki. Było bardzo pięknie.
W nagrodę po mszy starsza pani dała jej karmelka, ale tata powiedział, że nie może zjeść karmelka przed obiadem. To było bardzo niesprawiedliwe, bo to był bardzo mały karmelek. A do obiadu było jeszcze bardzo daleko, bo mama sama mówiła, że potem pójdą jeszcze do pani Madeleine i pana Manouela. A tata i mama zawsze spędzali tam tyle czasu, rozmawiając o super dorosłych, nudnych sprawach. Całą wieczność! Aż za oknem robiło się ciemno i dopiero wtedy mama mówiła “no dobrze już będziemy się zbierać”, a potem jeszcze rozmawiała z panią Madeleine przez długi czas w drzwiach, kiedy Frida już była całkiem ubrana w płaszczyku i rękawiczkach i już mogła wracać do domu! Ale nie. Mama jeszcze rozmawiała i rozmawiała, trzymając ją mocno za rączkę, aż Fridzie więdły nóżki. Nie do końca wiedziała co to znaczy, a jak potem patrzyła to wcale nie były uwiędłe, ale coś w tym musiało być. Bo jak tylko zaczynała się bujać w przód i w tył to mama trzymała ją jeszcze mocniej.

Stąd Frida miała plan. Wymyśliła go całkiem sama. Jeśli teraz pobiegnie do mamy szybciej niż tata, to mama może pozwoli zjeść karmelka tu i teraz. Może nawet weźmie od niej papierek i tata nic się nie dowie.
Ghoulka spojrzała na Baldwina, który trzymał ją na rękach. Wyglądał na zajętego, chociaż tylko rozmawiał z panem Manoluelelem o jakimś obrazie. Mieli ich dużo! Mógł sobie wziąć któryś z tych, które mieli na strychu. Na przykład ten z nie-mamą Scarlett. Był bardzo ładny, a Frida pomagała i nawet namalowała wszystkie kwiatki!
Zmarszczyła brewki, ciągnąc tatę za rękaw. Bez żadnego skutku. Westchnęła bezgłośnie. Ciężki był żywot małej męczennicy. Ale skoro tata nie patrzył, to może by się udało… Rozwinęła ostrożnie papierek i…
- Frida powiedziałem coś. Zabiorę ci zaraz tego cukierka.- Powiedział Baldwin nawet na nią nie patrząc. Skąd tata wiedział! Wydęła gniewnie usteczka, zawijając szybko karmelka z powrotem. Nie ma takiego zabierania! Pani dała jej, nie tacie!
Uniosła obie łapki łapiąc tatę za policzki i odciągając jego uwagę na moment od pana Manela. Śmieszne miał policzki, nie takie jak mama. Chyba zaczynała mu rosnąć broda jak u świętego Mikołaja. Ale tata nie był Mikołajem. Chyba. Frida nie była pewna.
Zamrugała. Okej. Tata nie wyglądał jakby miał się dać przekonać, więc trzeba było wdrożyć plan “dotrzeć do mamy szybciej”. Machnęła parę razy nogami, dając znać, że już ją noszenie zmęczyło. Zamachała paluszkami, tak jak jej ostatnio pokazała nie-mama Scarlett.
Mama.
Chciała do mamy. Sama. Dla pewności pokazała jeszcze w stronę mamy, która z kimś rozmawiała. Nie stała daleko!

- No dobrze, możesz iść.
Ucałowała tatę całkiem szczęśliwa, że nie musi słuchać nudnych rozmów dorosłych, a zestawiona na ziemię… najpierw schowała karmelka do kieszeni. Chociaż nie powinna tak robić, bo ostatnio jak schowała gumę truskawkową to mama jej nie znalazła przed rzuceniem zaklęcia piorącego i ojoj. Wszystko potem było w gumie! Więc go wyjęła. Schowała go do koszyczka, w którym spała Maria Antonina i głowa Marii Antoniny. No i jeszcze zapomniany kwiatek.Pomachała jeszcze panu Manonelulowi na pożegnanie i podskakując radośnie, w końcu dopadła do mamy.

Hop. Hop, Hop.
Dźwięk odbijał się po wypolerowanej posadzce
Była w swoich biedronkowych kaloszkach - jakim cudem? No proste. Po prostu mama bardzo się śpieszyła dzisiaj i zostawiła ją z tatą. No i Frida chciała tacie pokazać jak ładnie umie wiązać te białe buciki, ale jej nie wychodziło. W końcu tata powiedział, że nie ma czasu i ma wziąć inne buty. No to wzięła kaloszki. Te najfajniejsze czerwone w czarne kropki, w których można było skakać po kałużach. A kałuż było strasznie dużo! Co prawda woda w nich nie była za czysta, bo pełna dziwnego prochu, ale kałuża to kałuża.

W końcu jednak doskoczyła do Lorraine. Wtuliła się w jej spódnicę i już miała pokazać karmelka, kiedy dotarło do niej, że mama nie jest sama. Dorośli których nie znała byli straszni. Co prawda okazało się, że nie wszyscy zjadają małe ghoulki (nawet jeśli nie-mama Maeve czasem tak żartowała, że haps! i nie będzie Fridy! ale Frida wiedziała, że wcale nie jadła ghoulek! więc tylko się śmiała), no ale co jeśli któryś jednak zjada? Już i tak mama się gniewała jak Frida gubiła czasem paluszki i trzeba było ich szukać i przyszywać, a co jakby ktoś je zjadł! To dopiero mama byłaby zła, ojoj.
Więc wtuliła się w maminą szatę, zaciskając na jej jedną rączkę, a drugą na koszyczku. Marii Antoniny też nie dałaby zjeść! Z głową czy też nie.
I tak tylko łypała zielonym oczyskiem na nieznajomego pana. Nie kojarzyła go. Nie przychodził w odwiedziny jak wujek Stanley czy nawet pan Pereregrinus. Skąd mama miała takich znajomych, co nigdy nie przychodzili ich odwiedzać?
No ale nie wyglądał na groźnego, więc nieśmiało mu pomachała. Tylko po to żeby się zaraz zawstydzić straszliwie i wtulić buzię w mamy nogę,
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (3186), Bard Beedle (1793), Lorraine Malfoy (4098)




Wiadomości w tym wątku
[Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Anthony Shafiq - 15.10.2025, 13:55
RE: [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Lorraine Malfoy - 17.11.2025, 08:50
RE: [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Anthony Shafiq - 02.12.2025, 23:33
RE: [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Lorraine Malfoy - 12.12.2025, 10:44
RE: [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Bard Beedle - 12.12.2025, 16:52
RE: [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Anthony Shafiq - 17.01.2026, 00:38
RE: [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Lorraine Malfoy - 17.01.2026, 23:32
RE: [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Bard Beedle - 26.01.2026, 11:00
RE: [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Anthony Shafiq - 03.03.2026, 10:20
RE: [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Lorraine Malfoy - 07.03.2026, 18:31
RE: [Jesień 72, 10.09 Kowen Whitecroft | Lorraine & Anthony] ...it is void - przez Anthony Shafiq - 11.03.2026, 15:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa