• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence

[9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
12.12.2025, 18:16  ✶  
Winda była jedną z tych starych, częściowo otwartych konstrukcji, które pamiętały inne dekady, inne epoki i innych ludzi - z drewnianymi panelami, mosiężnymi poręczami i windziarzem, który wyglądał tak, jakby obsługiwał to urządzenie od dziesięcioleci, i faktycznie - otworzył kratę windy z precyzją kogoś, kto robił to od czterdziestu lat i jeszcze mu się nie znudziło. Starszy mężczyzna, lekko pochylony, z twarzą pooraną zmarszczkami i oczami, które miały w sobie coś pragmatycznego, przyjął nas bez mrugnięcia okiem, jakby nic w naszym wyglądzie, zmęczonych twarzach i braku wieczorowych strojów nie było ani dziwne, ani nie na miejscu. Nie oceniał, nie dziwił się, nie wpatrywał się w Prue z dezaprobatą, ani we mnie z podejrzliwością. Nie próbował nas zagadywać, nie marszczył czoła, nie robił min, tylko skinął lekko, kiedy podaliśmy mu numer piętra, a potem precyzyjnym, przyzwyczajonym do ruchu nadgarstkiem zamknął windę. Paradoksalnie to on, nie portier, był, jak do tej pory, najbardziej normalny w całym tym cholerstwie. Może nic dziwnego - prawdopodobnie był jednym z tych ludzi, którzy widzieli wszystko i nic już nie robiło na nich wrażenia. Może widział już dostatecznie wiele, może nic go nie mogło zaskoczyć. Może był jedyną osobą w tym budynku - poza naszą dwójką - która traktowała nas tak, jakbyśmy faktycznie tu należeli, może po prostu miał to gdzieś. Najważniejsze, że wykonywał swoją pracę, w sposób od którego aż biła dawna szkoła obsługi - jego obecność była wyczuwalna, ale nienarzucająca się.
Jazda w górę trwała pół minuty, może minutę, ale była wystarczająco długa, żebym poczuł, jak napięcie z hotelowego holu zaczyna ze mnie schodzić - warstwa po warstwie, odpuszczało, rozpuszczając się, jak lodowata zbroja, której już nie było powodu nosić. Prue stała tuż obok mnie - o kilka centymetrów za blisko, by wyglądało to niewinnie, o kilka centymetrów za daleko niż mógłbym sobie tego życzyć, gdybyśmy nie byli w towarzystwie - jej dłoń w mojej zdawała się być wyjątkowo ciepła, znajoma, trzymająca mnie przy ziemi tak skutecznie, jakbyśmy nadal znajdowali się na ulicy, a nie w marmurowanym wnętrzu, które przypominało mi trochę za dużo.
Klik.
Drobny stuk, krótki zgrzyt mechanizmu, windziarz sprawnym gestem rozsuwającym kratę zaprosił nas na korytarz.
- Piętro szóste. Dobranoc państwu. - Spojrzał na nas raz jeszcze, tym swoim neutralnym, ludzkim, nieoceniającym spojrzeniem, które było aż dziwnie kojące po tym wszystkim.
Skinąłem mu głową i zachowując resztki tej arystokratycznej maniery, która jeszcze trzymała się mojej skóry jak źle dobrany płaszcz, puściłem żonę przodem.
- Madame. - Mruknąłem neutralnie, grając tę rolę do ostatniej sekundy, gdy jednak postawiła pierwszy krok na miękkim dywanie, a światło lamp odbiło się w jej włosach, poczułem to znajome wibrowanie pod żebrami. Drzwi windy pozostawały przez krótką chwilę otwarte - windziarz stał w środku jak niemy strażnik, kratka przesunęła się z powrotem - i w tej jednej, malutkiej przerwie między światem udawanym a tym prawdziwym zamknęły się za nami z głuchym trzaskiem.
Klik.
W kolejnej sekundzie coś pękło - ta maska, to udawanie, ta rola, którą musiałem przybrać, zniknęły w ułamku sekundy. Jednym ruchem ramienia, nadal trzymając Prudence za dłoń, przyciągnąłem ją gwałtownie do siebie - ciało o ciało, ciepło o ciepło, po długiej, bolesnej wstrzemięźliwości. Drugim, płynniejszym ruchem ciała, prowadząc ją jak w tańcu, obróciłem nas oboje tak, że jej plecy cicho uderzyły o ścianę, a moje ciało zamknęło ją między sobą a tą chłodną powierzchnią. I zanim zdążyła nabrać powietrza, zanim jej dłoń zdołała drgnąć w jakiejkolwiek reakcji, pochyliłem się i wpiłem się w jej usta. Gwałtownie, zachłannie, tak jakby te ostatnie minuty były dla mnie torturą. Zbyt długo trzymałem się w ryzach, zbyt długo stałem wyprostowany, za grzeczny, za spokojny, za arystokratyczny. Maska poszła w diabły, tak szybko, tak kompletnie, jakby nigdy nie istniała. Pocałunek był głęboki, z dłonią wplątaną w jej włosy, z biodrami przyciśniętymi do jej bioder, z każdym centymetrem ciała domagającym się tego, czego nie mogliśmy zrobić w recepcji, w windzie, w żadnej przestrzeni pełnej oczu. Tylko tu, na pustym, odizolowanym korytarzu.
Oderwałem usta od jej ust tylko tyle, ile potrzebowałem, by zaczerpnąć powietrza, przesuwając dłonie w dół jej talii. Zanim zdążyła właściwie zareagować - a może właśnie dlatego, że zaczęła reagować, drgnęła, wciągnęła powietrze, uniosła dłoń, cokolwiek - po prostu wsunąłem dłonie pod jej uda i jednym, pewnym ruchem podniosłem ją do góry, tak lekko, jakby wcale nie była ciężarem, tylko czymś, co należało naturalnie do moich ramion. Jej nogi instynktownie zacisnęły się wokół moich bioder, a ja przycisnąłem ją jeszcze mocniej do ściany, czując ciepły oddech na własnej szyi.
Unosząc ją wyżej, stabilnie, pewnie, tak jakbym przez całe życie robił tylko to, zrównałem nas i spojrzałem jej prosto w oczy. Uśmiech rozciągnął mi się na twarzy szeroko, całkowicie nie na miejscu w eleganckim hotelu, zdecydowanie bardziej pasujący do kogoś, kto właśnie porwał własną żonę. Był dziki, młodzieńczy, pozbawiony cienia tej arystokratycznej powściągliwości sprzed chwili. Ten uśmiech należał do chłopaka, którym byłem, gdy kradłem jej czas na błoniach. Do mężczyzny, którym byłem, kiedy wróciłem. Do męża, którym stałem się tej nocy.
- No dobsze… - Mruknąłem nisko, głosem, który zabrzmiał bardziej jak wydech niż słowa. - Skolo jusz cię mam… - Podniosłem ją odrobinę, nie dla efektu - po prostu chciałem poczuć ją jeszcze bliżej. - To chyba wypadałoby wiedzieś, dokąd mam cię zanieść. - Nie tylko przez próg pokoju, a przez cały ten cholerny korytarz, jakby to był naturalny obowiązek męża, który właśnie dostał swoją żonę z powrotem po czternastu latach przerwy. - Jaki mamy pokój? - Ona miała klucze, ja miałem ją, to był idealny początek nocy. Nachyliłem głowę i przygryzłem własną dolną wargę - od środka, powoli, jak człowiek, który bardzo świadomie rezygnował z jakiejkolwiek samokontroli - patrząc na nią w sposób, który absolutnie nie zostawiał przestrzeni na pomyłkę.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (7798), Prudence Fenwick (6940)




Wiadomości w tym wątku
[9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 12.12.2025, 18:16
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.12.2025, 23:34
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.12.2025, 16:57
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.12.2025, 21:32
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 15.12.2025, 04:19
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 16.12.2025, 20:54
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.12.2025, 20:30
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.12.2025, 22:18
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 18.12.2025, 16:20
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 18.12.2025, 20:57
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.12.2025, 17:18
RE: [9/10/72] I mean, I could but why would I want to? | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.12.2025, 13:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa