• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather

[09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#14
12.12.2025, 23:22  ✶  
Ostatnio bywały w moim życiu różne dni, naprawdę różne, ale dopiero Heather Wood w futrynie własnych drzwi, gotowa mnie ugryźć w kostkę z czystej determinacji, sprawiła, że pomyślałem „o, to będzie impreza.” Nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem kogoś, kto tak szybko przeskakuje od „zamierzam ci wybić zęby” do „chodź, opowiedz mi o Peru”, to była najpłynniejsza ewolucja agresji, jaką widziałem w życiu, tym bardziej, że ruda miała w oczach tę iskrę, która oznaczała „nie znam cię, ale jak trzeba, to jadę z grubej rury.” Piękne, i głupie, ale głównie piękne. Wyglądała, jakby przy każdej okazji miała ochotę powiedzieć za dużo i nazbyt szczerze - i mówiła, cały czas, z prędkością, której nie miała nawet większość zaklęć ofensywnych. Była jak iskra w beczce prochu - drobna, niepozorna, ale wystarczyło jedno słowo, żeby coś zaczęło się palić. Gadała szybko, gadała dużo i gadała z przekonaniem, jakby świat - ten, którego teraz byłem przedstawicielem - potrzebował usłyszeć każdy szczegół z jej toku myślowego właśnie teraz, natychmiast, w tej sekundzie, bo inaczej będzie za późno i będzie to olbrzymia strata. Nie miałem pojęcia, jakim cudem taka ilość słów mieściła się w kimś, kto zajmował w pionie ledwo poniżej mojego obojczyka, ale, kurwa, paradoksalnie, to miało sens.
- Jest dobsze. Na tle pszeciętnego obywatela Pokątnej, któly umie wygenelowaś maksymalnie tszy minuty myśli, zanim mózg mu się pszegszeje, jesteś absolutną alystoklacją skupienia. - Uniosłem brew. - Jeśli szeczywiście masz dziesięś minut dziennie, w któlych niczego nie loswalasz, nie topisz, nie zalewasz i nie szczekasz na ludzi… To jesteś w top pięciu plocent społeczeństwa. -  Wzruszyłem ramionami, lekko rozbawiony - dziesięć minut, Merlinie, niby nic, a połowa moich starych brygad w Stanach wysadzała wszystko, bo nie potrafili wytrzymać dwóch minut koncentracji - tak więc mówiłem to z przekonaniem. Dziesięć minut to luksus, niektórzy ludzie myślą przez pięć sekund dziennie i radzą sobie całkiem nieźle, czasem zostają nawet ministrami, Heather była przed nimi w tabeli ligowej. Widziałem, że ją to satysfakcjonuje - ludzie lubili, kiedy mówiło się im, że w czymś są dobrzy. Ona wyglądała, jakby chciała, żeby jej to wyryć na medalu - słusznie, radzenie sobie z takimi klątwami, jak ta jej należało do całkiem sporych wyczynów.
Potem była Ameryka - wiedziałem, że zabrzmiało to trochę, jakbym wrócił z wojny o niepodległość, ale ona starała się zachować powagę w sposób, który mógłbym opisać jako „z trudem trzymany ryk śmiechu”.
- Zaleszy, jak definiujesz „duszy” i „dolosły”. - Parsknąłem. - Bo jeśli wzlostem, to od szesnastu lat nie losnę, a jeśli mentalnie, to cię zaskoczę, ale podobnie. - To był żart, pół-żart, ćwierć-żart przed czymś naprawdę poważnym, co wymsknęło mi się mimowolnie.
Ona zmrużyła oczy, ja też, ale pod innym kątem. Jej odpowiedź była czymś, czego się nie spodziewałem, nagle to przestało być zabawne. Nie dlatego, że poruszyła jakiś mój wewnętrzny dramat - tylko dlatego, że w jej głosie było coś znajomego - coś, co usłyszeliby tam wszyscy, którzy kiedyś musieli spalić mosty, nawet jeśli nie chcieli. Ktoś jej bliski też musiał zmienić nazwisko, zwinąć się z kraju, ukryć. Mój mózg automatycznie wypowiedział dalszy ciąg, tylko w środku, bo inaczej życie zrobiłoby mi „łup”:
„Tak, Ruda. Doskonale wiem, jak to jest, kiedy twoje nazwisko przestaje być ochroną, a zaczyna być wyrokiem. Wiem, jak to jest, kiedy musisz zniknąć, zanim ktoś cię znajdzie. I wiem, że najgorsi nie noszą masek. Najgorsi noszą twoje rysy twarzy. Powiedzmy, że moja rodzina miała pewne… Oczekiwania. Ja miałem inne. Zrobiliśmy głosowanie i przegrałem głosami 1 do reszty.”
Zamiast tego przesunąłem dłonią po brodzie i powiedziałem tylko:
- Tak bywa. - Mruknąłem. - Niektóle lodziny nie znoszą indywidualistów. Szczególnie tych, któszy mają własny mózg. - Czyli powiedziałem wszystko, nie mówiąc nic, idealnie. Rzuciłem jej krótkie spojrzenie - dość długie, żeby wiedziała, że słyszę, ale nie na tyle, żeby zaczęła mnie przepytywać. I temat zostawiłem, nie miałem zamiaru opowiadać jej o tym, jak dokładnie wyglądała moja „zmiana nazwiska”, ani dlaczego nikt nie może kojarzyć Aloysiusa Rookwoo— stop, nie tędy. Dobrze, że umiałem gryźć się w język, nawet wtedy, gdy mówienie o czymś, co zwykle trzymałem w sobie, teraz przychodziło mi aż nadto łatwo. Nie musiała wiedzieć, kim byłem kiedyś, wystarczyło, że wiedziałem to ja.
Jak ktoś mówi ci „ktoś bliski też musiał porzucić własną tożsamość”, to robi się w głowie takie ciche klik. Nie bez powodu. Czasami to nie jest kwestia „zrobiłem coś złego”, tylko kwestia „urodziłem się w bardzo, kurwa, niewłaściwym miejscu” - są rodziny, które wrzeszczą na dzieci. Moja wrzeszczała, torturowała i oczekiwała, że dołączę do kółka zainteresowań, gdzie nosi się kaptury - burżuazyjne rody potrafią być gorsze niż sieć pułapek na inkaskich ruinach. Zmieniłem temat, zanim coś jeszcze bardziej osobistego zsunęłoby mi się z języka i palnąłbym je na głos.
Oczywiście wróciła do „dziecka jak ja” - Merlinie, ta dziewczyna miała ego napędzane jakimś cholernym zaklęciem pompującym powietrze. Nie, nie zamierzałem marzyć o żadnym dziecku - moim, jej, czy kogokolwiek - nie było wątpliwości. Ja nie miałem instynktu rodzicielskiego, miałem instynkt ucieczki, kiedy widziałem wózek. Dzieci są cudowne, dopóki ktoś inny je wychowuje - to był mój oficjalny i nieodwołalny pogląd. Heather była kolejnym potwierdzeniem tego, że młodzi czarodzieje byli intensywni, zdecydowanie. Potem wywróciła oczami, jak typowa nastolata, kiedy wspomniałem o podtekstach, mugolskiej telewizji i jej ulubionym słowie, które brzmiało i wyglądało, jakby wywoływało u niej jakąś perwersyjną radość.
- S całym szacunkiem… - Zacząłem powoli. - Jesteś tak znacznym podtekstem, sze jak będę miał klyzys egzystencjalny i zacznę loswaszaś losmnaszanie, to pomyślę o twojej definicji „zalania” i natychmiast mi pszejdzie. To mówi… Wiele. - Gdyby zamiast „zalewania” mówiła „hydromagicznej nadaktywności”, wszyscy byliby spokojniejsi. Zmachałem dłonią. - W mugolskiej telewizji nie ma niczego, czego nie widziałem na żywo, więc spokojnie. - Uniósłem brwi, wyginając usta w półuśmiechu, takim, który zawsze we mnie wracał, kiedy próbowałem nie powiedzieć całej prawdy zbyt dosłownie.
Nawet nie miałem kiedy się zastanowić, bo co chwila zmieniałem tor myśli, żeby nadążyć za jej kolejnym pytaniem, teorią, obrażeniem mnie, pochwaleniem mnie, znowu obrażeniem i jakąś kompletnie z dupy metaforą. Jej logika była przy tym tak boleśnie zgodna z moją, że aż mnie to lekko zmartwiło. Nie powinna tak łatwo przyznawać racji gościowi, który zawodowo wkładał ręce w klątwy tak, jak inni wtykali je w gniazdka „bo ciekawość”, tym bardziej, że kiedy powiedziała „Po co tracić tygodnie, jeśli możesz sprawdzić to od razu?”, aż splotłem dłonie na stole, żeby nie klepnąć jej w ramię w podziękowaniu za to, że ktoś wreszcie rozumie fundamentalną zasadę mojego życia: jeśli coś może wybuchnąć, to lepiej wiedzieć od razu.
- Tak, dokładnie. - Mruknąłem, kiwając głową z pełnym, profesjonalnym przekonaniem. - Tygodnie są dla bibliotekaszy i klonikaszy. Ja splawdzam szeszy szybciej nisz jakieś Ministelstwo zdąszy powiedzieś „to potencjalnie niebezpieczne”. - Podrapałem się po policzku i skinąłem głową z miną kogoś, kto widział w życiu bardzo wiele głupich pomysłów. Powiedziałem to bez patosu, jak mechanik, który tłumaczy, gdzie w silniku jest filtr paliwa. Oparłem się wygodniej, ramieniem zahaczając o oparcie krzesła. - I tak, to jest głupota. Plofesjonalna, wyszkolona i zazwyczaj dobsze opłacana głupota. Odwaga to ładne słowo, ale nie miejmy złudzeń - odwaga zaczyna się tam, gdzie kończy się zdlowy lozsądek. - Wzruszyłem ramionami.
Uśmiechała się szeroko, zbyt szeroko, Wood chyba już tak miała - wyglądała, jakby każda rzecz ją nakręcała, nawet dla mnie było to imponujące.
- Ale tak, fajnie byś klątwołamaczem, tylko takim na własną lękę. - Przyznałem. - Nie nudzisz się. Duszo widzisz. Duszo lysykujesz. Duszo pijesz po placy. A papielologia? - Po prostu parsknąłem. - Dlatego zwykle nie placuję tam, gdzie kaszą mi wypełniaś folmulasze. Ministelstwo by mnie wyjebało po tygodniu za „blak odpowiednich lapoltów”. - Prychnąłem, machając ręką. - Folmulasze E27, E12, Z12B, deklalacja szkód w  stluktusze… Błagam cię. Nie po to człowiek lyzykuje szycie, szeby potem opisywaś to w tszynastu sekcjach dlobnym dlukiem. - Prawie wywróciłem oczami, tak bardzo nie chciałem mieć z tym związku - nic nie mówiąc o tym, że praca dla jednego pracodawcy nigdy mnie nie interesowała, nie lubiłem walczyć z samozwańczymi autorytetami, gdy natomiast o takie chodziło - wspomnienie o czerwonej twarzy Slughorna wywołało całkiem szeroki uśmiech na mojej twarzy. Tak - byłem sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo musiał być sfrustrowany.
- O tak, on balso nie lubił niespodzianek, któle nie dały się spszedaś jako „młodzieńczy potencjał”. - Przyznałem, mówiąc całkiem z doświadczenia, co było jeszcze zabawniejsze.
A potem zaczęła opowiadać o klątwie, nie jednym wątkiem, wszystkimi jednocześnie, jej słowa płynęły jak strumień, któremu ktoś zapomniał postawić tamę - o szkole, o boisku, o pracy, o trupach, o tym, że wszystko było mokre, o ministerstwie, o panice, o pierdoleniu, o wszystkim naraz. O martwych ciałach i tym, jak rzygnęła, a potem eksplodowała. Nie miałem pojęcia, co według niej było ważniejsze - to, że rzygnęła, czy to, że zrobiła powódź, tak to formułowała, że ciężko było to stwierdzić, jakby oba te fakty były równoważne. W jednym oddechu opowiedziała mi trzy różne traumy, dwie zabawne anegdoty, cztery potencjalne zagrożenia życia i opis swojego układu hormonalnego. Oczywiście, że przesadzała z odwagą, miała to wypisane na twarzy, w każdym geście, każdym zdaniu, które z niej wylatywało jak z katapulty. Była jednym z tych ludzi, którzy najpierw rzucają się w bój, a potem pytają, co właściwie ich zaatakowało. Skąd ta pewność? Swój zawsze rozpozna swego - prawda? Kiedy wspomniała, że tacy jak ona mają wrogów, uniosłem kącik ust, a potem, niech to szlag, znowu się wysprzęgliłem.
- Witaj w klubie. - Powiedziałem lekko. - Wiesz, sze jesteś na doblej dlodze, jak ktoś chce cię zabiś. To znaczy, sze coś lobisz dobsze. - Nie wiedziałem, po co to powiedziałem - chyba dlatego, że widziałem w niej trochę siebie sprzed lat. Przez sekundę chciałem dodać coś w stylu „moja rodzina ma specjalizację w byciu koszmarem społecznym”. Kolejna rzecz, którą niemal wyrzuciłem zbyt gładko, w głowie miałem tysiąc powodów, dla których tego nie mówiłem głośno, ale w ustach zabrzmiałoby to naturalnie, jak uwaga rzucana między dwoma ludźmi, którzy rozumieją bez całej opowieści.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (9095), Heather Wood (8880)




Wiadomości w tym wątku
[09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 04.12.2025, 14:12
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 04.12.2025, 16:27
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 04.12.2025, 18:04
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 04.12.2025, 20:06
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 04.12.2025, 22:05
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 05.12.2025, 01:56
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 05.12.2025, 10:30
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 05.12.2025, 19:47
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 05.12.2025, 20:40
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 06.12.2025, 19:08
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 06.12.2025, 23:27
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 07.12.2025, 03:13
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 07.12.2025, 23:44
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 12.12.2025, 23:22
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 15.12.2025, 18:03

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa