02.03.2023, 15:06 ✶
Cathal spojrzał na Jamila z pewnym powątpiewaniem, ale nie skomentował. Może Egipcjanin naprawdę miał najspokojniejszy i najmilszy charakter na świecie i nigdy nie podpadnie ich uzdrowicielce, która wprawdzie nie była choleryczką i wściekała się krótko, ale jednak której czasem podpadało się tak, że człowiek nawet tego nie wiedział. I to nie tak, że Nell jakoś szczególnie się mściła. Po prostu jeśli źle się poczułeś, pokaleczyłeś albo zachorowałeś, i mogła podać ci jeden z dwóch eliksirów z podręcznej apteczki, to wybierała ten o paskudniejszym smaku.
Cathal czasem podejrzewał, że zaopatrując ich u miejscowych dostawców, celowo takie wybiera. I zastanawiał, czy to nie objaw sadystycznych skłonności.
„Padanie jak muchy”, nie brzmiało pozytywnie. Zwłaszcza, że chociaż niby afrykańska szkoła magii miała dobrą opinię, to jednak na przykład o profesjonalną pomoc medyczną było w okolicy trudno. Shafiq mógł mieć jedynie nadzieję, że kursy ukończone przez Letę w Anglii wystarczą, aby poradzić sobie ze starożytną, egipską klątwą.
Kiwnął głową mimowolnie na informacje o kustoszu i zmarłym bracie, zgadzające się mniej więcej z tym, co udało im się ustalić.
- Dopytaj jeszcze, czy są jakieś znaki charakterystyczne i możesz go odesłać – powiedział Cathal, kiedy z ust Jamila padło położenie drzwi. Faktycznie wejście miało się znajdować ponoć blisko komnaty nagrobnej władcy. Nie miał więcej pytań, bo i dzisiejsze wezwanie – choć informacje były przydatne, zwłaszcza ta o klątwie – nie było dla nich absolutnie niezbędne. Miało być bardziej testem wobec tego, czy Jamil przyda się jakoś wywoływacz duchów. Shafiq milczał, czekając aż mężczyzna odeśle ducha. Wolał nie rozpraszać Egipcjanina w takim momencie: było to nieco ryzykowne w chwili, w której nawiązał połączenie z drugą stroną.
Dopiero kiedy wszystko zostało zakończone, Cathal odezwał się znowu.
- Przygotuję umowę na jutro. Zaczynasz od pojutrze. Twoje obowiązki obejmują wywoływanie duchów, ale też pomaganie w obozie – wyjaśnił. Nie wywoływali w końcu tu starożytnych duchów codziennie, a z kolei bezsensu było później raz w miesiącu ganiać za wywoływaczem, kiedy duch będzie potrzebny już, teraz, natychmiast. – Myślę, że na tym etapie prac możesz spodziewać się wywoływania raz na dwa, trzy tygodnie, głównie takich jak Quibell, za jakiś czas niewykluczone jednak, że będziemy potrzebować kogoś... bardziej starożytnego. Wikt, namiot i opiekę medyczną w obozie zapewniamy my, jeden dzień w tygodniu masz wolny… chociaż bez teleportacji trochę ciężko go wykorzystać.
Chyba że zdoła namówić Nell, aby go zabrała albo pojedzie na wielbłądzie.
- Jakieś pytania?
Cathal czasem podejrzewał, że zaopatrując ich u miejscowych dostawców, celowo takie wybiera. I zastanawiał, czy to nie objaw sadystycznych skłonności.
„Padanie jak muchy”, nie brzmiało pozytywnie. Zwłaszcza, że chociaż niby afrykańska szkoła magii miała dobrą opinię, to jednak na przykład o profesjonalną pomoc medyczną było w okolicy trudno. Shafiq mógł mieć jedynie nadzieję, że kursy ukończone przez Letę w Anglii wystarczą, aby poradzić sobie ze starożytną, egipską klątwą.
Kiwnął głową mimowolnie na informacje o kustoszu i zmarłym bracie, zgadzające się mniej więcej z tym, co udało im się ustalić.
- Dopytaj jeszcze, czy są jakieś znaki charakterystyczne i możesz go odesłać – powiedział Cathal, kiedy z ust Jamila padło położenie drzwi. Faktycznie wejście miało się znajdować ponoć blisko komnaty nagrobnej władcy. Nie miał więcej pytań, bo i dzisiejsze wezwanie – choć informacje były przydatne, zwłaszcza ta o klątwie – nie było dla nich absolutnie niezbędne. Miało być bardziej testem wobec tego, czy Jamil przyda się jakoś wywoływacz duchów. Shafiq milczał, czekając aż mężczyzna odeśle ducha. Wolał nie rozpraszać Egipcjanina w takim momencie: było to nieco ryzykowne w chwili, w której nawiązał połączenie z drugą stroną.
Dopiero kiedy wszystko zostało zakończone, Cathal odezwał się znowu.
- Przygotuję umowę na jutro. Zaczynasz od pojutrze. Twoje obowiązki obejmują wywoływanie duchów, ale też pomaganie w obozie – wyjaśnił. Nie wywoływali w końcu tu starożytnych duchów codziennie, a z kolei bezsensu było później raz w miesiącu ganiać za wywoływaczem, kiedy duch będzie potrzebny już, teraz, natychmiast. – Myślę, że na tym etapie prac możesz spodziewać się wywoływania raz na dwa, trzy tygodnie, głównie takich jak Quibell, za jakiś czas niewykluczone jednak, że będziemy potrzebować kogoś... bardziej starożytnego. Wikt, namiot i opiekę medyczną w obozie zapewniamy my, jeden dzień w tygodniu masz wolny… chociaż bez teleportacji trochę ciężko go wykorzystać.
Chyba że zdoła namówić Nell, aby go zabrała albo pojedzie na wielbłądzie.
- Jakieś pytania?