13.12.2025, 08:14 ✶
Asena raz w życiu chciała najpierw odjebać robotę, a potem raczyć się dobrami doczesnymi. Raz. No dobra, nie raz, ale bycie ułożoną uczennicą podczas nauki w Hogwarcie się nie liczyło za specjalnie dwadzieścia lat później. Te paszteciki to miała być kolacja, jej i jego, a zamiast tego? Pozostał tylko zapach.
Asenka pociągnęła nosem i zmarszczyła nieznacznie brwi, kiedy to zatrzymała się nonszalancko w tej drzwiowej framudze. Nie pachniało tak intensywnie jak powinno, a do tego Tarpowi jakoś tak źle z oczu patrzyło. Jak komuś, kto popełnił przestępstwo albo gorzej, wpierdolił komuś obiad. Kobieta zmrużyła więc oczy podejrzliwie, kiedy on deklamował tę swoją zasłonę dymną w postaci regularnej gadki. To chyba jeszcze bardziej wzbudziło jej podejrzenia, bo za mało tutaj było uszczypliwości.
- Ty stary dziadzie! - złapała go za poły obrania i potrząsnęła. - Nie wierzę w to co widzę! Szczurami mi tutaj oczy będziesz mydlić, gdzie moje BUŁECZKI??? - rozejrzała się, niczym zwierzyna co ją właśnie dźgano kijem przez kratki. - Nie mogę. NO NIE MOGĘ. No zaraz popuszczę wilka, jak Matkę przenajświętszą kocham - puściła go i złapała się za głowę. - Nie. Nie Asena, to tylko bułeczki z farszem. Prawdziwe, porządne bułeczki z farszem, zrobione przez Lewiska. Takie normalne, a nie co się nawinie... - dłonią sobie oczy zakryła, wspierając o framugę na nowo, ale już bardziej w słabości i próbując stosować ćwiczenia oddechowe, które jej parę lat temu poleciła ciocia. Raz, dwa, trzy - liczyła sobie w głowie. Cztery, pięć... - Wypluwaj.
Asenka pociągnęła nosem i zmarszczyła nieznacznie brwi, kiedy to zatrzymała się nonszalancko w tej drzwiowej framudze. Nie pachniało tak intensywnie jak powinno, a do tego Tarpowi jakoś tak źle z oczu patrzyło. Jak komuś, kto popełnił przestępstwo albo gorzej, wpierdolił komuś obiad. Kobieta zmrużyła więc oczy podejrzliwie, kiedy on deklamował tę swoją zasłonę dymną w postaci regularnej gadki. To chyba jeszcze bardziej wzbudziło jej podejrzenia, bo za mało tutaj było uszczypliwości.
- Ty stary dziadzie! - złapała go za poły obrania i potrząsnęła. - Nie wierzę w to co widzę! Szczurami mi tutaj oczy będziesz mydlić, gdzie moje BUŁECZKI??? - rozejrzała się, niczym zwierzyna co ją właśnie dźgano kijem przez kratki. - Nie mogę. NO NIE MOGĘ. No zaraz popuszczę wilka, jak Matkę przenajświętszą kocham - puściła go i złapała się za głowę. - Nie. Nie Asena, to tylko bułeczki z farszem. Prawdziwe, porządne bułeczki z farszem, zrobione przez Lewiska. Takie normalne, a nie co się nawinie... - dłonią sobie oczy zakryła, wspierając o framugę na nowo, ale już bardziej w słabości i próbując stosować ćwiczenia oddechowe, które jej parę lat temu poleciła ciocia. Raz, dwa, trzy - liczyła sobie w głowie. Cztery, pięć... - Wypluwaj.
Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Blood is rare and sweet as cherry wine