Victoria parsknęła śmiechem raz jeszcze, nie mogąc już wytrzymać, zwłaszcza przy tym szepcie i konspiracji, plotkując jak przekupki.
– Dokładnie jego – to nie miała być żadna tajemnica. – Hahahaha, naprawdę tak mówił? – była w stanie w to uwierzyć! Nie od dzisiaj mówiło się, że dziewczyny miały słabość do jej młodszego kuzyna, czy to przez sławę, pieniądze, czy przez jakiś urok, który roztaczał wokół siebie, a którego ona nie dostrzegała, znając Lou od zupełnie innej strony (chociażby pokazującej jej obraźliwe gesty przez kieszeń marynarki, albo inne tego typu). – Może rzeczywiście przydałoby mu się utrzeć nosa – tym bardziej, że teraz pokazywał się w towarzystwie jej przyjaciółki, Cynthii, i wiele mogła wybaczyć swojej rodzinie, ale nie pogrywanie z bliskimi jej osobami, więc miała nadzieję, że jej kuzyn nie zrobi w tym wypadku nic głupiego.
A potem uśmiech rozciągnął jej pociągnięte szminką usta. Była z tego ogłoszenia niezmiernie dumna, bo to, faktycznie utarło nosa jej kuzynowi, który obraził ją wtedy do żywego i jeszcze posypał ranę solą wysyłając jej wyjca do pracy. Ostrzegła go wtedy, że zemści się w dużo gorszy sposób niż majstrowanie przy jego biurku, ale do tej pory nikt chyba nie połączył tego anonsu z nią. Wystarczyło to jednak, żeby ostudzić jej złość, a po Spalonej Nocy całkiem zapomniała o sprawie, uśmiechała się tylko do siebie, kiedy czytała, że matka umówiła go przez to ogłoszenie na randkę. Zemsta rzeczywiście najlepiej smakowała na chłodno. Gdyby to ktoś inny wywinął Aidanowi taki numer, to by tego kogoś dorwała w swoje ręce, ale że była to ona… Owszem, był to jej kuzyn, ale właściwie to traktowali się bardziej jak typowe rodzeństwo wychowane ze sobą, będące w podobnym wieku, czyli że mogą się ze sobą bić i robić sobie na złość, ale ktoś z zewnątrz nie ma takiego prawa.
– Mhmm, ale każda metoda jest dobra, jeśli jest skuteczna, prawda? – nawet jeśli metoda była desperacka… Ale nikt nie musiał wiedzieć, że to rzeczywiście nie Adi był autorem ogłoszenia. Wiedziała to ona, wiedział to on… Reszta mogła mu tylko wierzyć na słowo, albo i nie. – O ile wiem, to faktycznie umówił się po tym na randkę – stwierdziła jak gdyby nigdy nic, a potem odwróciła głowę do Chrisa. – Wiem o kapibarze, bo to widziałam – więc nie musiał przed nią udawać, że jest inaczej. Pamiętała doskonale jak Atreus-kapibara szarżował na Sauriela, aż Anthony się nie zlitował i przerwał zaklęcie. – Czekaj, czekaj, coś mi świta. Zignorowałam to, bo to była kolejna plotka o tym, że Atre kogoś pobił – a w pewnym okresie słyszała co kilka dni o nowym przypadku, jednego była nawet świadkiem, ale był całkowicie uzasadniony i nawet przez myśl jej nie przeszło, by go wtedy powstrzymać. Nie. Kibicowała. A potem jej myśli zajęły inne sprawy: jak poltergeist w mieszkaniu, mikstura dla wampirów umożliwiająca wyjście na słońce, plotki o jej kuzynostwie i jakichś małżeńskich zdradach i tajemniczych ślubach, wyjazd do Egiptu… i Jakoś tak rozpłynęło się jej to wszystko w pamięci. – To nie po tym weselu mówili, że się za– – ręczyłeś, ale nie dokończyła.
Wiadomo czemu.
Teraz za to myślała sobie, że to może ta kobieta, z którą był rzekomo zaręczony, nie umiała znieść odrzucenia i próbowała wrócić do Rosiera.
– Kochanie, jak możesz?! – kobieta wyglądała na autentycznie zmartwioną i urażoną, a Christopherowi udało się w końcu uwolnić koszulę z jej uścisku. Przez trzy sekundy szukała najwyraźniej odpowiednich słów, by mu odpowiedzieć, spojrzała na Victorię, jakby dopiero teraz ją zobaczyła i cofnęła jedną nogę.
– Proszę pani, to ewidentna pomyłka, proszę nie robić zamieszania – ciemnowłosa postanowiła w końcu zainterweniować, czując jakieś napięcie od Chrisa i nie czekając na dalszy rozwój sytuacji zdecydowanie pociągnęła swojego towarzysza, szybkim krokiem oddalając się od kobiety. Mogłaby przysiąc, ze usłyszała jeszcze za sobą słowa w stylu, że „ciebie też zostawi”, na co Lestrange tylko przewróciła oczami. Manewrując tak, by nie wpadli na wychodzące na środek sali pary gotowe do tańca.
– Kto to był? – odezwała się w końcu, gdy znaleźli się znów w pobliżu wejścia do sali balowej. Victoria zaprowadziła ich tutaj, gdyby jednak potrzebowali uciec przed kobietą – wtedy zawsze mogli wyjść na korytarz i na przykład do ogrodów. W całym tym zamieszaniu nie zauważyła, że coś zaczęło się dziać przy scenie.