14.12.2025, 01:20 ✶
kończy tańczyć i udaje się pomału do wyjścia
Czasami trafiał się taki taniec, po którym można było zapalić przysłowiowego papierosa i właściwie iść do domu, bo wiedziało się, że nic lepszego już człowieka tego wieczoru nie spotka.
Ten taki nie był.
Ale to nie szkodziło.
Ten był jak huśtanie się na huśtawce w letni dzień. Jak spokojne kołysanie się we dwoje na łódce na jeziorze. Rytmiczne, bezpieczne i pozbawione presji.
Przetańczyli resztę utworu w przyjaznym, komfortowym milczeniu, w dzielonym cieple. Ostatnie takty ostatniego walca bankietu niemal zaskoczyły Hannibala. Westchnął i zanim odsunął się od Mathildy, ścisnął ją lekko ramieniem.
- Dziękuję za taniec - powiedział, podnosząc jej dłoń do ust - I dziękuję za pomoc po przedstawieniu - dodał jeszcze, ciszej, tylko dla nich dwojga - Widzimy się jutro!
Mrugnął do niej filuternie i wmieszał się w tłum czarodziejów i czarownic, rozmawiających, powoli żegnających się i szukających swoich oryginalnych partnerów.
Szybko znalazł Electrę i Roberta.
- Potańczone? - zapytał wesoło - Gotowi do wyjścia?
Impreza dobiegała końca. Hannibal nie lubił tego momentu, choć nie był w stanie powiedzieć, czemu tak jest. Premiera zakończyła się sukcesem, cel został osiągnięty, odbudowana makieta The Globe pyszniła się przed stołem prezydialnym, jak symbol i jak obietnica jutra - może nie lepszego, ale chociaż w miarę godnego. A jednak było coś przygnębiającego w pustoszejącej sali. Selwyn ruszył okrężną drogą ku wyjściu, po drodze zahaczając o różnych znajomych, by się pożegnać. Z daleka skinął głową rodzicom, zajętym wciąż najważniejszymi gośćmi, dostrzegł też wysoką sylwetkę Jonathana, wciąż jeszcze stojącego z Lyssą na skraju parkietu.
- Słuchajcie, uciekamy - powiedział, podchodząc - Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze. Jeszcze raz gratuluję plakatów, Lysso. Do zobaczenia!
Nie zajmując im więcej czasu, odszedł.
Finałowa rundka po sali przebiegała wśród ostatnich gratulacji i wzajemnych uprzejmości. Hannibal odprężył się podczas ostatniego walca i jego ciało chyba uznało to za sygnał, bo teraz czuł wkradające się w głowę i kończyny zdradzieckie zmęczenie. Był jednak pewien, że gdyby trafił do jakiegoś miejsca z dobrą muzyką, znalazłby w sobie jeszcze trochę sił. Może ze wsparciem tych mugolskich eliksirów w proszku... A może polegając tylko na cudownej mocy tańca i bliskości ciał innych ludzi wokół siebie. Poszukał wzrokiem Henry’ego. Teraz już przecież nie był w pracy.
- Ellie - szepnął konspiracyjnie, trącając dziewczynę lekko ramieniem, gdy znaleźli się przy drzwiach - After party, czy dom?
Czasami trafiał się taki taniec, po którym można było zapalić przysłowiowego papierosa i właściwie iść do domu, bo wiedziało się, że nic lepszego już człowieka tego wieczoru nie spotka.
Ten taki nie był.
Ale to nie szkodziło.
Ten był jak huśtanie się na huśtawce w letni dzień. Jak spokojne kołysanie się we dwoje na łódce na jeziorze. Rytmiczne, bezpieczne i pozbawione presji.
Przetańczyli resztę utworu w przyjaznym, komfortowym milczeniu, w dzielonym cieple. Ostatnie takty ostatniego walca bankietu niemal zaskoczyły Hannibala. Westchnął i zanim odsunął się od Mathildy, ścisnął ją lekko ramieniem.
- Dziękuję za taniec - powiedział, podnosząc jej dłoń do ust - I dziękuję za pomoc po przedstawieniu - dodał jeszcze, ciszej, tylko dla nich dwojga - Widzimy się jutro!
Mrugnął do niej filuternie i wmieszał się w tłum czarodziejów i czarownic, rozmawiających, powoli żegnających się i szukających swoich oryginalnych partnerów.
Szybko znalazł Electrę i Roberta.
- Potańczone? - zapytał wesoło - Gotowi do wyjścia?
Impreza dobiegała końca. Hannibal nie lubił tego momentu, choć nie był w stanie powiedzieć, czemu tak jest. Premiera zakończyła się sukcesem, cel został osiągnięty, odbudowana makieta The Globe pyszniła się przed stołem prezydialnym, jak symbol i jak obietnica jutra - może nie lepszego, ale chociaż w miarę godnego. A jednak było coś przygnębiającego w pustoszejącej sali. Selwyn ruszył okrężną drogą ku wyjściu, po drodze zahaczając o różnych znajomych, by się pożegnać. Z daleka skinął głową rodzicom, zajętym wciąż najważniejszymi gośćmi, dostrzegł też wysoką sylwetkę Jonathana, wciąż jeszcze stojącego z Lyssą na skraju parkietu.
- Słuchajcie, uciekamy - powiedział, podchodząc - Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze. Jeszcze raz gratuluję plakatów, Lysso. Do zobaczenia!
Nie zajmując im więcej czasu, odszedł.
Finałowa rundka po sali przebiegała wśród ostatnich gratulacji i wzajemnych uprzejmości. Hannibal odprężył się podczas ostatniego walca i jego ciało chyba uznało to za sygnał, bo teraz czuł wkradające się w głowę i kończyny zdradzieckie zmęczenie. Był jednak pewien, że gdyby trafił do jakiegoś miejsca z dobrą muzyką, znalazłby w sobie jeszcze trochę sił. Może ze wsparciem tych mugolskich eliksirów w proszku... A może polegając tylko na cudownej mocy tańca i bliskości ciał innych ludzi wokół siebie. Poszukał wzrokiem Henry’ego. Teraz już przecież nie był w pracy.
- Ellie - szepnął konspiracyjnie, trącając dziewczynę lekko ramieniem, gdy znaleźli się przy drzwiach - After party, czy dom?