13.12.2025, 17:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 17:16 przez Garrick Ollivander.)
Ollivander rzadko poruszał się po Nokturnie, więc czuł się w tym wyjątkowo niepewnie. Miał jednak ponad przypadkowymi osobami, które mogły zostać napadnięte pewną przewagę - absolutnie każdy go kojarzył i zwykle pojawiał się w tych okolicach dla konkretnego towarzystwa: Woody'ego Tarpaulina. Zapewne bezpieczniej byłoby teleportować się bezpośrednio do Rejwachu, ale nie mógł zrobić tego z takim balastem, więc sunął powoli przed siebie, obwieszony dwiema skórzanym torbami powiększonymi w środku.
Gdyby ktoś go napadł, głęboko by się rozczarował.
Kiedy wszedł do baru i ujrzał w nim Tarpa właśnie, uśmiechnął się ciepło, chociaż uśmiech ten miał w sobie odrobinę zmieszania i bólu. Chciałby przyjść tutaj w innych okolicznościach.
- Tarp! - Powiedział tym swoim spokojnym, miękkim głosem, ściągając z siebie cały ten balast. Widać po nim było, że te torby nie były szczególnie dobrze zaklęte, bo się zmęczył. - Przyniosłem wam, wiesz - ściszył głos - trochę kołder i poduszek. I podzieliłem się tabaką.
Gdyby ktoś go napadł, głęboko by się rozczarował.
Kiedy wszedł do baru i ujrzał w nim Tarpa właśnie, uśmiechnął się ciepło, chociaż uśmiech ten miał w sobie odrobinę zmieszania i bólu. Chciałby przyjść tutaj w innych okolicznościach.
- Tarp! - Powiedział tym swoim spokojnym, miękkim głosem, ściągając z siebie cały ten balast. Widać po nim było, że te torby nie były szczególnie dobrze zaklęte, bo się zmęczył. - Przyniosłem wam, wiesz - ściszył głos - trochę kołder i poduszek. I podzieliłem się tabaką.
no rain,
no flowers.
no flowers.