14.12.2025, 01:51 ✶
Zapieczętowane usta nawet nie drgnęły, przeciągłe spojrzenie było wystarczającym pożegnaniem; uwiązana na dnie lodowatych zwierciadeł tęsknota zwinnie wysmyknęła się z objęć, odwróciła na pięcie i wmieszała w tłum, ot zniknęła tak samo gwałtownie jak się pojawiła.
Poczuł, że zaschło mu w gardle, pragnienie podążało za nim jak cień, choć nigdy w pełni nie dościgało. Zawsze o krok przed wiecznym głodem, na białym koniu ze złotą koroną, bo po to właśnie został stworzony, nie było nic bardziej idealnego niż zwycięstwo, a jemu nie przypadało popełniać błędów, grzechów niewybaczalnych przy rodzinnym stole. Wzrokiem szukał swojego przyszłego towarzysza, ale nim zdążył go wyłapać, za swoimi plecami usłyszał znajomy tembr.
- Anthony, mój drogi - powitał Shafiqa z przyjazną ulgą; cień umykającej wraz z Laurettą myśli migotał blado w zalążkach uniesionych w uśmiechu ust - W samą porę, mam nadzieję, że taniec był dla ciebie łaskawy? - dopytał, nawet nie grzecznościowo, bo sam przed sobą musiał przyznać, że bardzo dawno nie stracił czujności na tak długo, aby nawet nie wyłapać z kim tańczą inni, a już nigdy, dla kobiety.
- Prowadź. Przejdźmy przez kolejne warstwy dzisiejszej nocy, aby w końcu móc porozmawiać. O tańcu też, jeżeli tylko starczy nam siły - ostatnią część zdania wrzucił czysto żartobliwie, ale w prawdzie nie miałby nic przeciwko, aby ich planowana dyskusja skończyła się luźniejszą pogawędką, jak już przejdą przez wszystkie najważniejsze tematy... Nie naglące, bo wtedy nie skończyliby rozmawiać do następnego Mabon.
Poczuł, że zaschło mu w gardle, pragnienie podążało za nim jak cień, choć nigdy w pełni nie dościgało. Zawsze o krok przed wiecznym głodem, na białym koniu ze złotą koroną, bo po to właśnie został stworzony, nie było nic bardziej idealnego niż zwycięstwo, a jemu nie przypadało popełniać błędów, grzechów niewybaczalnych przy rodzinnym stole. Wzrokiem szukał swojego przyszłego towarzysza, ale nim zdążył go wyłapać, za swoimi plecami usłyszał znajomy tembr.
- Anthony, mój drogi - powitał Shafiqa z przyjazną ulgą; cień umykającej wraz z Laurettą myśli migotał blado w zalążkach uniesionych w uśmiechu ust - W samą porę, mam nadzieję, że taniec był dla ciebie łaskawy? - dopytał, nawet nie grzecznościowo, bo sam przed sobą musiał przyznać, że bardzo dawno nie stracił czujności na tak długo, aby nawet nie wyłapać z kim tańczą inni, a już nigdy, dla kobiety.
- Prowadź. Przejdźmy przez kolejne warstwy dzisiejszej nocy, aby w końcu móc porozmawiać. O tańcu też, jeżeli tylko starczy nam siły - ostatnią część zdania wrzucił czysto żartobliwie, ale w prawdzie nie miałby nic przeciwko, aby ich planowana dyskusja skończyła się luźniejszą pogawędką, jak już przejdą przez wszystkie najważniejsze tematy... Nie naglące, bo wtedy nie skończyliby rozmawiać do następnego Mabon.
Postacie opuszczają sesję
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦