14.12.2025, 08:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.01.2026, 16:57 przez Atreus Bulstrode.)
Słysząc jej odpowiedź, zmrużył delikatnie oczy i zmarszczył brwi, w jakimś przebłysku dezaprobaty. Zdecydowanie liczył na coś innego z jej strony, nawet jeśli nie powiedział tego Bletchley wprost, bo jakże by miał? Na pewno nie kiedy stała przed nimi dwójka młodocianych rzezimieszków, którzy wykręcali się chęcią kupienia worka słodyczy w Miodowym Królestwie.
Przez moment się jej jeszcze przyglądał, ale wreszcie przeniósł na nowo spojrzenie na kocyk i otaksował ponownie znajdujące się na nim przedmioty.
- Pani nie chce, to jeszcze... a tego liska w niebieskiej sukience, niech stracę. Ile za niego? - wrócił do targowania się z dzieciakami, jakby w ogóle nie przejmując się wszystkim tym, co właśnie chodziło Hestii po głowie. Cóż, tak było, bo nawet w najśmielszych snach nie mógłby mieć w podobnej sytuacji z głowie takich pytań jak czy ich rodzice nie żyli, albo byli w więzieniu.
Wziął tego liska, kiedy już za niego zapłacił i obrócił go w dłoniach. Figurka była trochę poobijana na krańcach sukienki i miała utrącone jedno uszko, ale oprócz tego była całkiem ładna. Chłopcy przynajmniej ją nieco wyczyścili, bo szkliwo lśniło ładnie, przyciągając wzrok, a kolory były żywe i nasycone.
- No, to teraz mam do was kolejne pytanie. Czemu właściwie nie jesteście w Hogwarcie? - uśmiechał się, ale wyraz ten wcale nie należał do przyjemnych czy ciepłych. Był ostry i może trochę niezadowolony, bo Atreus zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że jego czas był zwyczajnie marnowany. A wszystko przez to cholerne Lammas, gdzie na oficjalnej loterii można było zgarnąć czarnomagiczne przedmioty. Żaden z wyłożonych na kocyku przedmiotów, nie zionął jednak czarną magią. To były rupiecie, drobnica wyciągnięta z kieszeni i torebek. No i te różdżki, ale różdżkę można było tak samo ukraść jak i znaleźć, bo ktoś ją po pijaku zgubił.
Może był z tym pytaniem nieostrożny, albo liczył na to że dzieciarnia nie okaże się biegła w teleportacji, bo i czemu by miała? Kursy odbywały się na siódmym roku, żeby większość uczniów mogła być pełnoletnia - chłopcy najwyraźniej posiadali jakiś ukryty talent. Szybkie ruchy, niesamowicie wręcz zgrane, a potem rozległ się trzask i zniknęli.
Bulstrode westchnął i wyprostował się. Przez moment patrzył; najpierw na miejsce gdzie był rozłożony kocyk, a potem na liska którego na nowo obracał między palcami. W końcu rzucił go do Hestii.
- Masz. Dasz go Brennie, czy komukolwiek innemu kto ma widmowidzenie, może coś na nim zobaczy. Dlatego dobrze było, żebyś coś wzięła, bo też można było spróbować to podejrzeć, ale trudno.
Wyprostował się, przez moment jeszcze patrząc na miejsce gdzie chwilę temu rozłożony był kocyk. To były zwykłe gówniarze, które nie miały nic lepszego do roboty i w sumie on sam nie miał się czym przejmować. Nie jako auror. W końcu więc ruszył w dół alejki. Nieśpiesznie, czekając aż Hestia do niego dołączy i razem wrócą do Ministerstwa.
Przez moment się jej jeszcze przyglądał, ale wreszcie przeniósł na nowo spojrzenie na kocyk i otaksował ponownie znajdujące się na nim przedmioty.
- Pani nie chce, to jeszcze... a tego liska w niebieskiej sukience, niech stracę. Ile za niego? - wrócił do targowania się z dzieciakami, jakby w ogóle nie przejmując się wszystkim tym, co właśnie chodziło Hestii po głowie. Cóż, tak było, bo nawet w najśmielszych snach nie mógłby mieć w podobnej sytuacji z głowie takich pytań jak czy ich rodzice nie żyli, albo byli w więzieniu.
Wziął tego liska, kiedy już za niego zapłacił i obrócił go w dłoniach. Figurka była trochę poobijana na krańcach sukienki i miała utrącone jedno uszko, ale oprócz tego była całkiem ładna. Chłopcy przynajmniej ją nieco wyczyścili, bo szkliwo lśniło ładnie, przyciągając wzrok, a kolory były żywe i nasycone.
- No, to teraz mam do was kolejne pytanie. Czemu właściwie nie jesteście w Hogwarcie? - uśmiechał się, ale wyraz ten wcale nie należał do przyjemnych czy ciepłych. Był ostry i może trochę niezadowolony, bo Atreus zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że jego czas był zwyczajnie marnowany. A wszystko przez to cholerne Lammas, gdzie na oficjalnej loterii można było zgarnąć czarnomagiczne przedmioty. Żaden z wyłożonych na kocyku przedmiotów, nie zionął jednak czarną magią. To były rupiecie, drobnica wyciągnięta z kieszeni i torebek. No i te różdżki, ale różdżkę można było tak samo ukraść jak i znaleźć, bo ktoś ją po pijaku zgubił.
Może był z tym pytaniem nieostrożny, albo liczył na to że dzieciarnia nie okaże się biegła w teleportacji, bo i czemu by miała? Kursy odbywały się na siódmym roku, żeby większość uczniów mogła być pełnoletnia - chłopcy najwyraźniej posiadali jakiś ukryty talent. Szybkie ruchy, niesamowicie wręcz zgrane, a potem rozległ się trzask i zniknęli.
Bulstrode westchnął i wyprostował się. Przez moment patrzył; najpierw na miejsce gdzie był rozłożony kocyk, a potem na liska którego na nowo obracał między palcami. W końcu rzucił go do Hestii.
- Masz. Dasz go Brennie, czy komukolwiek innemu kto ma widmowidzenie, może coś na nim zobaczy. Dlatego dobrze było, żebyś coś wzięła, bo też można było spróbować to podejrzeć, ale trudno.
Wyprostował się, przez moment jeszcze patrząc na miejsce gdzie chwilę temu rozłożony był kocyk. To były zwykłe gówniarze, które nie miały nic lepszego do roboty i w sumie on sam nie miał się czym przejmować. Nie jako auror. W końcu więc ruszył w dół alejki. Nieśpiesznie, czekając aż Hestia do niego dołączy i razem wrócą do Ministerstwa.
Postać opuszcza sesję