14.12.2025, 08:47 ✶
– Poza tym, że wsypali do mojego całe mnóstwo cynamonu, nie jest taki zły – oceniła, upijając jeszcze trochę, i tym razem poza cynamonem wyczuła też maliny, ale zaraz odstawiła kufel z powrotem na stół. Miała wrażenie, że od zapachu cynamonu za moment zacznie kichać.
Zamarła na ułamek sekundy, ale tym razem rozpalenie papierosa nie przyniosło ani ukłucia paniki, ani nie sprawiło, że poczuła zapach dymu, ani nie zaczęła mieć wrażenia, że zaraz nadciągną dziwne istoty, by wyrwać z nich dusze. Rozluźniła się więc dość szybko, a dłońmi otoczyła ciepły kubek: bo z tym śpiewak z radia miał rację, na zewnątrz faktycznie było zimno, a ona jeszcze nie zaczęła nosić ze sobą rękawiczek.
– Podtrzymać cię za rączkę? – zażartowała, gdy skomentował piosenkę, niewątpliwie pijąc akurat do fragmentu odnośnie trzymania dłoni jak lód. Z nich dwojga to pasowało lepiej do niego. – Jeśli tak, to jak zwykle się do tego nie przyznają, ale póki co słyszałam tylko plotki o tajemniczej ucieczce magicznych roślin z gabinetu ekipy, która zwykle odpowiada za dekoracje sabatowe. Ponoć teraz byli zajęci usuwaniem skutków Spalonej i czegoś nie dopilnowali… I nie mam pojęcia, nie odbierałam zgłoszenia, usłyszałam tylko plotki. Pewnie bym dopytywała, bo to trochę ciekawe, że szukał akt sprawy, której nie zdążono otworzyć… – Czyli albo to sobie wymyślił, i przypadkiem trafił, albo wiedział, że panna chce złożyć zgłoszenie, albo panna zmyślała, a on był z nią w zmowie, tylko coś pokręcił, albo faktycznie w archiwum zadziałała dziwna magia… – Ale się rozproszyłam tajemniczą przesyłką, a potem już miałam biec tutaj – mruknęła z westchnieniem, bo tajemnicza przesyłka trochę psuła jej humor.
The neighbors might think (Baby, it's bad out there)
Say, what's in this drink? (No cabs to be had out there)
I wish I knew how (Your eyes are like starlight now)
To break this spell (I'll take your hat, your hair looks swell)
Baby, it's cold outside
Dźwięk umilkł, ucięty raptownie, gdy właściciel radia je wyłączył, może uświadamiając sobie, że piosenka jest mugolska – a może tylko dlatego, że nie zdołał złapać stacji, której szukał.
Zamarła na ułamek sekundy, ale tym razem rozpalenie papierosa nie przyniosło ani ukłucia paniki, ani nie sprawiło, że poczuła zapach dymu, ani nie zaczęła mieć wrażenia, że zaraz nadciągną dziwne istoty, by wyrwać z nich dusze. Rozluźniła się więc dość szybko, a dłońmi otoczyła ciepły kubek: bo z tym śpiewak z radia miał rację, na zewnątrz faktycznie było zimno, a ona jeszcze nie zaczęła nosić ze sobą rękawiczek.
– Podtrzymać cię za rączkę? – zażartowała, gdy skomentował piosenkę, niewątpliwie pijąc akurat do fragmentu odnośnie trzymania dłoni jak lód. Z nich dwojga to pasowało lepiej do niego. – Jeśli tak, to jak zwykle się do tego nie przyznają, ale póki co słyszałam tylko plotki o tajemniczej ucieczce magicznych roślin z gabinetu ekipy, która zwykle odpowiada za dekoracje sabatowe. Ponoć teraz byli zajęci usuwaniem skutków Spalonej i czegoś nie dopilnowali… I nie mam pojęcia, nie odbierałam zgłoszenia, usłyszałam tylko plotki. Pewnie bym dopytywała, bo to trochę ciekawe, że szukał akt sprawy, której nie zdążono otworzyć… – Czyli albo to sobie wymyślił, i przypadkiem trafił, albo wiedział, że panna chce złożyć zgłoszenie, albo panna zmyślała, a on był z nią w zmowie, tylko coś pokręcił, albo faktycznie w archiwum zadziałała dziwna magia… – Ale się rozproszyłam tajemniczą przesyłką, a potem już miałam biec tutaj – mruknęła z westchnieniem, bo tajemnicza przesyłka trochę psuła jej humor.
The neighbors might think (Baby, it's bad out there)
Say, what's in this drink? (No cabs to be had out there)
I wish I knew how (Your eyes are like starlight now)
To break this spell (I'll take your hat, your hair looks swell)
Baby, it's cold outside
Dźwięk umilkł, ucięty raptownie, gdy właściciel radia je wyłączył, może uświadamiając sobie, że piosenka jest mugolska – a może tylko dlatego, że nie zdołał złapać stacji, której szukał.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.