14.12.2025, 09:37 ✶
– W takim razie miałeś więcej szczęścia niż ja, bo cynamon zabija smak reszty… może poza malinami. Masz na myśli anyż? – odgadła, zaglądając do własnego kufla, czy ten w ogóle się w nim znalazł, czy może Agatha uznała, że tutaj przetestują grzańca cynamonowego zamiast grzańca z różnymi przyprawami.
– Nie ma sprawy – stwierdziła, może w żartach, może na serio, odnośnie tego wracania, wciąż zapatrzona w kufel, a potem stłumiła westchnienie. Pewnie nie powinna w ogóle o przesyłce wspominać, ale była faktycznie zmęczona i zdekoncentrowana, więc nawet o tym nie pomyślała.
Nie miała zamiaru mówić o liście i zdjęciu nikomu z rodziny ani przyjaciół. Nie, póki nikt nie mieszkał w kamienicy – nie było to możliwe, póki nie usunięto runy, a dopiero teraz Brenna poszła tam spać, by na sobie przetestować, czy faktycznie przestała działać. Nie byli narażeni, a pewnie by się martwili, ona natomiast nie chciała ich martwić.
Jeśli szło jednak o Atreusa, raczej nie miał skłonności do zamartwiania się ludźmi, wyciągnęła więc z kieszeni kopertę i przesunęła po blacie w jego kierunku.
– Nie znam charakteru pisma na kopercie. Byłam sama w budynku, a adres znają tylko moi krewni. Mam wrażenie, że gdyby Erik chciał zrobić mi jakiś kawał, wybrałby jednak inną metodę.
W kopercie było zdjęcie. Ciemne, dość słabo widoczne, ale dało się zobaczyć jednak łóżko – z gatunku dość zwykłych, jakich spodziewałbyś się w mugolskich wnętrzach, bo akurat w jej mieszkaniu w kamienicy wystrój był może i przyjemny, i mało luksusowy – i… śpiącą Brennę.
Ktoś się włamał, myślała i na tę myśl miała ochotę sama zapalić. Włamał się tak, że nie zostawił śladów, albo więc doskonale znał wnętrza i mógł się teleportować, albo wiedział, jak coś takiego zrobić. Zrobił to na tyle sprawnie, że się nie obudziła, a sen miała cholernie lekki i zawsze spała z różdżką pod ręką. I chociaż lubiła o wszystko, co złe, oskarżać śmierciożerców, ze Stanleyem Borginem na czele (w jej oczach na pewno śmierciożercę, bo był złem wcielonym, więc pewnie został ulubieńcem Voldemorta i w ogóle), to wiedziała, że gdyby to był jakiś śmierciożerca, w najlepszym wypadku doszłoby tam do walki. W najgorszym trzaśnięto by ją avadą w łóżku.
– Nie ma sprawy – stwierdziła, może w żartach, może na serio, odnośnie tego wracania, wciąż zapatrzona w kufel, a potem stłumiła westchnienie. Pewnie nie powinna w ogóle o przesyłce wspominać, ale była faktycznie zmęczona i zdekoncentrowana, więc nawet o tym nie pomyślała.
Nie miała zamiaru mówić o liście i zdjęciu nikomu z rodziny ani przyjaciół. Nie, póki nikt nie mieszkał w kamienicy – nie było to możliwe, póki nie usunięto runy, a dopiero teraz Brenna poszła tam spać, by na sobie przetestować, czy faktycznie przestała działać. Nie byli narażeni, a pewnie by się martwili, ona natomiast nie chciała ich martwić.
Jeśli szło jednak o Atreusa, raczej nie miał skłonności do zamartwiania się ludźmi, wyciągnęła więc z kieszeni kopertę i przesunęła po blacie w jego kierunku.
– Nie znam charakteru pisma na kopercie. Byłam sama w budynku, a adres znają tylko moi krewni. Mam wrażenie, że gdyby Erik chciał zrobić mi jakiś kawał, wybrałby jednak inną metodę.
W kopercie było zdjęcie. Ciemne, dość słabo widoczne, ale dało się zobaczyć jednak łóżko – z gatunku dość zwykłych, jakich spodziewałbyś się w mugolskich wnętrzach, bo akurat w jej mieszkaniu w kamienicy wystrój był może i przyjemny, i mało luksusowy – i… śpiącą Brennę.
Ktoś się włamał, myślała i na tę myśl miała ochotę sama zapalić. Włamał się tak, że nie zostawił śladów, albo więc doskonale znał wnętrza i mógł się teleportować, albo wiedział, jak coś takiego zrobić. Zrobił to na tyle sprawnie, że się nie obudziła, a sen miała cholernie lekki i zawsze spała z różdżką pod ręką. I chociaż lubiła o wszystko, co złe, oskarżać śmierciożerców, ze Stanleyem Borginem na czele (w jej oczach na pewno śmierciożercę, bo był złem wcielonym, więc pewnie został ulubieńcem Voldemorta i w ogóle), to wiedziała, że gdyby to był jakiś śmierciożerca, w najlepszym wypadku doszłoby tam do walki. W najgorszym trzaśnięto by ją avadą w łóżku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.