14.12.2025, 15:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2025, 15:27 przez Jonathan Selwyn.)
Randka.
Mieli randki.
Wspominali poprzednią randkę.
Planowali kolejne randki.
– Randki – Westchnął cicho, sięgając do tyłu, aby spróbować na oślep musnąć policzek drugiego mężczyzny. – Czuję się jakby nagle cały świat został narysowany mi na nowo. A przed nami jeszcze tyle pomysłów. Chciałbym zabrać cię do teatrów. Tutaj i we Francji. – Oczywiście chodzili już razem na sztuki, ale teraz miało być inaczej. Teraz chciał spotkać się z Anthonym w teatrze, jakby nie obudzili się rano w tym samym łóżku, zachwycić się na widok jego kreacji, obejrzeć wspólnie sztukę, a potem, ponownie w łóżku, leżeć i dyskutować o niej dopóki sen, lub bliskość nie odwrócił ich uwagi od poprzedniego tematu.
– Chcesz abym spojrzał na jej aury? – spytał, wzdychając ponownie już nieco ciężej słysząc o rzekomym obiekcie zainteresowania Shafiqa. – I wasze nici. Kto wie co jej przyjdzie do głowy, a przecież ciężej jest się wbić nożem w masło, niż się w tobie zakochać.
Nie że nie ufał Ceolsige. Wolał po prostu być ostrożny. Nie mógł przecież pozwolić aby ktokolwiek inny chociaż myślał, że dłonie Anthony'ego mógłby masować szyję inną niż Jonathana.
– A więc gruszka. I masz rację. Złota Grusza nie brzmiałaby tak dobrze. Jestem szczerze podekscytowany twoją inicjatywą. – Oczy już nie domagały się ciemności, ale jakże przyjemnie i tak było je na chwilę przymknąć, gdy smukłe palce tańczyły po jego szyi odziane w zapach śliwek.
– Zjeść? – Brązowe oczy otworzyły się ponownie wraz z błyskiem rozbawienia. – Chyba już mówiłem mój drogi. Cynamonki.
Nagle, czując się już znacznie lepiej, zerwał się z kolan Anthony'ego, tylko po to by zaraz obrócić się i… Delikatnie przygwoździć partnera do pościeli, bezczelnie po prostu kładąc się na nim.
– Nie możesz przecież robić mi na nie takiego smaka, a potem porzucać temat – dodał całując go w czubek nosa.
Mieli randki.
Wspominali poprzednią randkę.
Planowali kolejne randki.
– Randki – Westchnął cicho, sięgając do tyłu, aby spróbować na oślep musnąć policzek drugiego mężczyzny. – Czuję się jakby nagle cały świat został narysowany mi na nowo. A przed nami jeszcze tyle pomysłów. Chciałbym zabrać cię do teatrów. Tutaj i we Francji. – Oczywiście chodzili już razem na sztuki, ale teraz miało być inaczej. Teraz chciał spotkać się z Anthonym w teatrze, jakby nie obudzili się rano w tym samym łóżku, zachwycić się na widok jego kreacji, obejrzeć wspólnie sztukę, a potem, ponownie w łóżku, leżeć i dyskutować o niej dopóki sen, lub bliskość nie odwrócił ich uwagi od poprzedniego tematu.
– Chcesz abym spojrzał na jej aury? – spytał, wzdychając ponownie już nieco ciężej słysząc o rzekomym obiekcie zainteresowania Shafiqa. – I wasze nici. Kto wie co jej przyjdzie do głowy, a przecież ciężej jest się wbić nożem w masło, niż się w tobie zakochać.
Nie że nie ufał Ceolsige. Wolał po prostu być ostrożny. Nie mógł przecież pozwolić aby ktokolwiek inny chociaż myślał, że dłonie Anthony'ego mógłby masować szyję inną niż Jonathana.
– A więc gruszka. I masz rację. Złota Grusza nie brzmiałaby tak dobrze. Jestem szczerze podekscytowany twoją inicjatywą. – Oczy już nie domagały się ciemności, ale jakże przyjemnie i tak było je na chwilę przymknąć, gdy smukłe palce tańczyły po jego szyi odziane w zapach śliwek.
– Zjeść? – Brązowe oczy otworzyły się ponownie wraz z błyskiem rozbawienia. – Chyba już mówiłem mój drogi. Cynamonki.
Nagle, czując się już znacznie lepiej, zerwał się z kolan Anthony'ego, tylko po to by zaraz obrócić się i… Delikatnie przygwoździć partnera do pościeli, bezczelnie po prostu kładąc się na nim.
– Nie możesz przecież robić mi na nie takiego smaka, a potem porzucać temat – dodał całując go w czubek nosa.