– Mądrego zawsze dobrze posłuchać – odpowiedziała na słowa Rodolphusa, który powiedział na głos to, co sama sobie myślała o tym zostawaniu na noc w pracy. Trzeba było mieć jakieś granice, na brodę Merlina. No chyba, że wraz z zostawaniem na noc przychodziły jakieś inne benefity, jak choćby większa wypłata, albo jeszcze coś innego, ale niekoniecznie zawsze tak było. Victoria chociażby takie zostawanie dłużej niż ustawa przewiduje odbijała sobie tym, że brała wolne kiedy indziej na załatwianie jakichś innych swoich spraw. Ale nie, nigdy nie za darmo…
– Tak, tylko wiesz… to miejsce nie nadaje się do zamieszkania – odpowiedziała Laurence’owi i przejechała palcem po rancie kieliszka. Nie było nawet czego ratować, więc nie było też czego rabować. Trzeba to było wszystko zaorać i jeśli rodzice chcieli tam mieszkać, to postawić fundamenty na nowo – a potem cały dom. Ale jakoś jej się nie wydawało… Kiedy widziała się z matką tydzień wcześniej, bo przyszła tutaj zażądać skrzata dla siebie i sióstr, chwilę porozmawiały. Nie jakoś wylewnie, zadra i napięcie ciągle było wyczuwalne, ale Victoria odniosła wrażenie, że spisali Dolinę Godryka na straty. Może jeszcze zmienią zdanie, ale… Teraz nie miało to większego znaczenia. – Patrole… Może jacyś brygadziści – nie wiedziała, bo nie patrzyła na ich grafiki, a miała wystarczająco dużo swojej pracy, żeby jeszcze się interesować co robi w tym czasie BUM.
– Tak, dokładnie – potwierdziła Rodolphusowi, a choć widziała to dziwne kiwanie głową jego matki, to nie skomentowała. – Nie mam, zobaczyłam to dzisiaj… dwie godziny temu? Nie miałam nawet czasu porządnie sprawdzić teren… – poszła tam właściwie z sentymentu. Z jakiegoś poczucia nostalgii, chociaż nie spodziewała się tam zastać nic nowego prócz zgliszczy i krzesła. A trafiła na… to. – Oczywiście – odpowiedziała już ciszej, gdy Rodolphus się do niej nachylił. Niby nie musieli rozmawiać szeptem, przy stole rozmowy rozgorzały jakiś czas temu, to nie tak, że rozmawiała tylko ich trójka, ale rozumiała, dlaczego kuzyn wolał obniżyć ton.
– Ooch, to fantastyczne wieści, Laurence! – może chociaż jednemu z nich poszczęści się na polu związkowym, bo jakoś reszta tych stanu wolnego jak widać nie paliła się do zamążpójścia. Nie mówiąc o tym, że Laurence już rodzinę miał. – W takim razie życzę szczęścia i trzymam kciuki. Byłeś z Luoisem we Francji właśnie u niej? U jej rodziny? – bo może jednak odwiedzał kogoś z Lestrange, nigdy nie wiadomo.
// Kolejka do 19.12 do 23:59.